03.01.2024, 02:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2024, 02:17 przez Vakel Dolohov.)
- Myślisz, że opublikowaliby coś w Proroku? Na przykład o tym jak założyłeś sweterek na lewą stronę? - Pytania zadał nieco żartobliwym tonem, ale zdecydowanie nie było drwiną - to była taka głupkowata, dziecinna zaczepka, po której pewnie od razu napiłby się herbaty, gdyby tylko miał przed sobą filiżankę.
Z jego następnymi słowami poczuł się najzwyczajniej w świecie... dziwnie. Nie odpowiedział mu na nie nic, a później odbijały się echem po jego głowie jeszcze długo po tym, jak Peregrin wyszedł z pomieszczenia. Posiadanie w swoim otoczeniu kogoś, kto tak otwarcie postawił się po jego stronie w sprawie niezbyt prostej, zdecydowanie wykraczającej poza zadania rozpisane w kilkustronicowej umowie zawartej lata temu - uczucie, jakie się z tym wiązało było mu całkowicie obce. Z natury nie był szczególnie ufnym człowiekiem, a szorstkie doświadczenia, jakimi obdarowało go życie, nie pomogły mu w skracaniu dystansu do kogokolwiek. Vakel Dolohov nie miał przyjaciół. Vakel Dolohov miał znajomych z branży, fanów i zafascynowanych nim czarodziejów i czarodziejki, miał rodzinę, której (z nielicznymi wyjątkami) skrajnie nie cierpiał, miał uczennicę, córkę, wiele kontaktów biznesowych, nieudane miłostki możliwe do policzenia na palcach jednej ręki i... Peregrina. Kim był Peregrin? Jak mógłby go opisać, jeżeli nie jako coraz to bardziej obsesyjną myślą, nawiedzającą go regularnie odkąd uwolnił się spod wpływu Amortencji?
Zawiązał krawat, kiedy Peregrin majstrował przy przedmiotach na jego biurku. Badał reakcje samego siebie. Nie denerwowało go to. Nie zirytowałby się nawet gdyby znalazł tam coś, co chciał przeczytać i po prostu zaczął to czytać, albo gdyby coś mu tam poukładał, poustawiał to krzywo i nie tak, tudzież schował notes do innej szuflady niż robił to zwykle Vakel. Każdą inną osobę zdzieliłby za to w łapę.
Gdzie leżał jego limit?
- Tak - przyznał, zbliżając się na krok w jego kierunku, ale przystanął na chwilę. - Nie bezpośrednio. - Odetchnął i dopiero po tym do niego dołączył. - Śniłem o całym rodzie Lestrange. O tej jędzy - Annaleigh - też. O Lorettcie. - Loretta często odwiedzała Prawa Czasu. - Żonie Williama. - Willama, który był jedną z nielicznych osób przyjmowaną tutaj bez sztucznego uśmiechu, naukowcem, alchemikiem. Jego żona Eden nie należała do grona bliskich znajomych Dolohova, ale cenił ją za dobre poczucie humoru. - Być może wisi nad nimi teraz jakieś fatum. Victoria Lestrange jest jedną z czwórki zimnych, o których pisali w gazetach.
To o czym mówił, musiał uważać za wyjątkowo nieciekawe, bo coś zupełnie innego zaprzątało jego myśli i miało to odbicie w chłodnej mimice. Kiedy tylko skończył, stukając palcami o blat biurka, odchylił się na swoim fotelu.
- Peregrin. - W sumie to nie wiedział, dlaczego najpierw powiedział jego imię. Być może chciał, żeby Trelawney odłożył filiżankę na spodeczek, żeby dobrze widzieć jego twarz. Minęło kilka długich sekund, z perspektywy Vakela trwały one jednak tak krótko, jakby się w ogóle nad tą wypowiedzią nie zastanawiał. - Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz mnie z kobietą, szczególnie w szczęśliwym związku, to rozważ proszę zamknięcie jej w piwnicy i wypytanie mnie co się dzieje. Jestem gejem.
