31.12.2023, 21:08 ✶
Camille pokiwała głową na znak, że rozumie. Sięgnęła po szklankę z wodą i upiła łyk, dając Theonowi czas na wypisanie wszystkiego, a także na odpowiedzenie na wszystkie pytania. Skoro przyszedł do niej po pomoc, to zakładała, że nie będzie niczego zatajał, zwłaszcza po tym jak mu wyjaśniła, czym to może grozić. Co prawda przykład, który podała, nie był specjalnie groźny, lecz nie odczuwała potrzeby, by straszyć mężczyznę. Był dużym chłopcem - chociaż się tak nie zachowywał - powinien więc zdawać sobie sprawę z konsekwencji.
Gdy skończył, sięgnęła po formularz. Na szybko przeleciała po literach wzrokiem. Nie miał idealnego pisma, ale było ono czytelne - na tyle, że nie musiała dopytywać o poszczególne słowa. To jej powinno wystarczyć. Theon mógł odczuć pewną irytację, ponieważ Camille na dłużej zatrzymywała się przy niektórych rubrykach i wczytywała się w kolejne zdania na tyle długo, jakby sama ze sobą w głowie prowadziła jakiś dialog. Czy robiła to specjalnie? Być może - możliwe, że chciała dać mu nauczkę za to, co się zdarzyło wczoraj. A może po prostu była osobą, która do wszystkiego podchodziła skrupulatnie i musiała zdobyć pełen wywiad, zanim zacznie wymachiwać nad nim różdżką? Ta druga opcja wydawała się bardzo prawdopodobna - Camille wyglądała na osobę pedantyczną i niezwykle dokładną, sumienną. Może nie chciała popełnić błędu. Ale z drugiej strony sama go wczoraj posłała na minę z tym alkoholem.
- Nie, mam wszystko co jest mi potrzebne. Zamknij oczy i postaraj się rozluźnić - Delacour wstała i sięgnęła po różdżkę, która leżała na stole. Piękny przedmiot - drewno z głogu, smukła i długa, ze żłobioną rękojeścią. Idealnie pasowała do jej karnacji i włosów, a także do wrodzonej gracji, którą kobieta niewątpliwie posiadała. Różdżka zdawała się być teraz przedłużeniem jej ręki. Blondynka szybko znalazła się za jego plecami. - Powiem ci, że to i jest łatwe zadanie, i nie jest. Widzisz, Theonie, każda klątwa jest inna. Zawsze jednak do ich rzucenia potrzeba złej woli - w mniejszym lub większym stopniu. I w zależności od tego ile tej złej woli włożyło się w klątwę, tym ciężej lub łatwiej jest ją przełamać. Co prawda nie zdarzyło się w Mungu, by ktokolwiek nie zdołał przełamać tej konkretnej klątwy, ale muszę mieć pewność, że i w tym przypadku pójdzie tak... Sprawnie.
Theon poczuł delikatny dotyk dłoni na swoim ramieniu, jakby Delacour próbowała dodać mu otuchy albo po prostu przytrzymać, ustabilizować, żeby się zbytnio nie ruszał. Camille nachyliła się lekko w stronę jego ucha.
- Postaraj się nie ruszać, dobrze? Muszę zobaczyć, co cię dokładnie otacza - powiedziała cicho, wracając do poprzedniej pozycji. Jej prawa ręka zatoczyła krąg wokół sylwetki Theona, a koniec różdżki rozbłysnął jasnym światłem. Camille wyszeptała zaklęcie, przymykając oczy.
