– Kilka razy już słyszałam, że coś nam odebrano, więc… – odebrano. Znaczy, że zniknęło. Musieli to, czego zabrakło, zapełnić czymś innym, bo natura nie lubiła pustki i próżni, to, co stało się puste – napełnili. Czy to wtedy, kiedy… odwracała cykl. Myślała, że odzyskuje to, co utraciła, ale najwyraźniej zadziało się znacznie więcej i nie było to takie proste. – Skoro musieliśmy tę pustkę czymś wypełnić, by żyć, to jeśli to, co nas utrzymuje, zniknie… to to co najpierw utraciliśmy, nagle się pojawi? – jakoś jej się nie wydawało. Victoria aż przymknęła oczy i przetarła dłonią po twarzy, odsuwając na bok kosmyki ciemnych, prawie czarnych, falowanych włosów. Wyglądała na zmęczoną, bardzo zmęczoną…
Widać w niej było też trochę zawahania. Oraz tego, że tez nie wierzyła, ze wszystko się naprawi samo. Nie. Samo to się mogło tylko bardziej zepsuć, tak akurat działał świat.
– Tak między nami… Znam się trochę na nakromancji. Ale to za mało. Nie mam potrzebnej wiedzy. Ale wystarczająco, żeby wiedzieć, że to, co zostaje odebrane, to sobie samo nie wraca – z drugiej strony byli takim przypadkiem, że najwyraźniej wyszkolony w nekromancji człowiek też trochę krążył po omacku i stać się mogło cokolwiek, również coś kompletnie niespodziewanego. Oni byli przecież tym niespodziewanym.
– Kapłanka, z którą rozmawiałam, powiedziała się, że nie do końca rozumie, dlaczego Voldemort wybrał Beltane, a nie Samhain. Bo najwyraźniej Samhain nadaje się lepiej na wtargnięcie do Limbo. Z tego co ja zrozumiałam, to to, że raz granica jest cienka, a raz rozmyta, ma znaczenie i robi różnicę, ale nie mam zielonego pojęcia jaką – więc czy będą mieli powtórkę? Być może Voldemort już dostał, czego chciał. A może będzie mu jeszcze mało. Cokolwiek stamtąd zabrał, po cokolwiek mu to było – wyglądał na zadowolonego z siebie. A to, że według kapłanki, pomiędzy lutym a marcem nie urodzą się prawie żadne dzieci, bo Voldemort zaburzył energię i cykl, też nie napawało optymistycznie.
Ale możliwe, że nawet do tego nie doczekają…
– Do tej pory myślałam, że cokolwiek robili, miało to coś wspólnego z działaniami spirytystycznymi. Nie wiem, że jego dusza się gdzieś zagubiła w Limbo i musieli go wyciągać – guzik się na tym znała, ale tak to sobie wyobrażała. – Ale teraz zastanawiam się, czy Arcykapłanka pod nosem Ministerstwa nie uprawia nekromancji – niekoniecznie czarną magię od razu, ale… Westchnęła. – Daj znać, jak poszło. Jeśli trzeba będzie jakoś pomóc, to też daj znać.