22.11.2022, 05:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2022, 08:35 przez Elliott Malfoy.)
Dolał odrobiny mleka do czarnej herbaty. Napój pod naporem nurtów wywoływanych powolnym mieszaniem stopniowo zmienił barwę z ciemnobursztynowego brązu na kremowy beż. Charakterystyczna mieszanka Assamu i Cejlońskich liści wypełniła pomieszczenie bogatym aromatem, powodując że zmysły Elliotta odrobinę bardziej się rozbudziły. Nie była to jego pierwsza herbata tego dnia, ale z każdą, nowo zaparzoną czuł jak podniebienie, przez gorzkawy, znajomy smak napitku, jest odpowiednio pobudzone do konstruowania kolejnych zdań, a tym samym wykonywania kolejnych czynności.
- Nie czuję wyrzutów sumienia z tego powodu, w końcu odmówiłeś kawy, więc pozostaje mi zapytać o te lepsze sposoby. - nie odpuścił, filuternie obracając twierdzenie w pytanie. Słysząc wyjaśnienia Erika na temat dynamiki i 'życzenia' bycia potraktowanym dominująco, z początku uniósł niejako brwi, bardzo delikatnie, ale wystarczajaco, aby pozwolić sprawnemu obserwatorowi wyłapać pewne zawahanie, być może zdziwienie podszyte konsternacją. Nie był pewien w jaki sposób zaadresować słowa, jakie przetaczały mu się przez głowę, jak odgonić od nich emocje i przedziwną, kłębiącą się w klatce piersiowej satysfakcję. Miękko wypowiadane przez Longbottoma, w neutralnym tonie, słowa przepływały przez jego umysł, pozwalał im zalegać w jego zakamarkach, możliwe, że zbyt lekkomyślnie, ale teraz nie chciał jeszcze o tym myśleć.
Upił odrobinę herbaty z filiżanki, gdy odłożył srebrną, zdobioną grawerowaniami łyżeczkę na talerzyk.
- Czyli rozumiem, że wolałbyś się wymieniać posiadaniem kontroli? - zapytał w końcu, ale nie miał zamiaru na tym skończyć - Co wydaje się stosunkowo dobrą opcją w wypadku funkcjonowania w dwustronnie odwazjamnianej relacji. Posiadanie kontroli, jak i bycie kontrolowanym przez zbyt długi czas wydaje się dość męczącym konceptem, nawet jeżeli w oczach większości to pierwsze jest pożądane. - przeszedł gładko z podtekstu, który utrzymał tylko w pierwszej części wypowiedzi, do całkiem innego konceptu, a być może wcale nie? Niektórzy potrudziliby się o teorię, że ludzie, którzy w życiu zawodowym mają na sobie dużo odpowiedzialności lubią spuszczać z siebie powietrze w różne sposoby w innych sferach, w których ich dominacja nie istnieje, a wręcz jest miażdżona, na życzenie, oczywiście.
- Kontrola i dominacja niosą za sobą odpowiedzialność, z której większość nie zdaje sobie sprawy. Dobrze jest marzyć o wysokim stanowisku, przyjemnie jest myśleć o jego zaletach, ale najczęściej ma ono tyle samo, jeżeli nie więcej, wad. Ale tak, wracając do punktu wyjściowego, zaskakująco pozytywnie myśli mi się o tym, że ktoś miałby 'przewodzić' zamiast mnie, ale to też raczej kwestia osoby niż samego faktu tej myśli. Nie oddałbym komuś pałeczki nie wiedząc, ze jest odpowiednią i zaufaną osobą. - chciał odchrząknąć, ale się powstrzymał. Nie był pewien dwuznaczności swoich słów, wiedział, ze w sferze logicznego i analitycznego myślenia mają one dużo sensu, ale nie mógł pozbyć się myśli, że używając przenośni opisu niepozornej relacji tego typu zagłębia się w swoje własne potrzeby i to, czego wymagałby od... nie, nie będziesz szedł w tą stronę, jesteś w pracy, skarcił się w myślach i przywołał na twarz neutralniejszy wyraz twarzy, aby pozbyć się wcześniej przedzierajacego się przez natłok myśli skonsternowania.