Dzięki zaklęciu wyczuwała napięte linie, ciasno oplatające sylwetkę Theona. Były grube, lecz jakby dymne, ulotne i niedostrzegalne gołym okiem. Do jej nozdrzy niemal od razu wdarł się swąd palonej siarki i węgla, zaatakował jej zmysły, a w umyśle pojawiła się ostrzegawcza lampka. Znała to uczucie. Nie widziała aury, nie widziała nici powiązań - bo nie potrafiła dostrzegać takich rzeczy. Pod jej zamkniętymi powiekami widziała więź, która uformowała się na kształt całunu, pokrywającego całe ciało Traversa. Uniemożliwiał jego duszy oddychanie, zaznanie spokoju. Ciągnął go, każda część w inną stronę. Nic dziwnego, że cierpiał, jeśli jego dusza była szarpana w różnych kierunkach. Teraz całun był w miarę spokojny, lecz rwał się wyjątkowo mocno w stronę drzwi, jakby chciał wyprowadzić Theona daleko stąd. Może do kobiety, z którą został połączony? Czy jeśli pojawiłaby się tu Stella, to połączyłby się z jej całunem? A może całun zmieniłby się w nić, którą łatwo byłoby przerwać? Tak, na pewno łatwiej byłoby jej to przerwać, gdyby była tutaj ta kobieta. Teraz jednak, gdy drugiej osoby przy nich nie było, nie było to tak proste, jak myślała. Nie wystarczy jedno machnięcie różdżką, a będzie potrzebne co najmniej kilkanaście cięć, żeby się tego pozbyć.
Camille otworzyła oczy i machnęła różdżką, przerywając zaklęcie. Widziała dość i poczuła dość by wiedzieć, że ten przypadek nie był aż tak beznadziejny, jak zakładała. To dobrze.
- Nie jest źle - powiedziała spokojnie, zabierając dłoń z jego ramienia. Opuściła rękę z różdżką i przeszła na bok, by nie mówić do pleców Theona. - Zakładam, że nie ma możliwości byś sprowadził tu tę kobietę? Poszłoby szybciej - o wiele szybciej. Wystarczyłby odpowiedni krąg i świece i byłoby po sprawie. Jeśli jednak nie istnieje możliwość, żeby ona tu przyszła, to potrzebny będzie większy wysiłek.
Delacour odłożyła ostrożnie różdżkę na stół i sięgnęła po szklankę z wodą. W nosie nadal czuła swąd spalenizny. Dobrze, że bez zaklęcia go nie czuła - i nikt go nie czuł, bo Theon musiałby się kąpać w perfumach, żeby w ogóle do kogokolwiek zagadać.
- Będę potrzebowała specjalnych świec i ziół. Mogę je załatwić, ale nie mam ich od ręki. Daj mi dwa dni i będzie po wszystkim - zmieniła się odrobinę barwa jej głosu. Ton był nieco cieplejszy, może trochę współczujący? Patrzyła też na Theona już nie z chłodną odrazą, którą mógł widzieć na Lithe, lecz z dozą współczucia. Co takiego zobaczyła pod wpływem zaklęcia, że nagle postanowiła zmienić front? - Wytrzymasz tyle? Chcesz eliksiry na sen do tego czasu?
Gdy skończył, sięgnęła po formularz. Na szybko przeleciała po literach wzrokiem. Nie miał idealnego pisma, ale było ono czytelne - na tyle, że nie musiała dopytywać o poszczególne słowa. To jej powinno wystarczyć. Theon mógł odczuć pewną irytację, ponieważ Camille na dłużej zatrzymywała się przy niektórych rubrykach i wczytywała się w kolejne zdania na tyle długo, jakby sama ze sobą w głowie prowadziła jakiś dialog. Czy robiła to specjalnie? Być może - możliwe, że chciała dać mu nauczkę za to, co się zdarzyło wczoraj. A może po prostu była osobą, która do wszystkiego podchodziła skrupulatnie i musiała zdobyć pełen wywiad, zanim zacznie wymachiwać nad nim różdżką? Ta druga opcja wydawała się bardzo prawdopodobna - Camille wyglądała na osobę pedantyczną i niezwykle dokładną, sumienną. Może nie chciała popełnić błędu. Ale z drugiej strony sama go wczoraj posłała na minę z tym alkoholem.
- Nie, mam wszystko co jest mi potrzebne. Zamknij oczy i postaraj się rozluźnić - Delacour wstała i sięgnęła po różdżkę, która leżała na stole. Piękny przedmiot - drewno z głogu, smukła i długa, ze żłobioną rękojeścią. Idealnie pasowała do jej karnacji i włosów, a także do wrodzonej gracji, którą kobieta niewątpliwie posiadała. Różdżka zdawała się być teraz przedłużeniem jej ręki. Blondynka szybko znalazła się za jego plecami. - Powiem ci, że to i jest łatwe zadanie, i nie jest. Widzisz, Theonie, każda klątwa jest inna. Zawsze jednak do ich rzucenia potrzeba złej woli - w mniejszym lub większym stopniu. I w zależności od tego ile tej złej woli włożyło się w klątwę, tym ciężej lub łatwiej jest ją przełamać. Co prawda nie zdarzyło się w Mungu, by ktokolwiek nie zdołał przełamać tej konkretnej klątwy, ale muszę mieć pewność, że i w tym przypadku pójdzie tak... Sprawnie.
