Wyglądało na to, że choć obraz posiadał innego autora, całość funkcjonowała w ten sam sposób. Ewentualnie był to sposób mocno zbliżony. W chwili, kiedy dłoń Richarda spotkała się z drewnianą ramą, pejzaż zaczął przesuwać się, następnie zaś znikać. Na jasnym, niemalże białym tle, pojawił się napis. Początkowo słabo widoczny, zyskiwał jednak z każdą kolejną sekundą. Stawał się coraz wyraźniejszy.
Tutaj również konieczna okazała się znajomość hasła bądź przełamanie zaklęć, które zabezpieczały znajdujące się w tym miejscu przejście. Samo zlokalizowanie wejścia do ukrytego pomieszczenia, może skrytki, nie pozwalało na to, aby tak po prostu dostać się do środka. Widać osoba, która to stworzyła - kim ona była? - na tyle, na ile była w stanie, zadbała o bezpieczeństwo. Czy ich matka, Ethel, poza malarstwem posiadała jeszcze inne talenty, które dotąd Richardowi nie były znane? Albo może... może to ojciec komuś zapłacił? Zlecił wykonanie zabezpieczeń? Ich autor po prostu wykorzystał prace, których w kamienicy było multum? Ostatnią opcją było przypisanie tego samemu Robertowi, ale... na ile mogło to być prawdopodobne?
I co ważniejsze - czy Richard faktycznie potrzebował to wiedzieć? Rzeczywiście chciał odkryć co znajdywało się po drugiej stronie? Ciekawość stanowiła wszak pierwszy krok do piekła, a tam bywało czasem dość gorąco. A także duszno.