Sprawa Dworu Cape zainteresowała ją z dwóch powodów: skoro był w ruinie, to jej zacięcie historyka i archeologiczne chciało te ruiny zobaczyć, z ciekawości, owszem, ale to było też dla nabrania pewnego doświadczenia z tym, jak budowano w Anglii – bo było to coś zupełnie innego niż wykopaliska na terenie Egiptu czy innych okolicznych miejsc, bliskich jej miejscu urodzenia. Drugim powodem była sama dziewczynka, czy raczej jej duch. W Uagadou sporo uczyli się o duchach, duszach i innych, ale to dziecko wyglądało jak żywe – nie było w niej nic z przezroczystego, wypłowiałego z "barw" ducha, który unosił się zwykle w powietrzu. Guinevere, która była biegła, mimo wszystko, nawet jeśli nie była w tym tak doświadczona jak Jamil z jego zdolnością wywoływania duchów i dusz, kompletnie się nabrała i gdy Fiona zniknęła – była całkowicie zdziwiona takim obrotem spraw.
Była to więc ciekawość, oczywiście. Ale nie chciała dać za wygraną, póki nie zobaczy tego Dworu na własne oczy, nie przekona się, co te stare mury szepczą… na pewno miały do opowiedzenia jakąś historię, zupełnie jak Fiona, która zgubiła drogę do domu. Czy to tak zginęła? Czy dwór popadł w ruinę, bo nie było innego dziedzica, a rodzina w rozpaczy za córką straciła majątek?
Rozumiała, dlaczego Cathal nie chciał iść tam w nocy, mimo wszystko drogi nie były tak bezpieczne a nie widział w ciemności tak dobrze, jak ona. I tak była wdzięczna, że zgodził się z nią tam udać na następny dzień, bo wszak wcale nie musiał. Wiele rzeczy nie musiał, a jednak je robił i Nefret bardzo to doceniała. Zresztą była gotowa się odwdzięczyć.
- W sensie, że mieli tyle kasy, że te całe tereny należały do nich i dlatego nazywają się tak samo? – Ginny nie zwracała uwagi na to, że Cathal palił, kompletnie jej to nie wadziło; sama zresztą lubiła zapalić, ale wolała zdecydowanie bardziej shishe, od zwykłych (śmierdzących) papierosów. Jednak nie oceniała. Sama przyglądała się teraz zawalonej wieżyczce, ale zaraz jej uwaga skupiła się na dziedzińcu, tak różnym od tego co znała z Egiptu, i na fontannie. Znała historię Anglii, historię magii również, ale książki nie oddawały tego, co widziało się na żywo. Zaraz zresztą pomalutku ruszyła w kierunku fontanny, nie spiesząc się nigdzie jednak, i trzymając ręce splecione za plecami. - Ciekawe, że przez tyle lat, trawa nadal tutaj nie zarośla, nie? – przedziwne zjawisko. Świat dążył przecież do entropii.
- Tak, malo jest duchów-dzieci, bo te jednak nie mają takiego poczucia końca i niedokończenia swojego życia, jak dorośli – przyznała, nie patrząc jednak na Shafiqa, a na dziedziniec. Wyglądało, że byli tu całkiem cami. - Mnie też zaskoczyła, zupełnie się nie połapałam – kolejne słowa jednak zaskoczyły ją na tyle, że spojrzała na Cathala. - Nastolatek? Cholera, biedne dzieci – śmierć tak młodych osób zawsze bolała… ale z drugiej strony, każdy miał jakąś rolę w tym życiu, być może one tu zostały, bo jej nie wypełniły?