To było wygodne. Spoglądanie z dala, kiedy inni walczyli o swoje miejsce w świecie czarodziejów. Szczególnie, kiedy należało się do tej niby lepszej kasty, chociaż czy na pewno? Jej rodzina zawsze była traktowana trochę jak dziwacy, co było spowodowane długoletnią izolacją w walijskich lasach. Mieszkali z dala od innych czarodziejów, większość czasu spędzali w lesie. Dobrze im było trzymać się z dala od tego wszystkiego. Miało to sporo zalet. Wiadomo, że utrzymywali jakiś kontakt, aby nikt o nich nie zapomniał, pomagali, kiedy ktoś o pomoc poprosił, jednak nie wychylali się specjalnie.
Nie musiała się martwić o to, czy zostanie zaatakowana. Nawet jeśli, to była w stanie sobie poradzić, tak samo jak większość członków jej rodziny, nikt raczej wolałby nie ryzykować atakami skierowanymi ku nim. Czuła się więc względnie bezpiecznie. Nie była ignorantką, mimo, że nie postawiła się po żadnej ze stron. Już w Hogwarcie stawała w obronie słabszych, bez względu na to, jaka krew płynęła w ich żyłach. Uważała, że nie ma to żadnego znaczenia, zresztą nie umiała zrozumieć do dzisiaj, co może komuś przeszkadzać to, że kolejni czarodzieje dołączają do ich świata. Jej zdaniem sporo się mogli od mugoli nauczyć, bo świetnie radzili sobie bez magii. Sama Yaxley miała otwartą głowę i chętnie wdawała się w dyskusje z mugolami, szczególnie podczas swoich dalekich podróży. Nie miała zamiaru jednak walczyć, bo to nie była jej walka, trzymała się z dala od polityki, takie już miała podejście. Oczywiście, gdyby ktoś poprosił ją o pomoc, to by nie odmówiła.
- Ja i humanitarność? Naprawdę? - Zaśmiała się w głos. Oczywiście, kiedy zabijała robiła to humanitarnie, a przynajmniej zazwyczaj starała się to robić w ten sposób, jednak mało kto uważał, że była humanitarna, dlatego też słowa Erika ją rozbawiły. Dobrze było wiedzieć, że chociaż on w nią wierzył, czy coś. - Zapomniałam już o tej sytuacji, dzięki za przypomnienie, powinieneś być dumny, bo nie sądzę, że za kogoś innego ktokolwiek byłby w stanie zapłacić tyle hajsu. - Uważała, że ta licytacja przejdzie do historii, znaczy chyba już nawet się to wydarzyło.
- Jasne, dzięki Erik, sądziłam, nie sądziłam, że akurat ty będziesz podważał moje umiejętności. - Westchnęła ciężko rozczarowana, wydawało jej się, że powinna mu cokolwiek udowadniać, jak widać może czasem trzeba było się pochwalić swoimi osiągnięciami. - Tylko odpowiem, zazwyczaj wracam z polowań ze zdobyczą, ledwie kilka razy zdarzyło mi się wrócić bez tego, na co chciałam zapolować. - Była bardzo pewna siebie, kiedy o tym mówiła, trudno jednak było odczytać, czy to prawda, czy tylko przechwałki, chociaż znał ją na tyle, że powinien wiedzieć, że nie kłamała praktycznie nigdy, bo nie umiała tego robić.
- Tak, dementorzy to też pierwsze, co przyszło mi na myśl, chociaż te stworzenia są zdecydowanie gorsze. Kradną życie, energię witalną, nie wiem, jak to inaczej ująć. Spotkałam je w lesie, nigdy nie czułam takiego strachu. - To, co kryło się tutaj pod ziemią niemalże wcale jej nie przerażało, w przeciwieństwie do tych zupełnie nieznanych nikomu istot, które czaiły się w lesie w Dolinie Godryka.
- Jak widać magia może zdziałać cuda, dobrze, że twoje wilcze ja potrafi odróżnić fikcję od prawdy. Szkoda by było, żeby ci mugole zobaczyli to, co w tobie siedzi. Jestem pełna podziwu, jak sobie z tym poradziliście i że macie ten problem pod taką kontrolą. - Wiedziała, że rodzina Erika dba o to, aby podczas pełni nie zrobił nikomu krzywdy i przynosiło to oczekiwane efekty.
- Jest to kusząca propozycja, mimo wszystko póki co pozostanę przy polowaniach, to mi chyba wychodzi najlepiej, mam nadzieję, że dzisiaj ci to udowodnię. - Wolałaby uniknąć kariery w cyrku, bo uważała, że mogłoby się to niezbyt dobrze skończyć. Jednak wolała hasać po lasach, a nie bywać między ludźmi. Jeszcze nie daj Merlinie kazaliby jej z kimś współpracować.
Nie zamierzała przekonywać Erika, żeby wlazł z nią pod ziemię, zresztą uważała, że tylko by jej tam przeszkadzał. Tak to mogła liczyć ewentualnie na jego pomoc, jeśli znalazłaby się w czarnej dupie. Idealna współpraca.
Nie musiała się martwić o to, czy przyjacielowi nie stanie się krzywda, sama też nie bała się iść w głąb tunelu. Było to naprawdę dobre rozwiązanie. Z różdżką wyciągniętą w gotowości szła całkiem szybkim tempem przed siebie, licząc na to, że szybko uda jej się znaleźć sprawcę tego zamieszania.
Droga nie należała do najprzyjemniejszych, na szczęście miała na stopach swoje trapery ze smoczej skóry, więc śluz nie dostawał się do środka. Nadgryzione rośliny świadczyły o tym, że stworzenie było wegetarianinem, przynajmniej tak założyła. Może to i lepiej? Przynajmniej nie będzie próbowało jej zeżreć. Dotarła do rozwidlenia, musiała wybrać, lewa strona wydawała się być zasypana, więc wolała pójść w prawo, mimo, że zapach nie zachęcał. Lepszy jednak smród, niż zakopanie żywcem.