01.01.2024, 12:52 ✶
– No przecież mówię. Rzucił we mnie skorpionem – oświadczyła Nell, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Siedzi sobie człowiek na sarkofagu starożytnego kapłana, czyta gazetę, nikomu nie wadzi, a tu nagle szu! Jamil miota skorpionami i to właśnie we mnie! We mnie!!! Wypuścił ich całe stado ze ściany, złapał jednego i rzucił, żeby się mnie pozbyć. To była zemsta za to, że tydzień wcześniej dostał niedobre lekarstwo, ale sam sobie winny, że zjadł to cholerne mięso, prawda?!
– Mówiłem, że Nell opowie to dużo lepiej? – rzucił Cathal, obracając się na moment ku McGongall i na jego ustach zamajaczył ledwo dostrzegalny uśmiech.
*
– Bardziej od tego, jak długo tu leżą, interesuje mnie, co ich zabiło – przyznał Cathal. On w przeciwieństwie do Lety nie oddalił się od drzwi. Nie byli pewni, czy filar jest nieaktywny i czy nie znajdują się przy nim jakieś pułapki. Dlatego spojrzał za Crouch, gdy ta zaczęła krążyć wokół kolumny – wciąż martwej, nie świecącej żadnym światłem, nie reagującej ani na jej obecność, ani na zaklęcie rozświetlające – i podniósł nieco głos. – Może na przykład podeszli nieostrożnie do tego filara i ich zamordował?
Nell wydobyła z kieszeni rękawiczki, rzuciła torbę na ziemię przy wejściu i pochyliła się nad najbliższym szkieletem. Na razie nie zamierzała ich ruszać – szczegółowe badania miały dopiero ruszyć, w tej chwili chcieli rozejrzeć się, upewnić, że nie ma tu jakichś podejrzanych pieczęci czy klątw – ale przyświeciła sobie różdżką, chcąc zobaczyć, co zdoła stwierdzić na pierwszy, drugi i ewentualnie trzeci rzut oka.
– Będę musiała wziąć kości na stół, żeby być pewną, ale jak dla mnie, leżą tutaj mniej więcej od zagłady wioski – oceniła. – Sądząc po stanie stroju i ciała… mogę się mylić o kilkadziesiąt lat, ale to miałoby sens.
Ginny, pochylająca się nad jednym z ciał, nie dostrzegła żadnych obrażeń, które mogły doprowadzić do śmierci. Nie oznaczało to, że takich nie było. Mógł zostać na przykład dźgnięty sztyletem albo potraktowany jakimś zaklęciem, i ot bez dokładnych badań nie dało się tego stwierdzić w przypadku tak starego ciała. Kości nie nosiły jednak śladów niczego, co jasno opowiadałoby jakąś historię. Zabito go magią? Umarł z głodu? Udusił się…?
– Jesteśmy prawie w centrum wioski. Pod budynkiem, który prawdopodobnie był własnością Blackwooda, o którym wspominała w swoich zapiskach Cassandra. I jak sądzę idealnie w centrum okręgu wytyczonego przez pozostałe filary.
– Mówiłem, że Nell opowie to dużo lepiej? – rzucił Cathal, obracając się na moment ku McGongall i na jego ustach zamajaczył ledwo dostrzegalny uśmiech.
*
– Bardziej od tego, jak długo tu leżą, interesuje mnie, co ich zabiło – przyznał Cathal. On w przeciwieństwie do Lety nie oddalił się od drzwi. Nie byli pewni, czy filar jest nieaktywny i czy nie znajdują się przy nim jakieś pułapki. Dlatego spojrzał za Crouch, gdy ta zaczęła krążyć wokół kolumny – wciąż martwej, nie świecącej żadnym światłem, nie reagującej ani na jej obecność, ani na zaklęcie rozświetlające – i podniósł nieco głos. – Może na przykład podeszli nieostrożnie do tego filara i ich zamordował?
Nell wydobyła z kieszeni rękawiczki, rzuciła torbę na ziemię przy wejściu i pochyliła się nad najbliższym szkieletem. Na razie nie zamierzała ich ruszać – szczegółowe badania miały dopiero ruszyć, w tej chwili chcieli rozejrzeć się, upewnić, że nie ma tu jakichś podejrzanych pieczęci czy klątw – ale przyświeciła sobie różdżką, chcąc zobaczyć, co zdoła stwierdzić na pierwszy, drugi i ewentualnie trzeci rzut oka.
– Będę musiała wziąć kości na stół, żeby być pewną, ale jak dla mnie, leżą tutaj mniej więcej od zagłady wioski – oceniła. – Sądząc po stanie stroju i ciała… mogę się mylić o kilkadziesiąt lat, ale to miałoby sens.
Ginny, pochylająca się nad jednym z ciał, nie dostrzegła żadnych obrażeń, które mogły doprowadzić do śmierci. Nie oznaczało to, że takich nie było. Mógł zostać na przykład dźgnięty sztyletem albo potraktowany jakimś zaklęciem, i ot bez dokładnych badań nie dało się tego stwierdzić w przypadku tak starego ciała. Kości nie nosiły jednak śladów niczego, co jasno opowiadałoby jakąś historię. Zabito go magią? Umarł z głodu? Udusił się…?
– Jesteśmy prawie w centrum wioski. Pod budynkiem, który prawdopodobnie był własnością Blackwooda, o którym wspominała w swoich zapiskach Cassandra. I jak sądzę idealnie w centrum okręgu wytyczonego przez pozostałe filary.