Taksował drugiego mężczyznę spojrzeniem spod lekko przymrużonych powiek, nie chciał być posądzony o gapienie się, ale odwracanie wzroku byłoby niegrzeczne, musiał zachować harmonijny balans w tej sytuacji, nawet jeżeli postać Longbottoma przysparzała go o pozytywne myśli, którymi nie powinien zajmować się w gmachu Ministerstwa. Nigdy nie można być pewnym, kto będzie chciał zajrzeć ci do głowy, a to miejsce było pełne ludzi o różnych zamiarach. Erika nie posądzał o nic takiego, ten zbyt klarownie wykładał karty ze swoimi poglądami i faktycznymi odczuciami, aby Elliott przypisywał mu złe intencje, ale nigdy nie można być pewnym, kto wejdzie do gabinetu lub na kogo trafi się na korytarzu.
Skinął lekko głową pokazując, że rozumie dlaczego rozmówca wybiera przyjście do pracy od odpoczynku, acz nie chciał ciągnąć tego tematu. Zdawał sobie sprawę, że jego własne skupienie na pracy wiąże się też z byciem niezadowolonym w życiu prywatnym, no, przynajmniej nie tak szczęśliwym jakim chciałby być. Było za wcześnie, aby prowadzić swe myśli na meandry tego typu kwestii.
- Powinniśmy w końcu zaplanować wspólne spotkanie, za każdym razem wpadamy na siebie raczej kierowani przypadkiem, a nie faktycznym zamiarem. - przyznał, ale nie chciał być decyzyjną osobą w tej kwestii, zwyczajnie z powodu konwenansów. Byli w pracy, mimo luźności tej rozmowy omawiali też sprawy zawodowe, a z Erikiem byli dobrymi znajomymi, ale Elliott nie chciał wychodzić poza granice przyzwoitości. Niby nie było nią wcale zaproszenie kolegi z pracy na obiad, kolacje, drinki, wspólny wypad na wieś czy inne tego typu sprawy, ale dla Malfoya takie rzeczy rysowały się pod linią swoistego tabu, z powodu preferencji jakie miewał do ludzi, do których ich mieć nie powinien. Pozostawał, więc bardzo ostrożny w tym obszarze, zwłaszcza gdy stał na gruncie pracowniczym.
Nie mógł powstrzymać się przed chęcią rozwijania z Erikiem większości tematów, chciał usłyszeć, co drugi mężczyzna ma do powiedzenia i to było też głównym faktorem przyciągającym go w jego stronę. Po latach wyćwiczonych konwersacji, ozdobnych, grzecznościowych pytań, na których podstawie zbudowane było jego małżeństwo, które i tak już dawno spisał na straty, łapał się nawet najmniejszych oznak zainteresowania, jakie ktoś mu okazywał, zwłaszcza w sferze, w której wcześnej tego nie doświadczył. Jego konwersacje z Perseusem mogły być satysfakcjonujące, żartobliwe przede wszystkim i poprawiające humor, ale skłamałby, gdyby powiedział, że ich przeszła relacja nie opierała się na fizyczności i pewnego rodzaju zrozumienia w przymusie ukrywania się, narzekania na los. Simone z kolei nigdy nie wydawała się prawdziwa, jej uczucia były warunkowe, a jego własne oparte na złudzeniach. Zainteresowanie jakie wzbudzał w nim Longbottom było inne, bardziej czyste, nie noszące płachty lawirowania między sprawdzaniem każdej kolejnej granicy.
- Brak kawy nie utrudnia mi aż tak pracy, bo do jej parzenia głównie się nadawała - odparł mrukliwie, bo nie chciał wyjść na aż takiego dupka, jakim faktycznie był. Nie mógł się jednak powstrzymać i uniósł szybko brwi formując usta w kreskę, chcąc tym wyrazem twarzy wyrazić swoją opinię na temat zdolności oraz kompetencji zwolnionej już kobiety.