Nie zjadł nic ani nie wypił, ale to był jeden z najbardziej przewidywalnych, wręcz stałych elementów codzienności.
Z jego następnymi słowami poczuł się najzwyczajniej w świecie... dziwnie. Nie odpowiedział mu na nie nic, a później odbijały się echem po jego głowie jeszcze długo po tym, jak Peregrin wyszedł z pomieszczenia. Posiadanie w swoim otoczeniu kogoś, kto tak otwarcie postawił się po jego stronie w sprawie niezbyt prostej, zdecydowanie wykraczającej poza zadania rozpisane w kilkustronicowej umowie zawartej lata temu - uczucie, jakie się z tym wiązało było mu całkowicie obce. Z natury nie był szczególnie ufnym człowiekiem, a szorstkie doświadczenia, jakimi obdarowało go życie, nie pomogły mu w skracaniu dystansu do kogokolwiek. Vakel Dolohov nie miał przyjaciół. Vakel Dolohov miał znajomych z branży, fanów i zafascynowanych nim czarodziejów i czarodziejki, miał rodzinę, której (z nielicznymi wyjątkami) skrajnie nie cierpiał, miał uczennicę, córkę, wiele kontaktów biznesowych, nieudane miłostki możliwe do policzenia na palcach jednej ręki i... Peregrina. Kim był Peregrin? Jak mógłby go opisać, jeżeli nie jako coraz to bardziej obsesyjną myślą, nawiedzającą go regularnie odkąd uwolnił się spod wpływu Amortencji?
Zawiązał krawat, kiedy Peregrin majstrował przy przedmiotach na jego biurku. Badał reakcje samego siebie. Nie denerwowało go to. Nie zirytowałby się nawet gdyby znalazł tam coś, co chciał przeczytać i po prostu zaczął to czytać, albo gdyby coś mu tam poukładał, poustawiał to krzywo i nie tak, tudzież schował notes do innej szuflady niż robił to zwykle Vakel. Każdą inną osobę zdzieliłby za to w łapę.
Gdzie leżał jego limit?
- Tak - przyznał, zbliżając się na krok w jego kierunku, ale przystanął na chwilę. - Nie bezpośrednio. - Odetchnął i dopiero po tym do niego dołączył. - Śniłem o całym rodzie Lestrange. O tej jędzy - Annaleigh - też. O Lorettcie. - Loretta często odwiedzała Prawa Czasu. - Żonie Williama. - Willama, który był jedną z nielicznych osób przyjmowaną tutaj bez sztucznego uśmiechu, naukowcem, alchemikiem. Jego żona Eden nie należała do grona bliskich znajomych Dolohova, ale cenił ją za dobre poczucie humoru. - Być może wisi nad nimi teraz jakieś fatum. Victoria Lestrange jest jedną z czwórki zimnych, o których pisali w gazetach.
To o czym mówił, musiał uważać za wyjątkowo nieciekawe, bo coś zupełnie innego zaprzątało jego myśli i miało to odbicie w chłodnej mimice. Kiedy tylko skończył, stukając palcami o blat biurka, odchylił się na swoim fotelu.
- Peregrin. - W sumie to nie wiedział, dlaczego najpierw powiedział jego imię. Być może chciał, żeby Trelawney odłożył filiżankę na spodeczek, żeby dobrze widzieć jego twarz. Minęło kilka długich sekund, z perspektywy Vakela trwały one jednak tak krótko, jakby się w ogóle nad tą wypowiedzią nie zastanawiał. - Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz mnie z kobietą, szczególnie w szczęśliwym związku, to rozważ proszę zamknięcie jej w piwnicy i wypytanie mnie co się dzieje. Jestem gejem.
Nie zjadł nic ani nie wypił, ale to był jeden z najbardziej przewidywalnych, wręcz stałych elementów codzienności.
with all due respect, which is none