02.01.2024, 00:49 ✶
Oddalona od cywilizacji idylla przywitała ich przyjemnym powiewem świeżego powietrza i charakterystyczną wilgocią zamokniętej, jeziornej gleby. Znajdujące się niedaleko zagajniki szeleściły atmosferycznie wymiennie z leniwie pluskającymi, uderzającymi o brzeg falami jeziora; tworzące je w oddali łódki były w zasięgu wzorku, ale nie podpływały za blisko chaty, więc Elliott zostawił rozważania o mugolach i ich świecie na później albo i też na nigdy. Mimo to, nie mogło umknąć uwadze idącemu obok Erikowi, że Malfoy wpatrywał się w nieznajome postacie, z tej perspektywy bardziej przypominające patyczaki na rysunku młodego dziecka, z zaciekawieniem; trwało to ułamek minuty i odeszło tak samo nagle jak przyszło.
Chata wyglądała mizernie, ale Elliott zgadzając się na tę wypawę nie spodziewał się rozłożonego czerwonego dywanu i zameczku jak na Południu Francji. Spakował się oraz ubrał odpowiednio do okazji. Chociaż nie był koneserem pieszych wypraw czy wyjeżdżania poza miasto w warunki polowe lub... mniej polowe, ale odstające od standardów do jakich był przyzwyczajony, tak posiadał odpowiednie buty czy koszule stworzone do przechodzenia przez błoto czy nierówny teren. W końcu nie mógł jeździć konno w tych samych butach, co przychodził do ministerstwa, prawda? Chociaż niektórzy pewnie i by tak robili, patrząc na to jak przeróżnie absurdalne stronie przewijały się czasem przez kantynę. Malfoy dziękował sobie za podpisanie dokumentów o nowe mundury dla Brygady czy Aurorów, bo był pewien że paru delikwentów przyszłoby do pracy w niestosownie dobranych butach... No jak tak można?
Zwieńczył tą myśl rzuconym spojrzeniem na niewielką chatę rybacką. Okna wydawały się szczelne, a pogoda dopisywała. Nie było najgorzej. Gdy weszli do środka, zaskoczył go zapach świeżości, który, być może przeplatał się z wilgocią wątpliwie zaimpregnowanego drewna, ale przynajmniej dość przyjemnie komponował się ze świeżością letniego powietrza.
- Dałbyś się komuś nacieszyć - odparł na dość ciętą, choć wciąż zabawną uwagę Erika. Musiał przyznać, że jej wydźwięk, komponujący się ze słowem 'onieśmielić' w wypowiedzi Alastora, sprawił, że Malfoy uśmiechnął się kątem ust i uniósł lekko brwi spoglądając na Longbottoma ni to z dumą, ni to z chęcią skarcenia go za bycie 'Panem Marudą'.
- Taka to właśnie jest ta bezinteresowność, co? Najpierw proponujesz pomoc, a teraz mam się mierzyć z wizją przeprawy z ciężkim bagażem? - słychać było, że się naigrywa z całej sytuacji, choć faktem było, iż nie uśmiechało mu się wysilać się fizycznie... akurat w taki sposób.
- Przyroda wydaje się być w idealnej równowadze. Czekoladki na poduszkach, słońce w zenicie, ryby w jeziorze, a my szczęśliwie na miejscu - dodał jeszcze, tak coby mieć ostatnie słowo i być może popchnąć rozmowę w kierunku przekomarzania się - niektórych przyzwyczajeń dość trudno się pozbyć, zwłaszcza gdy największym wyrazem sympatii jest używanie docinek. Dość szybko stwierdził, że na tym gruncie raczej nie będą się musieli z Erikiem mocno niezgadzać, posiadanie rodzeństwo sprawiało, że człowiek uczył się odnajdować komplementy czy okazywanie pozytywniejszych odczuć w najbardziej okrutnych zdaniach.
- Myślałem, że ta chata należy do jednego z was - zwrócił się do Moody'ego oraz Botta - To absolutne odludzie, jak udało wam się je znaleźć?
Chata wyglądała mizernie, ale Elliott zgadzając się na tę wypawę nie spodziewał się rozłożonego czerwonego dywanu i zameczku jak na Południu Francji. Spakował się oraz ubrał odpowiednio do okazji. Chociaż nie był koneserem pieszych wypraw czy wyjeżdżania poza miasto w warunki polowe lub... mniej polowe, ale odstające od standardów do jakich był przyzwyczajony, tak posiadał odpowiednie buty czy koszule stworzone do przechodzenia przez błoto czy nierówny teren. W końcu nie mógł jeździć konno w tych samych butach, co przychodził do ministerstwa, prawda? Chociaż niektórzy pewnie i by tak robili, patrząc na to jak przeróżnie absurdalne stronie przewijały się czasem przez kantynę. Malfoy dziękował sobie za podpisanie dokumentów o nowe mundury dla Brygady czy Aurorów, bo był pewien że paru delikwentów przyszłoby do pracy w niestosownie dobranych butach... No jak tak można?
Zwieńczył tą myśl rzuconym spojrzeniem na niewielką chatę rybacką. Okna wydawały się szczelne, a pogoda dopisywała. Nie było najgorzej. Gdy weszli do środka, zaskoczył go zapach świeżości, który, być może przeplatał się z wilgocią wątpliwie zaimpregnowanego drewna, ale przynajmniej dość przyjemnie komponował się ze świeżością letniego powietrza.
- Dałbyś się komuś nacieszyć - odparł na dość ciętą, choć wciąż zabawną uwagę Erika. Musiał przyznać, że jej wydźwięk, komponujący się ze słowem 'onieśmielić' w wypowiedzi Alastora, sprawił, że Malfoy uśmiechnął się kątem ust i uniósł lekko brwi spoglądając na Longbottoma ni to z dumą, ni to z chęcią skarcenia go za bycie 'Panem Marudą'.
- Taka to właśnie jest ta bezinteresowność, co? Najpierw proponujesz pomoc, a teraz mam się mierzyć z wizją przeprawy z ciężkim bagażem? - słychać było, że się naigrywa z całej sytuacji, choć faktem było, iż nie uśmiechało mu się wysilać się fizycznie... akurat w taki sposób.
- Przyroda wydaje się być w idealnej równowadze. Czekoladki na poduszkach, słońce w zenicie, ryby w jeziorze, a my szczęśliwie na miejscu - dodał jeszcze, tak coby mieć ostatnie słowo i być może popchnąć rozmowę w kierunku przekomarzania się - niektórych przyzwyczajeń dość trudno się pozbyć, zwłaszcza gdy największym wyrazem sympatii jest używanie docinek. Dość szybko stwierdził, że na tym gruncie raczej nie będą się musieli z Erikiem mocno niezgadzać, posiadanie rodzeństwo sprawiało, że człowiek uczył się odnajdować komplementy czy okazywanie pozytywniejszych odczuć w najbardziej okrutnych zdaniach.
- Myślałem, że ta chata należy do jednego z was - zwrócił się do Moody'ego oraz Botta - To absolutne odludzie, jak udało wam się je znaleźć?
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