Sięgnąwszy po dokumenty, które wcześniej odebrał od byłej pracownicy przejechał oczami po tekście, tym razem mniej pobieranie niż wcześniej odpowiadając na kolejne dwie wypowiedzi Longbottoma mrukliwymi przytaknięciami, aby pokazać mu, ze wciąż słucha, ale też chciał zapoznać się z dokumentem, którego wcześniej nie widział.
- 'Prosilibyśmy więc, w najbliższym czasie rozważyć propozycję zamontowania na sposobie transportu brygady kogutów, co byłoby niezmiernie pomocne w realizacji pracy jej członków'. - uniósł brwi i spojrzał na Longbottoma, stosunkowo poważnie, chociaż w środku niesamowicie bawiła go ta sytuacja. Mężczyzna zdawał się nie być pewny od samego początku, co znajduje się w czytanym przez Malfoya wniosku, więc tez nie można było go winić za prośby, jakie nie wyszły spod jego pióra.
Czytał dalej.
- Widzę wzmiankę o mundurach - napomknął - Tak jak uniformy rozumiem w pełni, bo nie chcemy przecież, aby komukolwiek z was stała się krzywda i wszelkie zapobieganie takim sytuacjom jest warte każdych pieniędzy, narażacie w końcu życie w imię bezpieczeństwa nas wszystkich, tak ... - próbował się nie roześmiać, więc wyraz jego twarzy mógł wydawać się conajmniej niepokojący; zmarszczone brwi i napięte mięśnie szczęki podtrzymywały rozmówce w niepewności z tym, z czym miałby się spotkać za chwilę, zwłaszcza po krótkim przedstawieniu przed gabinetem - Tak nie jestem pewien co właściwie miałyby wnosić koguty. Hałas? I właściwie w jaki sposób by je przymocować? Do mioteł? Do... mundurów? - tutaj odłożył dokument na kolana i przyłożył dłoń do twarzy, jakby się nad tym głęboko zastanawiał, a w gruncie rzeczy po prostu próbował panować nad kącikami ust. Wolał zobaczyć reakcję Erika na ten dokument i sprawę, zanim wyjawi przed nim, ze faktycznie cała ta sytuacja jest raczej absurdalną kwintesencją papierologii i urzędnictwa.
- Nie czuję wyrzutów sumienia z tego powodu, w końcu odmówiłeś kawy, więc pozostaje mi zapytać o te lepsze sposoby. - nie odpuścił, filuternie obracając twierdzenie w pytanie. Słysząc wyjaśnienia Erika na temat dynamiki i 'życzenia' bycia potraktowanym dominująco, z początku uniósł niejako brwi, bardzo delikatnie, ale wystarczajaco, aby pozwolić sprawnemu obserwatorowi wyłapać pewne zawahanie, być może zdziwienie podszyte konsternacją. Nie był pewien w jaki sposób zaadresować słowa, jakie przetaczały mu się przez głowę, jak odgonić od nich emocje i przedziwną, kłębiącą się w klatce piersiowej satysfakcję. Miękko wypowiadane przez Longbottoma, w neutralnym tonie, słowa przepływały przez jego umysł, pozwalał im zalegać w jego zakamarkach, możliwe, że zbyt lekkomyślnie, ale teraz nie chciał jeszcze o tym myśleć.
Upił odrobinę herbaty z filiżanki, gdy odłożył srebrną, zdobioną grawerowaniami łyżeczkę na talerzyk.
