01.01.2024, 02:35 ✶
Minęła grupkę osób znajdujących się na korytarzu, strasznie próbując przy tym wyglądać na absolutnie niedostępną i zajętą swoimi sprawami, szczególnie kiedy zza jednego z chłopaków wyjrzała na nią twarz Alexandra. Uniosła brwi, od razu spojrzała na niego groźniej, unosząc przy tym dumnie podbródek, a potem z niezwykłą obojętnością odwróciła wzrok w kierunku gdzie szła, szybko znajdując się drzwiach do biblioteki i znikając za nimi.
Głupio było się do czegoś takiego przyznać, ale zdążyła już zapomnieć, dlaczego w ogóle była na niego zła. Niemniej jednak, nawet jeśli nie byłą w stanie wyraźnie wskazać powodu dla całego tego unikania go i nagminnego odwracania wzroku w zupełnie innym kierunku, to zamierzała się tej postawy trzymać, póki gałgan nie postanowi jej przeprosić. I miała nadzieję, że jak dojdzie co do czego, to się chociaż odrobinę postara.
Tak, kwiaty chyba byłyby dobrym pomysłem.
Nawet jeśli zaraz po ich przyjęciu miałaby użyć ich jako broni przeciwko jego ładnej buzi, która dzisiejszego dnia z jakiegoś powodu wcale nie była już taka przystojna jak zwykle i przez moment nawet się zawahała, kiedy tak kładła książki na blacie jednego z bibliotecznych biurek, czy może nie powinna jednak, ale tylko tym razem, dać sobie spokoju i zapytać go co też takiego się stało.
Nie. Z rozmachem położyła książkę na tworzonym stosie, jakby włożenie w to odrobinę więcej energii miało pomóc jej w przegnaniu tej bezsensownej myśli. Ostatnie czego chciała, to pokazanie mu, że jak tylko mu się coś stanie, to zaraz przybiegnie cała zaaferowana, jak gdyby nigdy nic. Poprzedniego wieczoru nawet myślała o tym, żeby jednak przejść się na dach wieży astronomicznej, oczywiście po to, żeby go zwymyślać, ale kiedy zbliżała się do prowadzących ku górze stopni, zasłona przerzedziła się nieoczekiwanie i to co zobaczyła po drugiej stronie wprawiło ją w tak okropny nastrój, że spędziła kolejna godzinę szlochając ze złości w łazience. Nawet jeśli w tamtym momencie tak samo nie chciała i chciała, żeby to właśnie Mulciber ją pocieszył.
Wyciągała się wzdłuż regału, z niespełnioną nadzieją, ze dosięgnie znajdującą się na górze książkę, która była jej teraz niezwykle potrzebna. Jednocześnie też starała się ignorować fakt, że zna zbliżające się do niej kroki i poznaje ręce, które ostatecznie sięgnęły po wolumin, bohatersko wręczając go jej ostatecznie. Zmierzyła spojrzeniem jego sylwetkę, urywając oględziny gdzieś na wysokości jego obojczyka, słuchając co ma jej do powiedzenia i ważąc w dłoni tomik, tak nagle poręczny i idealnie w niej leżący.
Westchnęła, w innej sytuacji całkiem zadowolona z jego dłoni, która zatrzymała się w okolicy jej talii i przyciągnęła ją nieco do niego. Zrobiła w jego stronę kroczek, może trzy, czując jak powoli owija ją jego zapach, który teraz jednak został całkowicie odsunięty na bok przez jej oddanie sprawie. W końcu też, spojrzała na niego. I tak jak wcześniej, kiedy starała się nie patrzeć na jego twarz, a jednocześnie dumnie unosić podbródek, teraz opuściła lekko brodę, spoglądając na niego z dołu, dużymi, zielonymi oczami, w których kryło się chyba coś na kształt kokieterii.
Chyba, bo tak się mogło Alexowi zdawać, przynajmniej do momentu, kiedy palce Rosie nie zacisnęły się na trzymanej książce mocniej i nie zdzieliła go twardą kładką po głowie. Potem natomiast złapała tomik oburącz i uderzyła go po rękach, a potem po klatce piersiowej, przybierając zacięty wyraz twarzy kobiety, do której aktualnie laleczko niespecjalnie przemawiało.
– Czekałeś, tak? – wysyczała, niezadowolonym szeptem, między jednym, a drugim uderzeniem. Nie były one jednak silne, bo ani nie chciała go teraz faktycznie skrzywdzić, ani nie chciała wywoływać zbyt dużego hałasu i zwracać na siebie uwagi. I tak mieli jakieś absolutne szczęście, że ten akurat dział chwilowo wydawał się zapomniany przez resztę uczniów. – A ja długo mam jeszcze czekać, aż ta twoja niewyparzona gęba przestanie kłapać aroganckie bzdury? – zapytała, groźnie mu się przyglądając i na moment zawieszając broń. Mogła niezbyt pamiętać co właściwie tym razem było kością niezgody między nimi, ale wydawało jej się, że odwołanie akurat do jego głupiego gadania było takim tematem rzeką, że daleko nie mogło to leżeć od prawdy.
