22.11.2022, 01:56 ✶
Daisy pokiwała szybko głową. Trudno było stwierdzić czy naprawdę myślała w ten sposób, czy też po prostu bezmyślnie podzielała opinię brata. Sama nieszczególnie interesowała się Nottem, ani nie była jego koleżanka – ani też on pewnie nie uważał jej za szczególnie bliską osobę. Wizja rozsmarowania go o posadzkę wydawała się młodej ślizgonce o tyle interesująca, że nigdy wcześniej nie widziała nikogo rozsmarowanego o posadzkę.
Chwilę jeszcze spoglądała na czwórkę rozmawiających uczniów, zanim wreszcie przeniosła wzrok na Darcy’ego.
- Ale jego dziewczyna chyba nie pracuje w ministerstwie, nie? – zauważyła, marszcząc przy tym czoło. Może nawet wcale nie chciała pracować w ministerstwie, więc Daisy w ogóle nie rozumiała o co tu można by było się wściekać. Praca w Ministerstwie Magii wydawała się jej nudna jak flaki z olejem. Samą kwestię czystości krwi zaś pominęła milczeniem, głównie dlatego że niespecjalnie ją interesowała.
I to nie tak, że Daisy była bardzo tolerancyjną młodą czarownicą. Miała w sobie tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, że ludzie byli czymś więcej niż krwią, która pływała w ich żyłach. Sama krew zaś miała decydujące znaczenie wtedy, gdy kogoś lubiła lub nie cierpiała. Nie znosiła tej jasnowłosej mugolaczki z Hufflepuffu? To bez cienia skrzywienia na twarzy mogła ją nazwać szlamą. Nie lubiła Notta? Więc był głupim czystokrwistym skurwysynem. Dla Daisy wszystko zamykało się w jej własnym spojrzeniu na całą sytuację.
- Ej, ale ja też uważam, że nasz Minister Magii nie powinien grać w jakąś piłkę nożnikową – powiedziała z przekonaniem. – Jest przecież naszym Ministrem Magii i powinien zajmować się naszym Ministerstwem Magii. Chyba po coś go jednak ktoś wybrał, co? – Przez krótki moment wydawało się nawet, że gotowa była krzyknąć, ale powstrzymała się, może przez wzgląd na to, że jednak bardziej niż wygłaszaniem opinii na temat, o którym nie miała do powiedzenia dosłownie nic przed kilkoma sekundami, bardziej interesowało ją czy uczniowie znajdujący się piętro niżej zaczną się pojedynkować czy nie zaczną.
Wzdrygnęła się. Jako niezbyt dumna z tego faktu posiadaczka lęku wysokości posłała Darcy’emu dziwne spojrzenie. Jak dla niej lepiej było już jednak biegać po ziemi za jakąś piłką niż wsiadać na miotłę a potem dostać tłuczkiem i spaść w dół.
- Oni są strasznie głupi. Za chwilę pojawi się tutaj Filch i tyle będzie z ich pojedynku – wyszeptała z przekonaniem. Zdecydowanie byłoby lepiej dla nich, gdyby zdecydowali się jednak walczyć o północy na szczycie wieży astronomicznej albo po kolacji na błoniach Hogwartu.
Chwilę jeszcze spoglądała na czwórkę rozmawiających uczniów, zanim wreszcie przeniosła wzrok na Darcy’ego.
- Ale jego dziewczyna chyba nie pracuje w ministerstwie, nie? – zauważyła, marszcząc przy tym czoło. Może nawet wcale nie chciała pracować w ministerstwie, więc Daisy w ogóle nie rozumiała o co tu można by było się wściekać. Praca w Ministerstwie Magii wydawała się jej nudna jak flaki z olejem. Samą kwestię czystości krwi zaś pominęła milczeniem, głównie dlatego że niespecjalnie ją interesowała.
I to nie tak, że Daisy była bardzo tolerancyjną młodą czarownicą. Miała w sobie tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, że ludzie byli czymś więcej niż krwią, która pływała w ich żyłach. Sama krew zaś miała decydujące znaczenie wtedy, gdy kogoś lubiła lub nie cierpiała. Nie znosiła tej jasnowłosej mugolaczki z Hufflepuffu? To bez cienia skrzywienia na twarzy mogła ją nazwać szlamą. Nie lubiła Notta? Więc był głupim czystokrwistym skurwysynem. Dla Daisy wszystko zamykało się w jej własnym spojrzeniu na całą sytuację.
- Ej, ale ja też uważam, że nasz Minister Magii nie powinien grać w jakąś piłkę nożnikową – powiedziała z przekonaniem. – Jest przecież naszym Ministrem Magii i powinien zajmować się naszym Ministerstwem Magii. Chyba po coś go jednak ktoś wybrał, co? – Przez krótki moment wydawało się nawet, że gotowa była krzyknąć, ale powstrzymała się, może przez wzgląd na to, że jednak bardziej niż wygłaszaniem opinii na temat, o którym nie miała do powiedzenia dosłownie nic przed kilkoma sekundami, bardziej interesowało ją czy uczniowie znajdujący się piętro niżej zaczną się pojedynkować czy nie zaczną.
Wzdrygnęła się. Jako niezbyt dumna z tego faktu posiadaczka lęku wysokości posłała Darcy’emu dziwne spojrzenie. Jak dla niej lepiej było już jednak biegać po ziemi za jakąś piłką niż wsiadać na miotłę a potem dostać tłuczkiem i spaść w dół.
- Oni są strasznie głupi. Za chwilę pojawi się tutaj Filch i tyle będzie z ich pojedynku – wyszeptała z przekonaniem. Zdecydowanie byłoby lepiej dla nich, gdyby zdecydowali się jednak walczyć o północy na szczycie wieży astronomicznej albo po kolacji na błoniach Hogwartu.