01.01.2024, 23:54 ✶
Obiecał, że się pojawi.
Fakt - był spóźniony, ale ostatnimi czasy nie pojawiał się prawie nigdzie na czas. Nie był pewien czy to roztargnienie miało swoje źródło w natrętnych myślach o ojcu i Beltane, czy też nagłych napływach absolutnej paniki i zmartwienia tyczących się stanu zdrowia Erika Longbottoma i, momentami też samej solenizantki. Miał na głowie gro pracy, jak też każda osoba w ministerstwie przez ostatni miesiąc. Zdawał sobie sprawę, że nie jest to żadne wytłumaczenie do jakichkolwiek zaniedbań, bo przecież 'tylko najlepszy jest dobry wystarczająco', ale, na litość Merlina. Miał dosyć biegania za ideami wysnutymi przez człowieka, który był teraz i, prawdopodobnie też zawsze, źródłem większości negatywnych myśli.
Nie znał Nory ani długo ani zbyt dobrze. Kojarzył ją głównie jako przyjaciółkę Erika oraz właścicielkę dobrze prosperującego biznesu. Jej wypieki podbijały serca czarodziejów w Wielkiej Brytanii, więc pierwszą, nasuwającą się myślą w kontekście prezentu były kulinaria czy restauratorstwo. Postanowił przebić się przez tę wierzchnią warstwę i zastanowić nad sytuacją. Panna Figg wydawała się poświęcać cały swój czas biznesowi - nie był pewien jak to jest, gdy zapomina się o sobie i całkowicie poświeca karierze, bo też nigdy nie potrzebował wybijać się w jakiejkolwiek dziedzinie, miał to zapewnione z nazwiskiem. Zdawał sobie jednak sprawę z istnienia takiego zjawiska, czytał sporo książek, w których historie sukcesu ludzi podobnych do Nory były wychwalane przez autorów lub po prostu wplatane w fabułę.
W ostateczności prezent nie okazał się jedyną zagwostką - niezbyt miał czas na przebranie się po pracy i załatwienie wszystkich sprawunków. Nie tak, aby pojawić się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Nie pomagało mu nieprzyjemne uczucie z tyłu głowy, że dzieje się coś niedobrego i, że to coś dzieje się Erikowi. Marszczył brwi za każdym razem, gdy takowa myśl nawiedzała jego umysł - wpierw przy biurku, później gdy nachylał się nad jedną z szaf w garderobie, a ostatecznie kiedy poprawiał blond kosmyk wpatrując się w swoje odbicie w idealny doczyszczonym lustrze.
Nie był pewien jak bardzo nieformalne będzie to wydarzenie, więc wybrał najbezpieczniejszą opcję. Marynarka z jasną koszulą jeszcze nigdy go nie zawiodły. Oczywiście krój tej pierwszej był bardziej wieczorowy i letni niż biurowy, w końcu nie wypada na takich przyjęciach wyglądać jakby dopiero co opuściło się miejsce pracy (czy to biuro w domu, czy też poza nim) czy jakby zapomniało się jaka aktualnie jest pora roku. Kreacje zwieńczył wzorzystą, jedwabną chustką zawiązaną w stylu ascot, pozostawiając ją luźno na wierzchu koszuli.
Zanim dotarł do 'Nory' zatrzymał się jeszcze na ulicy zastanawiając się czy powinien pojawić się na całym wydarzeniu - co jeżeli absolutnie nie będzie pasował do towarzystwa? Cóż, jego problemem nie był fakt, że absolutnie nie potrafiłby się odnaleźć, wręcz odwrotnie. Mógł odgrywać sporo ról na tym padole i sprawiać wrażenie najlepiej bawiącej się osoby w każdym lokalu, ale tym razem targały nim wątpliwości. Te brały się głównie z relacji, w jaką uwikłał się ostatnio z Longbottomem. Uczucia - zwłaszcza te stojące niebezpiecznie blisko miłości i zauroczenia - miały to do siebie, że potrafiły zawrócić w głowie.
