Rzucanie zaklęcia nie było konieczne. Ledwie tylko Richard się oddalił, fizyczny kontakt z ramą został przerwany, podziwiany wcześniej pejzaż zaczął z wolna wracać na swoje miejsce. Napis zniknął, stał się niewidoczny, znów wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Przed jego oczyma znajdywało się wyłącznie zapierające dech w piersiach Ring of Kerry.
Najwyraźniej obaj z bratem wiązali z tym miejscem pozytywne wspomnienia.
Decyzja o skierowaniu kroków do gabinetu była logiczna. Robert spędzał tutaj wiele czasu. Stosunkowo często były to całe dnie. Jeśli któreś z pomieszczeń miało skrywać jakieś jego sekrety, to te stanowiłoby najbardziej sensowny wybór. Wszystko znajdywałoby się na wyciągnięcie ręki. Starszy z bliźniaków mógł swobodnie korzystać z przedmiotów ukrytych w danym miejscu bądź schowku.
W przeciwieństwie do innych pomieszczeń, w gabinecie nie znajdywało się wiele obrazów czy innych dekoracji. Panował tu prawdziwy minimalizm. Na ścianie po prawej stronie od wejścia, widniało tylko jedno dzieło. To samo od wielu lat. Richard mógł pamiętać, że w tym samym miejscu znajdywało się ono jeszcze w czasach, kiedy mieli z Robertem zaledwie po kilka lat.
Tym razem autora pomylić się nie dało i niewątpliwie była nim sama Ethel. Identyfikacje ułatwiała znajdująca się na boku sygnatura. Stanowiło ją imię, połączone z panieńskim nazwiskiem matki. Na obrazie, który Richard posiadał w Norwegii, widniał taki sam podpis. Swoich dzieł kobieta nigdy nie sygnowała nazwiskiem Mulciber.