Theon poczuł delikatny dotyk dłoni na swoim ramieniu, jakby Delacour próbowała dodać mu otuchy albo po prostu przytrzymać, ustabilizować, żeby się zbytnio nie ruszał. Camille nachyliła się lekko w stronę jego ucha.
- Postaraj się nie ruszać, dobrze? Muszę zobaczyć, co cię dokładnie otacza - powiedziała cicho, wracając do poprzedniej pozycji. Jej prawa ręka zatoczyła krąg wokół sylwetki Theona, a koniec różdżki rozbłysnął jasnym światłem. Camille wyszeptała zaklęcie, przymykając oczy.
Dzięki zaklęciu wyczuwała napięte linie, ciasno oplatające sylwetkę Theona. Były grube, lecz jakby dymne, ulotne i niedostrzegalne gołym okiem. Do jej nozdrzy niemal od razu wdarł się swąd palonej siarki i węgla, zaatakował jej zmysły, a w umyśle pojawiła się ostrzegawcza lampka. Znała to uczucie. Nie widziała aury, nie widziała nici powiązań - bo nie potrafiła dostrzegać takich rzeczy. Pod jej zamkniętymi powiekami widziała więź, która uformowała się na kształt całunu, pokrywającego całe ciało Traversa. Uniemożliwiał jego duszy oddychanie, zaznanie spokoju. Ciągnął go, każda część w inną stronę. Nic dziwnego, że cierpiał, jeśli jego dusza była szarpana w różnych kierunkach. Teraz całun był w miarę spokojny, lecz rwał się wyjątkowo mocno w stronę drzwi, jakby chciał wyprowadzić Theona daleko stąd. Może do kobiety, z którą został połączony? Czy jeśli pojawiłaby się tu Stella, to połączyłby się z jej całunem? A może całun zmieniłby się w nić, którą łatwo byłoby przerwać? Tak, na pewno łatwiej byłoby jej to przerwać, gdyby była tutaj ta kobieta. Teraz jednak, gdy drugiej osoby przy nich nie było, nie było to tak proste, jak myślała. Nie wystarczy jedno machnięcie różdżką, a będzie potrzebne co najmniej kilkanaście cięć, żeby się tego pozbyć.
Camille otworzyła oczy i machnęła różdżką, przerywając zaklęcie. Widziała dość i poczuła dość by wiedzieć, że ten przypadek nie był aż tak beznadziejny, jak zakładała. To dobrze.
- Nie jest źle - powiedziała spokojnie, zabierając dłoń z jego ramienia. Opuściła rękę z różdżką i przeszła na bok, by nie mówić do pleców Theona. - Zakładam, że nie ma możliwości byś sprowadził tu tę kobietę? Poszłoby szybciej - o wiele szybciej. Wystarczyłby odpowiedni krąg i świece i byłoby po sprawie. Jeśli jednak nie istnieje możliwość, żeby ona tu przyszła, to potrzebny będzie większy wysiłek.
Delacour odłożyła ostrożnie różdżkę na stół i sięgnęła po szklankę z wodą. W nosie nadal czuła swąd spalenizny. Dobrze, że bez zaklęcia go nie czuła - i nikt go nie czuł, bo Theon musiałby się kąpać w perfumach, żeby w ogóle do kogokolwiek zagadać.
- Będę potrzebowała specjalnych świec i ziół. Mogę je załatwić, ale nie mam ich od ręki. Daj mi dwa dni i będzie po wszystkim - zmieniła się odrobinę barwa jej głosu. Ton był nieco cieplejszy, może trochę współczujący? Patrzyła też na Theona już nie z chłodną odrazą, którą mógł widzieć na Lithe, lecz z dozą współczucia. Co takiego zobaczyła pod wpływem zaklęcia, że nagle postanowiła zmienić front? - Wytrzymasz tyle? Chcesz eliksiry na sen do tego czasu?