Otrząsnął się z kalejdoskopu dziwnie lękowych myśli, dopiero gdy jego oczom ukazała się elewacja budynku cukierni Nory. Zmierzył ją neutralnym spojrzeniem, stwierdzając, że musi być nowa i, że odpowiednio wpasowuje się w estetykę ulicy.
Na bruk padało ciepłe światło z okien lokalu. Uchylona szyba pozwalałą głosom gości wydostać się i zmieszać z powietrzem ulicy pokątnej, gdy Elliott nacisnął klamkę, postanawiając zepchnąć na dół duszy każde jedno przeciwskazanie i zasadę dobrego wychowania krzyczącą 'zapukaj zanim wejdziesz'.
Owiało go ciepło udekorowanego pomieszczenia; duchota skupiska sporej ilości ludzi w niewielkim pomieszczeniu, która mocno różniła się od ciepła czerwcowej pogody. Przeczesał pomieszczenie wzrokiem, odnajdując w pierwszej kolejności postać Longbottoma. Nie mógł nawet przed sobą ukrywać, że to właśnie jego szuka i też fakt intensywności myśli o Eriku zwiększał zawahanie do postawienia kolejnego kroku. Zaraz też odnalazł w grupie ludzi Brennę, Laurenta, którego kojarzył, a zaraz obok niego gwiazdę dzisiejszego wieczora - Norę.
Pozwolił drzwiom zamknąć się za sobą i uniósł rękę odrobinę do góry korzystając z faktu, że przyciągnął spojrzenia gości i samej solenizantki.
- Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno, aby dołączyć? Mogę być już trochę za daleko od drzwi, aby zawrócić - rzucił krótkim żartem, coby strzepnąć z siebie okruchy krępacji, jakie zawsze osadzają się na człowieku, gdy wchodzi do pomieszczenia, w którym mogą znajdowac się obcy ludzie w sporej grupie. Mówiąc to wykonał pare kroków, aby znaleźć się blisko Nory. Pod pachą miał niewielki pakunek owinięty w pastelowo różowy papier z wzorkami w pawie, które przechadzały się leniwie po powierzchni prezentu.
Fakt - był spóźniony, ale ostatnimi czasy nie pojawiał się prawie nigdzie na czas. Nie był pewien czy to roztargnienie miało swoje źródło w natrętnych myślach o ojcu i Beltane, czy też nagłych napływach absolutnej paniki i zmartwienia tyczących się stanu zdrowia Erika Longbottoma i, momentami też samej solenizantki. Miał na głowie gro pracy, jak też każda osoba w ministerstwie przez ostatni miesiąc. Zdawał sobie sprawę, że nie jest to żadne wytłumaczenie do jakichkolwiek zaniedbań, bo przecież 'tylko najlepszy jest dobry wystarczająco', ale, na litość Merlina. Miał dosyć biegania za ideami wysnutymi przez człowieka, który był teraz i, prawdopodobnie też zawsze, źródłem większości negatywnych myśli.
Nie znał Nory ani długo ani zbyt dobrze. Kojarzył ją głównie jako przyjaciółkę Erika oraz właścicielkę dobrze prosperującego biznesu. Jej wypieki podbijały serca czarodziejów w Wielkiej Brytanii, więc pierwszą, nasuwającą się myślą w kontekście prezentu były kulinaria czy restauratorstwo. Postanowił przebić się przez tę wierzchnią warstwę i zastanowić nad sytuacją. Panna Figg wydawała się poświęcać cały swój czas biznesowi - nie był pewien jak to jest, gdy zapomina się o sobie i całkowicie poświeca karierze, bo też nigdy nie potrzebował wybijać się w jakiejkolwiek dziedzinie, miał to zapewnione z nazwiskiem. Zdawał sobie jednak sprawę z istnienia takiego zjawiska, czytał sporo książek, w których historie sukcesu ludzi podobnych do Nory były wychwalane przez autorów lub po prostu wplatane w fabułę.
