02.01.2024, 02:04 ✶
Ulysses zamrugał, zaskoczony odpowiedzią Eunice. Mimowolnie skierował wzrok na jej płaski brzuch, jakby czas przeszły czający się w jej słowach nie do końca do niego dotarł. Albo inaczej: dotarł, ale chociaż go zrozumiał, zareagował instynktownie.
Otworzył usta, by coś powiedzieć. I kolejny raz pomyślał, że to była jedna z takich sytuacji, gdy właściwie nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. Co mówiło się kobiecie, która była w ciąży, ale potem przestała? Nawet nie wiedział czy poroniła, czy usunęła, czy w ogóle chciała zostać matką. A to wszystko miało znaczenie. Z pewnością na wszystkie te sytuacje trzeba było inaczej zareagować (choć możliwe, że istniała jakaś jedna właściwa reakcja, tylko on nie potrafił jej znaleźć).
Wreszcie wypalił, bo tylko tak można było określić to, co wypadło z jego ust:
- Chciałabyś, żebym cię przytulił?
W zasadzie nie był pewien, czy przytulenie Eunice w jakikolwiek sposób wyczerpywało to, co należało uczynić w takiej sytuacji, ale było jedynym pomysłem, który przyszedł mu do głowy.
Przestąpił z nogi na nogę. Na dobrą sprawę, nawet gdyby Black nie poczuwał się do ożenku, Ulysses i tak przyszedłby zerwać z narzeczoną. A potem zająłby się poszukiwaniem Perseusa i rozmową z nim. W zależności od tego, jak ta by się potoczyła albo uprzejmie, albo hipnozą, ale zmusiłby go do zajęcia się Vesperą.
Być może był zawsze spięty i zachowywał się mało emocjonalnie, ale tak naprawdę emocje kipiały pod jego skórą. Tylko nie potrafił ich wyrazić.
Posłał Eunice dziwne spojrzenie. Naprawdę coraz mniej obchodziło ją co myślał i mówił jej ojciec? Czy też to było jedno z tych zdań, które wypowiadało się w złości i nie miały żadnego pokrycia dalej?
Odwrócił głowę i uśmiechnął się pod nosem z zakłopotaniem.
- Dziękuję. – Słowo wypadło mu z ust jak, niemal tak szybko jak poprzednie zdanie, ale to było całkiem przemyślane. Naprawdę chciał jej podziękować. Za to, że tak łatwo przyszło jej pogodzić się z ich rozstaniem. Za to, że jak mu się wydawało - jego dramatyczna wizyta z jeszcze bardziej dramatycznymi wieściami i konsekwencjami - tak niewiele zmieniła w ich znajomości. – Jeśli ty będziesz czegoś potrzebowała… - posłał dłuższe, wymowne spojrzenie. Zawsze mogła napisać. - Też wiesz, gdzie mnie znaleźć. Możesz też wysłać sowę.
Otworzył usta, by coś powiedzieć. I kolejny raz pomyślał, że to była jedna z takich sytuacji, gdy właściwie nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. Co mówiło się kobiecie, która była w ciąży, ale potem przestała? Nawet nie wiedział czy poroniła, czy usunęła, czy w ogóle chciała zostać matką. A to wszystko miało znaczenie. Z pewnością na wszystkie te sytuacje trzeba było inaczej zareagować (choć możliwe, że istniała jakaś jedna właściwa reakcja, tylko on nie potrafił jej znaleźć).
Wreszcie wypalił, bo tylko tak można było określić to, co wypadło z jego ust:
- Chciałabyś, żebym cię przytulił?
W zasadzie nie był pewien, czy przytulenie Eunice w jakikolwiek sposób wyczerpywało to, co należało uczynić w takiej sytuacji, ale było jedynym pomysłem, który przyszedł mu do głowy.
Przestąpił z nogi na nogę. Na dobrą sprawę, nawet gdyby Black nie poczuwał się do ożenku, Ulysses i tak przyszedłby zerwać z narzeczoną. A potem zająłby się poszukiwaniem Perseusa i rozmową z nim. W zależności od tego, jak ta by się potoczyła albo uprzejmie, albo hipnozą, ale zmusiłby go do zajęcia się Vesperą.
Być może był zawsze spięty i zachowywał się mało emocjonalnie, ale tak naprawdę emocje kipiały pod jego skórą. Tylko nie potrafił ich wyrazić.
Posłał Eunice dziwne spojrzenie. Naprawdę coraz mniej obchodziło ją co myślał i mówił jej ojciec? Czy też to było jedno z tych zdań, które wypowiadało się w złości i nie miały żadnego pokrycia dalej?
Odwrócił głowę i uśmiechnął się pod nosem z zakłopotaniem.
- Dziękuję. – Słowo wypadło mu z ust jak, niemal tak szybko jak poprzednie zdanie, ale to było całkiem przemyślane. Naprawdę chciał jej podziękować. Za to, że tak łatwo przyszło jej pogodzić się z ich rozstaniem. Za to, że jak mu się wydawało - jego dramatyczna wizyta z jeszcze bardziej dramatycznymi wieściami i konsekwencjami - tak niewiele zmieniła w ich znajomości. – Jeśli ty będziesz czegoś potrzebowała… - posłał dłuższe, wymowne spojrzenie. Zawsze mogła napisać. - Też wiesz, gdzie mnie znaleźć. Możesz też wysłać sowę.