03.01.2024, 11:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2024, 11:54 przez Vakel Dolohov.)
Miejsca takie jak Prawa Czasu rządziły się swoimi zasadami, miały swoje rytuały. Herbata dla gości odwiedzających ten gabinet była jednym z takich właśnie rytuałów - gromadził filiżanki w przeróżnych rozmiarach, żeby dopasowywać je do przewidywanej długości spotkania. To pomagało - dobrze rozumiał niezręczność płynącą z takich rozmów i wiedział, jak wiele osób doceniało coś, co dawało im solidny argument do poruszenia się swobodnie. Jego rozmówcy chętnie sięgali po herbatę nie tylko dlatego, że zasychało im w gardle, czasami robili to po to, żeby rozprostować kości, zasłonić twarz przy upijaniu drobnych łyków, odwrócić spojrzenie... Proste i społecznie akceptowalne, wygodne. Przy okazji każde takie spotkanie można było zwieńczyć stosowną wróżbą znajdującą się na dnie, ale...
Nie zamierzał przecież nikogo do tego zmuszać.
Skoro wybrała biurko, to zajął swoje standardowe miejsce - fotel naprzeciw niej. Wyglądał w nim dobrze - to był dopasowany do niego mebel wykonany na zamówienie.
- Dobrze więc, z czymże panna do mnie przychodzi? - Nie wyglądał na kogoś urażonego, albo zdziwionego odmową, po prostu dostosował się do Brenny. Dominował innych i fakt faktem, bliskich zmuszał do wielu rzeczy wbrew ich woli, ale obcy, jego klienci - cóż, nie zamierzał być wobec nich żenująco nachalny, ani też nie brał niczego, co mówili głęboko do serca, bo nie musiał. No i był zbyt zarozumiały, żeby dotarła do niego krytyka lub niechęć pojedynczej jednostki, jeżeli ich nie łączyła zażyła relacja, a osoby, jakie uważał za bliskie, stanowiło zamknięte na piętnaście kłódek, zaszczytne grono trzech osób - jego asystent, jego córka i jego kuzynka, ta co też się na rodzinę wypięła. Poza tym - nic. Zero. Null. Pierdolcie się wszyscy.
Interpretacja symboli? Dolohov zamrugał. Sytuacja wydała mu się dziwaczna, bo wizyta w tym miejscu należała do kosztownych, a pomocne w interpretacji książki Longbottom odnalazłaby w pierwszej-lepszej bibliotece... Co sprawiło, że postanowiła przyjść akurat tutaj? Oczywiście przyjął kopertę i otworzył ją sprawnie, wyciągając zawartość na blat biurka. Najwyraźniej jej się spieszyło, nie chciał więc marnować cudzego czasu, bo sam nie cierpiał na jego nadmiar i nie lubił przeciągania spotkań, które dało się zamknąć w kilka minut i wszyscy chcieli takiego właśnie obrotu spraw.
- Istnieje tu jakiś kontekst, przez którego pryzmat powinienem na to spoglądać? - Zapytał, ośmielając się próbie zajrzenia w to głębiej - być może wykaz intencji pokazałby mu coś więcej, niż Brenna zechciałaby powiedzieć? Zgadywał, że to nie sprawa Brygady, pewnie mieli swoich ministerialnych wróżbitów w Departamencie Tajemnic...
Nie zamierzał przecież nikogo do tego zmuszać.
Skoro wybrała biurko, to zajął swoje standardowe miejsce - fotel naprzeciw niej. Wyglądał w nim dobrze - to był dopasowany do niego mebel wykonany na zamówienie.
- Dobrze więc, z czymże panna do mnie przychodzi? - Nie wyglądał na kogoś urażonego, albo zdziwionego odmową, po prostu dostosował się do Brenny. Dominował innych i fakt faktem, bliskich zmuszał do wielu rzeczy wbrew ich woli, ale obcy, jego klienci - cóż, nie zamierzał być wobec nich żenująco nachalny, ani też nie brał niczego, co mówili głęboko do serca, bo nie musiał. No i był zbyt zarozumiały, żeby dotarła do niego krytyka lub niechęć pojedynczej jednostki, jeżeli ich nie łączyła zażyła relacja, a osoby, jakie uważał za bliskie, stanowiło zamknięte na piętnaście kłódek, zaszczytne grono trzech osób - jego asystent, jego córka i jego kuzynka, ta co też się na rodzinę wypięła. Poza tym - nic. Zero. Null. Pierdolcie się wszyscy.
Interpretacja symboli? Dolohov zamrugał. Sytuacja wydała mu się dziwaczna, bo wizyta w tym miejscu należała do kosztownych, a pomocne w interpretacji książki Longbottom odnalazłaby w pierwszej-lepszej bibliotece... Co sprawiło, że postanowiła przyjść akurat tutaj? Oczywiście przyjął kopertę i otworzył ją sprawnie, wyciągając zawartość na blat biurka. Najwyraźniej jej się spieszyło, nie chciał więc marnować cudzego czasu, bo sam nie cierpiał na jego nadmiar i nie lubił przeciągania spotkań, które dało się zamknąć w kilka minut i wszyscy chcieli takiego właśnie obrotu spraw.
- Istnieje tu jakiś kontekst, przez którego pryzmat powinienem na to spoglądać? - Zapytał, ośmielając się próbie zajrzenia w to głębiej - być może wykaz intencji pokazałby mu coś więcej, niż Brenna zechciałaby powiedzieć? Zgadywał, że to nie sprawa Brygady, pewnie mieli swoich ministerialnych wróżbitów w Departamencie Tajemnic...
Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
with all due respect, which is none