Gdybyś wiedziała, że denerwuje go zmiana twojego nazwiska uśmiechnęłabyś się złośliwie, cynicznie i prowokacyjnie, ponieważ o to ci chodziło. Chciałaś, aby był zły, że zmieniłaś nazwisko, aby czuł się ukarany, że cię porzucił. Chciałaś mu dać też myśl, że może nie byłaś mu wierna przez te dwa lata, aby był jeszcze bardziej ukarany, zraniony wręcz, że cię porzucił. Płonęłabyś naturalną wściekłością, ale czułabyś satysfakcję, że go to ugodziło. Byłaś podła, byłaś wściekła i chciałaś go karać tak długo, aż nie poczujesz spokoju w swoim sercu.
Cichy pomruk wydostał się spomiędzy twoich warg, gdy cię pocałował, więc z przyjemnością odwzajemniłaś pocałunek. Czułaś się dziwnie zadowolona pojawiając się tutaj. Chciałaś zasiać jakiś chaos, chciałaś coś zniszczyć, komuś nadepnąć na odcisk, zniszczyć dzisiaj komuś humor, ale nie mogłaś się na tym skupić, bo był przy tobie ten, którego kochałaś na zabój. Tak, ta miłość nie była zdrowa, wręcz była niepoprawna, ale tobie to nie przeszkadzało, bo ty cała byłaś nieodpowiednio podła.
Twoje granatowe oczy ściemniały, gdy zaczął obiecywać, że cię już nie zostawi, że już na zawsze tu będzie, że będzie twój. Spojrzałaś na niego zagadkowo, z delikatną nieufnością. Nie mogłaś w końcu okazać mu pełnego zaufania do jego słów, bo cię porzucił, a ludzie lubią popełniać te same błędy. Hades mimo boskiego imienia był człowiekiem i musiał ci udowodnić, że jednak nie będzie się już tak zachowywał, że zwróci sobie boskość, którą mu nadałaś.
– Udowodnij, bo czynów nie naprawisz słowami – ugryzłaś jego palec, ale zaraz odepchnęłaś go lekko, założyłaś ręce na piersiach i spojrzałaś na niego wyzywająco, a on potem złagodził twoje spojrzenie, gdy tylko przerzucił cię przez ramię. W ostatniej sekundzie złapałaś swój wianek, aby nie upadł na ziemię. Zdjęłaś go jednak z głowy i cicho jęknęłaś z niezadowolenia. – Możesz mnie puścić? – zapytałaś wbijając mu mocno paznokcie w jego plecy. Były one długie i ostro spiłowane, więc ból powinien poczuć. Popatrzyłaś na tych wszystkich żałosnych ludzi, którzy spojrzeli na was w dziwny sposób. Miałaś ochotę ich wszystkich spalić. – Chodźmy do ognisk – oparłaś podbródek na dłoni wbijając mu łokieć gdzieś w okolicach kręgosłupa.