01.01.2024, 22:30 ✶
W odróżnieniu od Blacccka, Elliotta owiewał zapach dość ciężkich perfum, gdy zaszczycił ich swoją obecnością po dodaniu paru poprawek do swojej wieczorowej kreacji. Schludnie zaczesał jasne włosy, aby te nie łaskotały go ani w nos, ani w czoło, pozwalając niebieskiemu odcieniowi oczu doskonale komponować się z przewodnią barwą koszul, jakie cała trójka miała na sobie tego wieczoru. Nie omieszkał wybrać stroju w pedantycznej dokładności; prezentował się doskonale pod kątem doboru barw, materiałów i skromnych, acz po dłuższym przyjrzeniu się kosztownych dodatków. Jeżeli nie lśnił najjaśniej w pomieszczeniu, przynajmniej pod względem ubioru, zaczynał czuć się niekomfortowo. Oczywiście starał się, aby nikt nie wiedział jak wielkim konkursem estetyki jest dla niego każde przekroczenie progu własnego domu.
Wyciszające zaklęcia rzucone na ściany sypialni Nicholasa miały swoje plusy - krzyki, jakimi Perseus przywitał przyszłego członka ich, dotychczas, dwuosobowego stowarzyszenia, zapewne obudziłoby zmarłego (choć oby nie, bo Elliott definitywnie nie chciał widzieć swojej pochowanej żony po raz kolejny).
Westchnął głośno, jakby sama woń ciężkich, choć nie duszących, perfum nie zwróciła uwagi Perseusa w ten odpowiedni, wodzący za nos sposób. Malfoy uniósł lekko brwi, a w spojrzeniu zawarł każde niewypowiedziane słowo - gdyby mógł, zaklaskałby ku zwieńczeniu tego widowiska, czy to w imię wyrażenia ironicznego 'brawo, prawie sprawiliście, że mój dywan ma na sobie nowy wzorek - rzygi' lub 'ku czci dobrej zabawy'.
Doskonale znał dławiący kaszel, którego symfonią został zalany salon. Ku piastowaniu swojego stanowiska 'członka z wciąż działającymi szarymi komórkami (niektórymi)' przywołał do ręki szklankę z zawartością, jaka miała pomóc Desmondowi z uporczywymi skutkami Oddechu Bazyliszka.
- Pomoże na mdłości - teraz i w ciągu najbliższych paru godzin - zakomunikował i, być może ku zaskoczeniu Blacka, nie brakło w tej wypowiedzi wcześniejszych ogników ciepła. Mimo śladowych ilości troski, jakich można było się dopatrzeć w chłodnych zakamarkach twarzy Elliotta, wciąż pozostawał dość neutralny w ekspresji, zdystansowany.
- Perseus, mój drogi, widzę, że postanowiłeś zacząć przyjęcie bez nas, jeszcze przed przekroczeniem progu mojego domu czy też baru? Nie wiem czy mogę przymknąć oczy na takie wykroczenie - uśmiechnął się pod nosem, samemu wychylając kieliszek mocnego trunku. Chociaż bardzo dobrze znał się z palącym przełyk samogonem, ten zawsze wykrzywiał jego niemalże nie dotkniętą wiekiem (tutaj mam na myśli zmarszczki, bo cóżże innego) twarz w grymasie strudzenia. Przełyk - wysłużony wieloletnimi libacjami pod pseudonimem 'gentlemańskich wyjść' - dał o sobie znać, ale Malfoy nie potrzebował alkoholu popić. Jeszcze nie teraz - być może po dwóch kolejnych kolejkach, aby nie obudzić się rano z bólem głowy.
Spojrzał jeszcze na Desmonda, czy ten na pewno wypił to, co zostało mu podsunięte.
- To nic złego. Eliksir, lekarstwo, chociaż nie wiem co miałoby to leczyć. Brak odporności organizmu na kryminalnie mocny bimber? - machnął ręką od niechcenia, widocznie borykając się jeszcze ze skutkami szota, którego wlał do żołądka 'na raz' - Jakkolwiek chcesz to nazywać. Sprawia, że ciału łatwiej przyjmować sporą ilość bardzo mocnych trunków. Ktoś powinien zaproponować, aby na zajęciach dodatkowych z eliksirów w Hogwarcie uczyć tego przepisu, przysięgam na Merlina.
Wyciszające zaklęcia rzucone na ściany sypialni Nicholasa miały swoje plusy - krzyki, jakimi Perseus przywitał przyszłego członka ich, dotychczas, dwuosobowego stowarzyszenia, zapewne obudziłoby zmarłego (choć oby nie, bo Elliott definitywnie nie chciał widzieć swojej pochowanej żony po raz kolejny).
Westchnął głośno, jakby sama woń ciężkich, choć nie duszących, perfum nie zwróciła uwagi Perseusa w ten odpowiedni, wodzący za nos sposób. Malfoy uniósł lekko brwi, a w spojrzeniu zawarł każde niewypowiedziane słowo - gdyby mógł, zaklaskałby ku zwieńczeniu tego widowiska, czy to w imię wyrażenia ironicznego 'brawo, prawie sprawiliście, że mój dywan ma na sobie nowy wzorek - rzygi' lub 'ku czci dobrej zabawy'.
Doskonale znał dławiący kaszel, którego symfonią został zalany salon. Ku piastowaniu swojego stanowiska 'członka z wciąż działającymi szarymi komórkami (niektórymi)' przywołał do ręki szklankę z zawartością, jaka miała pomóc Desmondowi z uporczywymi skutkami Oddechu Bazyliszka.
- Pomoże na mdłości - teraz i w ciągu najbliższych paru godzin - zakomunikował i, być może ku zaskoczeniu Blacka, nie brakło w tej wypowiedzi wcześniejszych ogników ciepła. Mimo śladowych ilości troski, jakich można było się dopatrzeć w chłodnych zakamarkach twarzy Elliotta, wciąż pozostawał dość neutralny w ekspresji, zdystansowany.
- Perseus, mój drogi, widzę, że postanowiłeś zacząć przyjęcie bez nas, jeszcze przed przekroczeniem progu mojego domu czy też baru? Nie wiem czy mogę przymknąć oczy na takie wykroczenie - uśmiechnął się pod nosem, samemu wychylając kieliszek mocnego trunku. Chociaż bardzo dobrze znał się z palącym przełyk samogonem, ten zawsze wykrzywiał jego niemalże nie dotkniętą wiekiem (tutaj mam na myśli zmarszczki, bo cóżże innego) twarz w grymasie strudzenia. Przełyk - wysłużony wieloletnimi libacjami pod pseudonimem 'gentlemańskich wyjść' - dał o sobie znać, ale Malfoy nie potrzebował alkoholu popić. Jeszcze nie teraz - być może po dwóch kolejnych kolejkach, aby nie obudzić się rano z bólem głowy.
Spojrzał jeszcze na Desmonda, czy ten na pewno wypił to, co zostało mu podsunięte.
- To nic złego. Eliksir, lekarstwo, chociaż nie wiem co miałoby to leczyć. Brak odporności organizmu na kryminalnie mocny bimber? - machnął ręką od niechcenia, widocznie borykając się jeszcze ze skutkami szota, którego wlał do żołądka 'na raz' - Jakkolwiek chcesz to nazywać. Sprawia, że ciału łatwiej przyjmować sporą ilość bardzo mocnych trunków. Ktoś powinien zaproponować, aby na zajęciach dodatkowych z eliksirów w Hogwarcie uczyć tego przepisu, przysięgam na Merlina.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