Pokazując swoją propozycję rozwiązania zagadki, nie spoglądał na Olivię, aby zobaczyć jej reakcję. Wzrok skupił na szkatułce, która wyglądała na pozytywkę z miejscem na biżuterię. Mugole często takie tworzyli i ofiarowywali nimi swoje kobiety. Na różne okazje, czy nawet i bez nich. Szkatułka na cenne przedmioty dla kobiet. W tej miała kryć się jakaś nagroda. Nie pragnął jej. Był tutaj dla swojej przyjaciółki. Wciągnięty w coś niewiadomego.
Skoro zagadka otwarcia szkatułki dotyczyła rozwiązywanych zadań na cały dzień i miała oznaczenia żywiołów, to tylko nasuwało mu się intuicyjnie takie porównanie symboli do tego co robili wcześniej. Dwa ostatnie były tylko zgadywaniem. Jedno albo drugie. I chyba Tristan nie chciał wiedzieć, czego zagadka śmierci mogła dotyczyć. Dobrze, że pogoda przerwała zabawę w terenie. Równie dobrze końcowa kolejność mogła być odwrotna. Pierw śmierć, potem powietrze. Ale nie był pewny. Dlatego dopisał znaki zapytania.
Czując ramiona przyjaciółki i jak go obejmuje, poczuł się tak samo jak wtedy, w parku. Kiedy otoczyła go swoją osobą, czułością, miłością? Pozwolił na to. Było dobrze, kiedy nie odnosiła się do tego co czuł głęboko w sobie. Do tego smutku, z jakim się mierzył każdego dnia. Koszmaru nocnego, go wciąż nawiedzającego.
Czyżby Olivia zrozumiała przekaz jego treści, zapisanych na kartce? Być może.
Na jej pytanie, pokręcił głową. Nie chce próbować. Wziął notes i jeżeli go puściła, napisał kilka słów: ”Twoja nagroda. Brałem w tym udział dla Ciebie. Ty jej pragniesz. Nie ja.”
Pokazał jej i posłał zachęcający uśmiech, aby sama to otworzyła. On dawał tylko wskazówki. Ona miała działać. Ona tego chciała. Nie on. Nie chciał tej nagrody. Ona nie przywróci mu głosu.