Głupio było się do czegoś takiego przyznać, ale zdążyła już zapomnieć, dlaczego w ogóle była na niego zła. Niemniej jednak, nawet jeśli nie byłą w stanie wyraźnie wskazać powodu dla całego tego unikania go i nagminnego odwracania wzroku w zupełnie innym kierunku, to zamierzała się tej postawy trzymać, póki gałgan nie postanowi jej przeprosić. I miała nadzieję, że jak dojdzie co do czego, to się chociaż odrobinę postara.
Tak, kwiaty chyba byłyby dobrym pomysłem.
Nawet jeśli zaraz po ich przyjęciu miałaby użyć ich jako broni przeciwko jego ładnej buzi, która dzisiejszego dnia z jakiegoś powodu wcale nie była już taka przystojna jak zwykle i przez moment nawet się zawahała, kiedy tak kładła książki na blacie jednego z bibliotecznych biurek, czy może nie powinna jednak, ale tylko tym razem, dać sobie spokoju i zapytać go co też takiego się stało.
Nie. Z rozmachem położyła książkę na tworzonym stosie, jakby włożenie w to odrobinę więcej energii miało pomóc jej w przegnaniu tej bezsensownej myśli. Ostatnie czego chciała, to pokazanie mu, że jak tylko mu się coś stanie, to zaraz przybiegnie cała zaaferowana, jak gdyby nigdy nic. Poprzedniego wieczoru nawet myślała o tym, żeby jednak przejść się na dach wieży astronomicznej, oczywiście po to, żeby go zwymyślać, ale kiedy zbliżała się do prowadzących ku górze stopni, zasłona przerzedziła się nieoczekiwanie i to co zobaczyła po drugiej stronie wprawiło ją w tak okropny nastrój, że spędziła kolejna godzinę szlochając ze złości w łazience. Nawet jeśli w tamtym momencie tak samo nie chciała i chciała, żeby to właśnie Mulciber ją pocieszył.
Wyciągała się wzdłuż regału, z niespełnioną nadzieją, ze dosięgnie znajdującą się na górze książkę, która była jej teraz niezwykle potrzebna. Jednocześnie też starała się ignorować fakt, że zna zbliżające się do niej kroki i poznaje ręce, które ostatecznie sięgnęły po wolumin, bohatersko wręczając go jej ostatecznie. Zmierzyła spojrzeniem jego sylwetkę, urywając oględziny gdzieś na wysokości jego obojczyka, słuchając co ma jej do powiedzenia i ważąc w dłoni tomik, tak nagle poręczny i idealnie w niej leżący.
Westchnęła, w innej sytuacji całkiem zadowolona z jego dłoni, która zatrzymała się w okolicy jej talii i przyciągnęła ją nieco do niego. Zrobiła w jego stronę kroczek, może trzy, czując jak powoli owija ją jego zapach, który teraz jednak został całkowicie odsunięty na bok przez jej oddanie sprawie. W końcu też, spojrzała na niego. I tak jak wcześniej, kiedy starała się nie patrzeć na jego twarz, a jednocześnie dumnie unosić podbródek, teraz opuściła lekko brodę, spoglądając na niego z dołu, dużymi, zielonymi oczami, w których kryło się chyba coś na kształt kokieterii.
Chyba, bo tak się mogło Alexowi zdawać, przynajmniej do momentu, kiedy palce Rosie nie zacisnęły się na trzymanej książce mocniej i nie zdzieliła go twardą kładką po głowie. Potem natomiast złapała tomik oburącz i uderzyła go po rękach, a potem po klatce piersiowej, przybierając zacięty wyraz twarzy kobiety, do której aktualnie laleczko niespecjalnie przemawiało.
– Czekałeś, tak? – wysyczała, niezadowolonym szeptem, między jednym, a drugim uderzeniem. Nie były one jednak silne, bo ani nie chciała go teraz faktycznie skrzywdzić, ani nie chciała wywoływać zbyt dużego hałasu i zwracać na siebie uwagi. I tak mieli jakieś absolutne szczęście, że ten akurat dział chwilowo wydawał się zapomniany przez resztę uczniów. – A ja długo mam jeszcze czekać, aż ta twoja niewyparzona gęba przestanie kłapać aroganckie bzdury? – zapytała, groźnie mu się przyglądając i na moment zawieszając broń. Mogła niezbyt pamiętać co właściwie tym razem było kością niezgody między nimi, ale wydawało jej się, że odwołanie akurat do jego głupiego gadania było takim tematem rzeką, że daleko nie mogło to leżeć od prawdy.