02.01.2024, 07:13 ✶
Ciężko było uwierzyć w koncept, że cos mogło stanowić konkurencję dla działalności jego rodziny. Ta idea wydawała się niezwykle obca i odległa, ale z drugiej strony napawająca niepokojem, a co za tym szło, daleko idącą niechęcią, której korzenie okazywały się tym mocniejsze, im więcej czasu mijało. Pamiętał, ze pierwsze wzmianki o tym śmiechu wartym rezerwacie wywołały u niego pobłażliwy uśmiech. Był pewien, ze ta cała zabawa skończy się szybciej nim się zaczęła, nawet i bez jego udziału. Ale czas płynął i sprawa przestała być czymś, co można było zbyć uśmiechem.
Dodatkowo cala sytuacje podgrzewał fakt tego, kto w ogóle się za konkurencyjną działalność łapał. Motłoch, w których żyłach płynęła krew nie warta nawet splunięcia, co dopiero mówić o jakichkolwiek dziedzinach, które od wieków kultywowały rodziny czystokrwiste, a które zdążyły na tym polu wyrobić sobie należytą reputację. Boleśnie jednak zdawał sobie sprawę z tego, ze przyzwolenie na to, by te chwasty rozrastały się bez kontroli, mogło w przyszłości nie tylko źle odbić się na działalności jego rodziny, ale także i na idei za którą stali.
Tę kwestię zdążył poruszyć z nim nawet jego ojciec, w wyraźny sposób zniecierpliwiony tym, co rozprzestrzeniało się na terenie Lake Districkt National Park. A on ani nie chciał rodziciela rozczarować, ani tez nie miał nic przeciwko temu, by wziąć sprawy we własne ręce.
Delikatny powiew wiatru kołysał czarna szatą w która był ubrany, kiedy krok za krokiem zbliżał się w stronę Traversa, nonszalancko popalającego sobie papierosa. Podobnie jak on, nie miał na sobie maski, ale to nie stanowiło przecież dla nich najmniejszego problemu. Znali się wystarczająco dobrze, by posiadać chociaż cień pewności, ze ich sekret był bezpieczny u tego drugiego.
- Niedługo planują oficjalne otwarcie. Czekaja ich ostatnie wykończenia, ale część okazów nawet już przyjechała i wciąż nie są puszczone wolno - zatrzymał się obok niego, spoglądając na niego przelotnie, acz jakże znacząco. Nie było chyba nic lepszego niż rozsierdzenie bestii i puszczenie jej wolno. Nie tylko zmniejszyłoby to im ilość pracy, co zagwarantowało że większa część miejsca zostanie zrównana z ziemia, niszcząc wszelkie dotychczasowe starania właścicieli. A te były... powiedziałby że średnie i wcale nie z uprzedzenia. Przyszły rezerwat przez ostatnie parę dni odwiedzał pod swoją zwierzęcą postacią i miał wrażenie, że pomimo wszelkich zapewnień i wspaniałych wizji na przyszłość, mugolaki ledwo wiedziały za co właściwie się łapały i jak odpowiednio ugryźć temat. Byli niczym dzieci w piaskownicy, naiwnie budujące swoje niestabilne zameczki. - Mają jedną ogromną zamkniętą zagrodę, gdzie trzymają zwierzęta. Wystarczy złamać zabezpieczenia i dostać się do środka, ale wydawały się niezwykle proste. Bardziej chroniące to, co znajduje się w środku przed wydostaniem.
Dodatkowo cala sytuacje podgrzewał fakt tego, kto w ogóle się za konkurencyjną działalność łapał. Motłoch, w których żyłach płynęła krew nie warta nawet splunięcia, co dopiero mówić o jakichkolwiek dziedzinach, które od wieków kultywowały rodziny czystokrwiste, a które zdążyły na tym polu wyrobić sobie należytą reputację. Boleśnie jednak zdawał sobie sprawę z tego, ze przyzwolenie na to, by te chwasty rozrastały się bez kontroli, mogło w przyszłości nie tylko źle odbić się na działalności jego rodziny, ale także i na idei za którą stali.
Tę kwestię zdążył poruszyć z nim nawet jego ojciec, w wyraźny sposób zniecierpliwiony tym, co rozprzestrzeniało się na terenie Lake Districkt National Park. A on ani nie chciał rodziciela rozczarować, ani tez nie miał nic przeciwko temu, by wziąć sprawy we własne ręce.
Delikatny powiew wiatru kołysał czarna szatą w która był ubrany, kiedy krok za krokiem zbliżał się w stronę Traversa, nonszalancko popalającego sobie papierosa. Podobnie jak on, nie miał na sobie maski, ale to nie stanowiło przecież dla nich najmniejszego problemu. Znali się wystarczająco dobrze, by posiadać chociaż cień pewności, ze ich sekret był bezpieczny u tego drugiego.
- Niedługo planują oficjalne otwarcie. Czekaja ich ostatnie wykończenia, ale część okazów nawet już przyjechała i wciąż nie są puszczone wolno - zatrzymał się obok niego, spoglądając na niego przelotnie, acz jakże znacząco. Nie było chyba nic lepszego niż rozsierdzenie bestii i puszczenie jej wolno. Nie tylko zmniejszyłoby to im ilość pracy, co zagwarantowało że większa część miejsca zostanie zrównana z ziemia, niszcząc wszelkie dotychczasowe starania właścicieli. A te były... powiedziałby że średnie i wcale nie z uprzedzenia. Przyszły rezerwat przez ostatnie parę dni odwiedzał pod swoją zwierzęcą postacią i miał wrażenie, że pomimo wszelkich zapewnień i wspaniałych wizji na przyszłość, mugolaki ledwo wiedziały za co właściwie się łapały i jak odpowiednio ugryźć temat. Byli niczym dzieci w piaskownicy, naiwnie budujące swoje niestabilne zameczki. - Mają jedną ogromną zamkniętą zagrodę, gdzie trzymają zwierzęta. Wystarczy złamać zabezpieczenia i dostać się do środka, ale wydawały się niezwykle proste. Bardziej chroniące to, co znajduje się w środku przed wydostaniem.