- Czyli rozumiem, że wolałbyś się wymieniać posiadaniem kontroli? - zapytał w końcu, ale nie miał zamiaru na tym skończyć - Co wydaje się stosunkowo dobrą opcją w wypadku funkcjonowania w dwustronnie odwazjamnianej relacji. Posiadanie kontroli, jak i bycie kontrolowanym przez zbyt długi czas wydaje się dość męczącym konceptem, nawet jeżeli w oczach większości to pierwsze jest pożądane. - przeszedł gładko z podtekstu, który utrzymał tylko w pierwszej części wypowiedzi, do całkiem innego konceptu, a być może wcale nie? Niektórzy potrudziliby się o teorię, że ludzie, którzy w życiu zawodowym mają na sobie dużo odpowiedzialności lubią spuszczać z siebie powietrze w różne sposoby w innych sferach, w których ich dominacja nie istnieje, a wręcz jest miażdżona, na życzenie, oczywiście.
- Kontrola i dominacja niosą za sobą odpowiedzialność, z której większość nie zdaje sobie sprawy. Dobrze jest marzyć o wysokim stanowisku, przyjemnie jest myśleć o jego zaletach, ale najczęściej ma ono tyle samo, jeżeli nie więcej, wad. Ale tak, wracając do punktu wyjściowego, zaskakująco pozytywnie myśli mi się o tym, że ktoś miałby 'przewodzić' zamiast mnie, ale to też raczej kwestia osoby niż samego faktu tej myśli. Nie oddałbym komuś pałeczki nie wiedząc, ze jest odpowiednią i zaufaną osobą. - chciał odchrząknąć, ale się powstrzymał. Nie był pewien dwuznaczności swoich słów, wiedział, ze w sferze logicznego i analitycznego myślenia mają one dużo sensu, ale nie mógł pozbyć się myśli, że używając przenośni opisu niepozornej relacji tego typu zagłębia się w swoje własne potrzeby i to, czego wymagałby od... nie, nie będziesz szedł w tą stronę, jesteś w pracy, skarcił się w myślach i przywołał na twarz neutralniejszy wyraz twarzy, aby pozbyć się wcześniej przedzierajacego się przez natłok myśli skonsternowania.
Taksował drugiego mężczyznę spojrzeniem spod lekko przymrużonych powiek, nie chciał być posądzony o gapienie się, ale odwracanie wzroku byłoby niegrzeczne, musiał zachować harmonijny balans w tej sytuacji, nawet jeżeli postać Longbottoma przysparzała go o pozytywne myśli, którymi nie powinien zajmować się w gmachu Ministerstwa. Nigdy nie można być pewnym, kto będzie chciał zajrzeć ci do głowy, a to miejsce było pełne ludzi o różnych zamiarach. Erika nie posądzał o nic takiego, ten zbyt klarownie wykładał karty ze swoimi poglądami i faktycznymi odczuciami, aby Elliott przypisywał mu złe intencje, ale nigdy nie można być pewnym, kto wejdzie do gabinetu lub na kogo trafi się na korytarzu.
Skinął lekko głową pokazując, że rozumie dlaczego rozmówca wybiera przyjście do pracy od odpoczynku, acz nie chciał ciągnąć tego tematu. Zdawał sobie sprawę, że jego własne skupienie na pracy wiąże się też z byciem niezadowolonym w życiu prywatnym, no, przynajmniej nie tak szczęśliwym jakim chciałby być. Było za wcześnie, aby prowadzić swe myśli na meandry tego typu kwestii.
- Powinniśmy w końcu zaplanować wspólne spotkanie, za każdym razem wpadamy na siebie raczej kierowani przypadkiem, a nie faktycznym zamiarem. - przyznał, ale nie chciał być decyzyjną osobą w tej kwestii, zwyczajnie z powodu konwenansów. Byli w pracy, mimo luźności tej rozmowy omawiali też sprawy zawodowe, a z Erikiem byli dobrymi znajomymi, ale Elliott nie chciał wychodzić poza granice przyzwoitości. Niby nie było nią wcale zaproszenie kolegi z pracy na obiad, kolacje, drinki, wspólny wypad na wieś czy inne tego typu sprawy, ale dla Malfoya takie rzeczy rysowały się pod linią swoistego tabu, z powodu preferencji jakie miewał do ludzi, do których ich mieć nie powinien. Pozostawał, więc bardzo ostrożny w tym obszarze, zwłaszcza gdy stał na gruncie pracowniczym.
