O ile Richard wiedział, jaka była relacja między Robertem a Anne, tak nie miał pojęcia jak wyglądała w przypadku Stanleya i jego matki. Zadał pytanie, dość raczej niewinne upewniające, czy wspomniana kobieta to jego matka. Widząc jednak pewną reakcję na twarzy bratanka, mógł wywnioskować, że temat ten w jakimś stopniu może być dla niego drażliwy. Zadał jedno krótkie pytanie, nie oczekując nawet wyjaśnień. Mimo to, Stanley udzielił go, wyjaśniając kim dla niego była Anne. Być może próbował wyprostować jego stwierdzenie, dotyczące kobiet, szukających księcia i nie dostających w zamian nic. Być może ten fragment z ich słowach, sprawił że rozdrażnił trochę chłopaka. Znaczyło to, aby tematu nie drążyć.
- Takie jest niestety życie.Inaczej nie umiał mu odpowiedzieć. Znaczenia miłości nie znał. Nie był nigdy zakochany. Nie powie też, że rozumie, skoro sam zaślepionej miłości nie doświadczył. Tymi słowami mogli temat Anne Borgin zakończyć.
Ważniejszą kwestią było zwracanie się do siebie, a szczególnie chciał to rozwiązać Stanley, aby ułatwić mu zwracanie się do samego wuja. Kiedy zaś zapytał, "Czy to jakiś problem?", Richard pokręcił nieznacznie głową, że problemu to dla niego nie stanowi żadnego. Rozumie sytuację i da chłopakowi czas, aby poznał pierw ich rodzinę i zaaklimatyzował się lepiej z tymi zmianami, nowościami. Znał już ojca, poznał teraz jego brata, swojego wuja. Przy czym Richard wiedział mniej więcej, na jakim etapie takowych ustaleń był Stanley z Robertem. Oczywistym było, że od razu do takich prostych zwrotów nie przejdą. Na wszystko potrzeba czasu.
- Jest to dla mnie zrozumiałe.Zaznaczył, że rozumie. Dla niego też było nowością, dowiedzieć się, że ma nieślubnego bratanka.
Idąc tokiem rozmowy dalej, Stanley znał widocznie wagę sprawy, zachowywał dla siebie te nowiny, wspominając jedynie jednej osobie, która także pochodziła od Mulciberów. Miał kogoś zaufanego. Przynajmniej jedną osobę, w swoim życiu trzeba posiadać, na której w razie kryzysu można polegać. Tutaj pokiwał głową w zrozumieniu.
- Domyślam się.Znaczące spojrzenie, jasno mówiło o osobie, o której wspomniał Stanley. Dobrze wiedzieć, że w kwestii publicznego zwracania się, Borgin przystał na wersję grzecznościową per Pan. Unikną później niepotrzebnych pytań, spojrzeń i pomyłek. Gdyż wiele osób, widząc w Londynie Richarda, było wstanie jeszcze mylić go z Robertem.
Wygodniej było rozmawiać na kanapie, ale jeżeli Stanley wolałby przy stole, Richard zawsze mógł tam wrócić. Miał jednak też potrzebę trochę przejść się po pomieszczeniu. Nie był typem, siedzącym zbyt długo w jednym miejscu.
Słuchając kolejne słowa i znów przeprosiny, Stanley przeszedł do sedna sprawy, dla której poprosił o spotkanie. Przesłuchanie rodzinne. Zabawne. Brygadzista, przesłuchujący Aurora.
- Bez obaw. Praca zawodowa, mam podobnie.Doskonale go rozumiał. Też miał w nawyku poza pracą, udzielać się czy działać jak auror. To wchodzi w krew. I jeżeli Stanley zostanie aurorem, wczuje się w ten zawód bardziej, niż się obejrzy.
Odebrał od niego swoją szklankę i wysłuchał przy okazji pierwszego pytania. Dzieciństwo. Kącik ust uniósł się mu ku górze. Chciał poznać relacje między braćmi, bliźniakami. Ale drugie pytanie było zaskakujące. Dlaczego Robert nie pojechał z nim do Norwegii? Miał wybór. Mógł się postawić ojcu i wyjechać z Richardem za granicę. Nie byliby rozdzieleni. Czy zadał to pytanie Robertowi?
Raczej nie powie bratankowi, że jego ojciec nie miał jaj, aby postawić się dziadkowi, jak to zrobił jego wuj.
Odparł, jedynie robiąc krótką przerwę przy sytuacji związanej z ich ojcem. Mimo ich starań, Francis nie doceniał w pełni swoich synów. Żaden z nich nie był w pełni idealnym synem. Musiał zadowolić się chociaż Robertem, który bez sprzeciwu, poszedł pracować do Departamentu Tajemnic, zagłębiając wiedzę w dziedzinie badań, rozwijając karierę naukowca, badacza.