W ostateczności prezent nie okazał się jedyną zagwostką - niezbyt miał czas na przebranie się po pracy i załatwienie wszystkich sprawunków. Nie tak, aby pojawić się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie. Nie pomagało mu nieprzyjemne uczucie z tyłu głowy, że dzieje się coś niedobrego i, że to coś dzieje się Erikowi. Marszczył brwi za każdym razem, gdy takowa myśl nawiedzała jego umysł - wpierw przy biurku, później gdy nachylał się nad jedną z szaf w garderobie, a ostatecznie kiedy poprawiał blond kosmyk wpatrując się w swoje odbicie w idealny doczyszczonym lustrze.
Nie był pewien jak bardzo nieformalne będzie to wydarzenie, więc wybrał najbezpieczniejszą opcję. Marynarka z jasną koszulą jeszcze nigdy go nie zawiodły. Oczywiście krój tej pierwszej był bardziej wieczorowy i letni niż biurowy, w końcu nie wypada na takich przyjęciach wyglądać jakby dopiero co opuściło się miejsce pracy (czy to biuro w domu, czy też poza nim) czy jakby zapomniało się jaka aktualnie jest pora roku. Kreacje zwieńczył wzorzystą, jedwabną chustką zawiązaną w stylu ascot, pozostawiając ją luźno na wierzchu koszuli.
Zanim dotarł do 'Nory' zatrzymał się jeszcze na ulicy zastanawiając się czy powinien pojawić się na całym wydarzeniu - co jeżeli absolutnie nie będzie pasował do towarzystwa? Cóż, jego problemem nie był fakt, że absolutnie nie potrafiłby się odnaleźć, wręcz odwrotnie. Mógł odgrywać sporo ról na tym padole i sprawiać wrażenie najlepiej bawiącej się osoby w każdym lokalu, ale tym razem targały nim wątpliwości. Te brały się głównie z relacji, w jaką uwikłał się ostatnio z Longbottomem. Uczucia - zwłaszcza te stojące niebezpiecznie blisko miłości i zauroczenia - miały to do siebie, że potrafiły zawrócić w głowie.
Otrząsnął się z kalejdoskopu dziwnie lękowych myśli, dopiero gdy jego oczom ukazała się elewacja budynku cukierni Nory. Zmierzył ją neutralnym spojrzeniem, stwierdzając, że musi być nowa i, że odpowiednio wpasowuje się w estetykę ulicy.
Na bruk padało ciepłe światło z okien lokalu. Uchylona szyba pozwalałą głosom gości wydostać się i zmieszać z powietrzem ulicy pokątnej, gdy Elliott nacisnął klamkę, postanawiając zepchnąć na dół duszy każde jedno przeciwskazanie i zasadę dobrego wychowania krzyczącą 'zapukaj zanim wejdziesz'.
Owiało go ciepło udekorowanego pomieszczenia; duchota skupiska sporej ilości ludzi w niewielkim pomieszczeniu, która mocno różniła się od ciepła czerwcowej pogody. Przeczesał pomieszczenie wzrokiem, odnajdując w pierwszej kolejności postać Longbottoma. Nie mógł nawet przed sobą ukrywać, że to właśnie jego szuka i też fakt intensywności myśli o Eriku zwiększał zawahanie do postawienia kolejnego kroku. Zaraz też odnalazł w grupie ludzi Brennę, Laurenta, którego kojarzył, a zaraz obok niego gwiazdę dzisiejszego wieczora - Norę.
Pozwolił drzwiom zamknąć się za sobą i uniósł rękę odrobinę do góry korzystając z faktu, że przyciągnął spojrzenia gości i samej solenizantki.
- Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno, aby dołączyć? Mogę być już trochę za daleko od drzwi, aby zawrócić - rzucił krótkim żartem, coby strzepnąć z siebie okruchy krępacji, jakie zawsze osadzają się na człowieku, gdy wchodzi do pomieszczenia, w którym mogą znajdowac się obcy ludzie w sporej grupie. Mówiąc to wykonał pare kroków, aby znaleźć się blisko Nory. Pod pachą miał niewielki pakunek owinięty w pastelowo różowy papier z wzorkami w pawie, które przechadzały się leniwie po powierzchni prezentu.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