Nie mógł powstrzymać się przed chęcią rozwijania z Erikiem większości tematów, chciał usłyszeć, co drugi mężczyzna ma do powiedzenia i to było też głównym faktorem przyciągającym go w jego stronę. Po latach wyćwiczonych konwersacji, ozdobnych, grzecznościowych pytań, na których podstawie zbudowane było jego małżeństwo, które i tak już dawno spisał na straty, łapał się nawet najmniejszych oznak zainteresowania, jakie ktoś mu okazywał, zwłaszcza w sferze, w której wcześnej tego nie doświadczył. Jego konwersacje z Perseusem mogły być satysfakcjonujące, żartobliwe przede wszystkim i poprawiające humor, ale skłamałby, gdyby powiedział, że ich przeszła relacja nie opierała się na fizyczności i pewnego rodzaju zrozumienia w przymusie ukrywania się, narzekania na los. Simone z kolei nigdy nie wydawała się prawdziwa, jej uczucia były warunkowe, a jego własne oparte na złudzeniach. Zainteresowanie jakie wzbudzał w nim Longbottom było inne, bardziej czyste, nie noszące płachty lawirowania między sprawdzaniem każdej kolejnej granicy.
- Brak kawy nie utrudnia mi aż tak pracy, bo do jej parzenia głównie się nadawała - odparł mrukliwie, bo nie chciał wyjść na aż takiego dupka, jakim faktycznie był. Nie mógł się jednak powstrzymać i uniósł szybko brwi formując usta w kreskę, chcąc tym wyrazem twarzy wyrazić swoją opinię na temat zdolności oraz kompetencji zwolnionej już kobiety.
Sięgnąwszy po dokumenty, które wcześniej odebrał od byłej pracownicy przejechał oczami po tekście, tym razem mniej pobieranie niż wcześniej odpowiadając na kolejne dwie wypowiedzi Longbottoma mrukliwymi przytaknięciami, aby pokazać mu, ze wciąż słucha, ale też chciał zapoznać się z dokumentem, którego wcześniej nie widział.
- 'Prosilibyśmy więc, w najbliższym czasie rozważyć propozycję zamontowania na sposobie transportu brygady kogutów, co byłoby niezmiernie pomocne w realizacji pracy jej członków'. - uniósł brwi i spojrzał na Longbottoma, stosunkowo poważnie, chociaż w środku niesamowicie bawiła go ta sytuacja. Mężczyzna zdawał się nie być pewny od samego początku, co znajduje się w czytanym przez Malfoya wniosku, więc tez nie można było go winić za prośby, jakie nie wyszły spod jego pióra.
Czytał dalej.
- Widzę wzmiankę o mundurach - napomknął - Tak jak uniformy rozumiem w pełni, bo nie chcemy przecież, aby komukolwiek z was stała się krzywda i wszelkie zapobieganie takim sytuacjom jest warte każdych pieniędzy, narażacie w końcu życie w imię bezpieczeństwa nas wszystkich, tak ... - próbował się nie roześmiać, więc wyraz jego twarzy mógł wydawać się conajmniej niepokojący; zmarszczone brwi i napięte mięśnie szczęki podtrzymywały rozmówce w niepewności z tym, z czym miałby się spotkać za chwilę, zwłaszcza po krótkim przedstawieniu przed gabinetem - Tak nie jestem pewien co właściwie miałyby wnosić koguty. Hałas? I właściwie w jaki sposób by je przymocować? Do mioteł? Do... mundurów? - tutaj odłożył dokument na kolana i przyłożył dłoń do twarzy, jakby się nad tym głęboko zastanawiał, a w gruncie rzeczy po prostu próbował panować nad kącikami ust. Wolał zobaczyć reakcję Erika na ten dokument i sprawę, zanim wyjawi przed nim, ze faktycznie cała ta sytuacja jest raczej absurdalną kwintesencją papierologii i urzędnictwa.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