02.01.2024, 02:12 ✶
Nie mógł jednak wiedzieć, że krew Perseusa przypominała zimowe bezgwiezdne niebo; onyksowa jak oczy, obsydianowa jak okalająca go aura, hebanowa jak jego włosy, smolista jak jego bawełniana koszula. Czarna, jak jego nazwisko i trująca jak cała jego rodzina. Gdyby umiał czytać w myślach, zapytałby Laurenta, czy również taka farba uczyniłaby płótno jego skóry - miejscami przeoranej wypukłymi bliznami i nakrapianej konstelacjami pieprzyków - piękniejszą. Przynajmniej na tyle, by bez wstrętu móc spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Czy to właśnie tak widzą mnie inni?, pytał sam siebie za każdym razem, gdy blada twarz o podkrążonych oczach witała go w tafli zawieszonej nad umywalką. Czy właśnie tym dla nich jestem? Chciał zobaczyć siebie w taki sam sposób, w jaki inni widzą jego i jednocześnie śmiertelnie się tego obawiał. Trwał więc w tej nienawistnej względem siebie stagnacji, rozdarty pomiędzy dwiema skrajnościami; et cupio et nequeo - i pragnę, i nie chcę, nec tecum, nec sine te - ani z tobą, ani bez ciebie.
Spojrzał na Laurenta nieco zaskoczony jego reakcją, jakby zaraz miał zapytać, dlaczego go przeprasza, lecz ostatecznie nie powiedział nic; nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jak takie pytania potrafią wytrącić człowieka z rytmu, zmuszając do niepotrzebnego zagłębienia się w siebie i swoje emocje. A przecież na to jeszcze przyjdzie czas, jeszcze będą się we dwoje zanurzać w umyśle tego młodzieńca, by odnaleźć źródło jego smutku. Bo co do tego, że Laurent był smutny i zmęczony życiem, Perseus nie miał żadnych wątpliwości - niektórzy rozpacz mieli wypisaną w oczach, a spojrzenie młodego Prewetta sprawiało, że serce stawało się boleśnie ciężkie. Czuł, że narasta w nim jakieś trudne do opisania napięcie, brak zgody na to, co widział. Widywał już takie znużenie u osób, które miały za sobą co najmniej kilka dekad życia, ale Laurent - och, on był na to za młody.
Mógłbym zabrać cały twój ból i utkać z niego długi szal, jeśli tylko będzie miał lazur twoich oczu i skrzył się srebrzyście jak łzy, których z pewnością dość już wylałeś.
— Życzliwość nigdy nie jest nieodpowiednia — odpowiedział z tą samą łagodnością, a jednak w jego głosie kryła się jakaś stanowczość, zawoalowane w uprzejmość "nigdy więcej mnie za to nie przepraszaj". W jednym miał rację; nie każda pomoc była oczekiwania i mawiano, że dobrymi chęciami wybrukowano piekło, ale wrażliwość w niewrażliwości świata, serdeczność pośród wrogości, delikatność w oceanie szorstkości to cechy, których nigdy nie powinien się wstydzić. Pokaże mu, obiecywał sobie, że powinien przywdziać je z dumą, jak triumfalne szaty, unieść do góry niczym sztandar. — Czasem to wszystko, co mamy na obronę przed światem.
I wtedy zobaczył jego aurę. Nigdy nie widział czegoś takiego; tej osobliwej mieszanki kolorów, palety sprzecznych emocji, rozdzierających tego biednego chłopaka na pół. Już dobrze, pomyślał, poruszając się niespokojnie na swoim miejscu, jakby chciał się poderwać i objąć Laurenta, zamknąć w swoich ramionach i obiecać, że jest już bezpieczny. Że poskłada go kawałek po kawałku.
Empatia kiedyś go zadławi.
