- Chyba powinnam się bać. - Powiedziała z uśmiechem na twarzy, choć tak naprawdę Yaxley nie czuła strachu przed niczym. Śmierć nadejdzie prędzej, czy później, a ona przywita ją z otwartymi rękoma. Nie bała się tego, że może odejść z tego świata. Zamierzała przyjąć to z uśmiechem, bo po co się bać czegoś, co spotka ją prędzej, czy później?
Gerry chciałaby zostać zapamiętana, chciała, żeby ojciec był z niej dumny. Może również zamierzała udowodnić całemu światu to, że kobiety również wiele potrafią? Od lat zmagała się z tym, że nie była traktowana poważnie. Jej zawód należał do tych męskich, od zawsze musiała udowadniać, że potrafi dorównać płci przeciwnej. Gdyby dziewczynki widziały jej twarz na talii kart mogłyby uwierzyć w to, że są w stanie osiągnąć wszystko, czego tylko zapragną.
- Cieszę się, że o tym mówisz. Niewiele osób to rozumie. - Chodziło jej o to, jaką ścieżkę życia wybrała. Często spotykała się z niezrozumieniem i coraz częściej zaczynało jej to przeszkadzać. Wolała już nie wdawać się w dyskusje, bo kosztowały ją one sporo nerwów.
- Być może tak się stanie. - Starała się uwierzyć w to, co powiedziała Florence, chociaż w tym momencie czuła, że raczej nie jest to możliwe. Miała wrażenie, że nie jest w stanie utrzymać kogoś przy sobie na dłużej, czy to zawodowo, czy nie, może niektórzy zostali stworzeni do tego, aby iść przez świat w pojedynkę?
- Na wszystko przyjdzie pora. - Wyszły razem z pociągu. Ich celem był sklep o którym wspominała Florence. Udały się tam spacerem, kontynuując swoją rozmowę. Słońce przyjemnie muskało ich twarze, był to jeden z przyjemniejszych dni panny Yaxley w ostatnim czasie, zapomniała o tych wszystkich wydarzeniach, które powodowały u niej zły humor. Mogły nacieszyć się piękną pogodą i swoim towarzystwem.