Nie chciał tego zamieniać w pułapkę, nie chciał tworzyć tutaj manipulacji, to nie o to chodziło. Ale wyciągał ze słów Edwarda rzeczy, które trochę mu się nie podobały, w które wątpił i jednocześnie wiedział, że nie ma potrzeby pytać. Że nie powinien. Zanim to "nie powinieneś" docierało w pełni do jego głowy, to filtrował pewne słowa i oto powstawało zdanie, które opuszczało jego usta. Edward miał swój sposób na przelewanie myśli i przekonywanie drugiej strony do swojej racji. Talent do wychodzenia z niezręcznych formalnie sytuacji do takich, w których pokazywał, jaki to nie był wspaniały. Ta sytuacja dokładnie taka była - wyszedł z nią z twarzą. Ostatnią rzeczą, o jakiej jednak myślał było wsadzanie kija niezgody między Edwarda i Aydayę. Cieszyło go to, że byli razem szczęśliwi, chociaż nie wiedział, czy sam potrafiłby kochać kogoś, kto ma potrzebę ciągłego oglądania się za kimś innym. Może by mógł..?
- Ach... rozumiem. - Tak, człowiek miał problem zrozumieć drugiego człowieka, a przepaść między kobietą a mężczyzną była kolosalna w mentalności. Myśli kobiet były połączone jak setki dróg - przecinały się, tworzyły chaos, ale niektóre potrafiły się w tym odnaleźć i poukładać. Umysł mężczyzny był bardziej jak... magazyn. Poukładany. Przynajmniej w takiej banalnej prostocie mógłby powiedzieć o tym, co mu się wydawało, albo co zaobserwował przez ten czas. Bo można się było nad tematem rozwodzić. - Podziwiam waszą więź. Mam nadzieję, że moja również się tak rozwinie. - Wspominał mu o tym - że się zakochał. Ale nie mówił teraz tego z takim samym entuzjazmem z prostego powodu - ta osoba już się do niego nie odzywała. Bóg może wiedział, dlaczego, a może sekret znał tylko Diabeł. Przerażająca pustka dzwoniła w ciszy.
- Ja... - Jak się czujesz. Nie, nie rozmawiał o tym z kimkolwiek. O tym, że przeciął sobie żyły, żeby się stamtąd wydostać, że nigdy wcześniej morze nie buzowało tak mocno w jego żyłach i jakie to wszystko było tragiczne. Powinien się z tym wszystkim czuć jakoś. W ogromie tego stresu i problemu jednak miał wrażenie, że niczego nie czuł. - Mam wrażenie, że to był sen. - Ale nie był. Miał perłę, jedną z tych, które do niego przemawiały i ranę na nodze, która trochę utrudniała funkcjonowanie na ten moment. Edward zaskoczył go jednak tym pytaniem. Czy to znowu był jakiś podstęp? Ha! Tak! Już zaraz temat wyszedł - ze stałą ochroną. Paradoksalnie odpowiedź wcale nie była jednoznaczna. Bo chciał. Chciałby, żeby ktoś nad nim czuwał, ale przy tym wszystkim, co wyprawiał to byłyby oczy Edwarda ciągle na jego karku. - Zastanowię się nad tym. - Odwlókł to w czasie, ale zastosował trochę grę Edwarda w jego własnych podchodach. - Nadal jesteś na mnie zły o Pandorę?