— Nie musi się pan niczego obawiać — posłał mu uspokajający uśmiech — Nie oczekuję, że opowie mi pan swoją historię zgodnie z chronologią, bo nie na tym opiera się terapia. Jeśli zdecyduje się pan zostać, będziemy analizować problemy, o których sam pan zechce mówić. Nie zamierzam narzucać naszym spotkaniom żadnych tematów, choć oczywiście, może zdarzyć się tak, że będę zadawał panu pytania, aby lepiej zrozumieć wątek, który pan porusza. Proszę też się nie martwić jeśli między nami zapadnie cisza. Nie musi pan ciągle mówić, niekiedy trzeba dać sobie chwilę, aby zebrać myśli. Oczywiście wszystko, co mi pan przekaże zostanie między nami.
Spojrzał na Laurenta nieco zaskoczony jego reakcją, jakby zaraz miał zapytać, dlaczego go przeprasza, lecz ostatecznie nie powiedział nic; nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jak takie pytania potrafią wytrącić człowieka z rytmu, zmuszając do niepotrzebnego zagłębienia się w siebie i swoje emocje. A przecież na to jeszcze przyjdzie czas, jeszcze będą się we dwoje zanurzać w umyśle tego młodzieńca, by odnaleźć źródło jego smutku. Bo co do tego, że Laurent był smutny i zmęczony życiem, Perseus nie miał żadnych wątpliwości - niektórzy rozpacz mieli wypisaną w oczach, a spojrzenie młodego Prewetta sprawiało, że serce stawało się boleśnie ciężkie. Czuł, że narasta w nim jakieś trudne do opisania napięcie, brak zgody na to, co widział. Widywał już takie znużenie u osób, które miały za sobą co najmniej kilka dekad życia, ale Laurent - och, on był na to za młody.
Mógłbym zabrać cały twój ból i utkać z niego długi szal, jeśli tylko będzie miał lazur twoich oczu i skrzył się srebrzyście jak łzy, których z pewnością dość już wylałeś.
— Życzliwość nigdy nie jest nieodpowiednia — odpowiedział z tą samą łagodnością, a jednak w jego głosie kryła się jakaś stanowczość, zawoalowane w uprzejmość "nigdy więcej mnie za to nie przepraszaj". W jednym miał rację; nie każda pomoc była oczekiwania i mawiano, że dobrymi chęciami wybrukowano piekło, ale wrażliwość w niewrażliwości świata, serdeczność pośród wrogości, delikatność w oceanie szorstkości to cechy, których nigdy nie powinien się wstydzić. Pokaże mu, obiecywał sobie, że powinien przywdziać je z dumą, jak triumfalne szaty, unieść do góry niczym sztandar. — Czasem to wszystko, co mamy na obronę przed światem.
I wtedy zobaczył jego aurę. Nigdy nie widział czegoś takiego; tej osobliwej mieszanki kolorów, palety sprzecznych emocji, rozdzierających tego biednego chłopaka na pół. Już dobrze, pomyślał, poruszając się niespokojnie na swoim miejscu, jakby chciał się poderwać i objąć Laurenta, zamknąć w swoich ramionach i obiecać, że jest już bezpieczny. Że poskłada go kawałek po kawałku.
Empatia kiedyś go zadławi.
— Nie musi się pan niczego obawiać — posłał mu uspokajający uśmiech — Nie oczekuję, że opowie mi pan swoją historię zgodnie z chronologią, bo nie na tym opiera się terapia. Jeśli zdecyduje się pan zostać, będziemy analizować problemy, o których sam pan zechce mówić. Nie zamierzam narzucać naszym spotkaniom żadnych tematów, choć oczywiście, może zdarzyć się tak, że będę zadawał panu pytania, aby lepiej zrozumieć wątek, który pan porusza. Proszę też się nie martwić jeśli między nami zapadnie cisza. Nie musi pan ciągle mówić, niekiedy trzeba dać sobie chwilę, aby zebrać myśli. Oczywiście wszystko, co mi pan przekaże zostanie między nami.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory