03.01.2024, 00:18 ✶
Zadarł głowę do góry, patrząc jej prosto w oczy i uśmiechnął się szerzej.
- Mhm, a jednak to robisz - zauważył. W kontekście tego jak szelmowsko miał uniesione kąciki ust i jakiego tonu użył, miało to zadziorny, nieco flirciarski wydźwięk. Wiedział, że trochę odwróci to uwagę dziewczyny od zdarzenia sprzed chwili, a musiała powoli przestawać tym żyć. Mijały kolejne sekundy, zaraz miną minuty, godziny, dni, miesiące... Jakiś obraz tej sytuacji bezpowrotnie odciśnie się w jej psychice, pewnie będzie myślała o tym dzisiaj przed zaśnięciem, ale mógł rozluźnić ją teraz, chociaż na krótki moment. - Słodko - dodał, nie precyzując, czy mówił o je zachowaniu, czy o zgodzie na palenie. Przywykł do tych zgód kiedy chodziło o większość miejsc publicznych, ale to była w końcu pracownika alchemika - nie miał pojęcia, czemu służyły wszystkie te wywary, czy ich opary były w jakiś sposób szkodliwe, jednak skoro jego pracownica powiedziała, że mógł, to zapalił. Potwierdziło się to o magii bezróżdżkowej, bo fajkę odpalił pstryknięciem palców, a konkretniej - wykształtował nim snop iskier. - Byliby, ale chuj ich wie. Wolałbym jednak najpierw posprzątać. Może to ty powinnaś usiąść? Zajmie mi to tylko chwilę. - To powiedziawszy, wstał i naprawdę wskazał jej to krzesło, bo widział, jak jest rozedrgana. Zachęcił ją do tego, żeby usiadła i pogładził ją po włosach, po czym niezależnie od jej decyzji przeszedł się do pomieszczenia, w którym doszło do potyczki. Tym, co sprzątał Crow, były resztki proszku i zamontowanych mechanizmów. Darował sobie zajmowanie się półką, bo ani to nie była jego sprawa, ani kompetencja. Wszystkie komponenty wcisnął do woreczka ze skóry wsiąkiewki, a następnie przypiął go sobie do paska. To była ta sama sakiewka, którą zgubił przy ich przedostatnim spotkaniu... - Już. - Poinformował ją. - Ah nie, jeszcze to. - Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej maleńką kuleczkę, do złudzenia przypominającą złoty znicz. Nie tłumacząc idącego za tym celu, schylił się i upuścił ją tak, żeby potoczyła się pod jeden z nietkniętych regałów. Po tym odwrócił się do Aveliny i podał jej swoją otwartą dłoń.
- Mhm, a jednak to robisz - zauważył. W kontekście tego jak szelmowsko miał uniesione kąciki ust i jakiego tonu użył, miało to zadziorny, nieco flirciarski wydźwięk. Wiedział, że trochę odwróci to uwagę dziewczyny od zdarzenia sprzed chwili, a musiała powoli przestawać tym żyć. Mijały kolejne sekundy, zaraz miną minuty, godziny, dni, miesiące... Jakiś obraz tej sytuacji bezpowrotnie odciśnie się w jej psychice, pewnie będzie myślała o tym dzisiaj przed zaśnięciem, ale mógł rozluźnić ją teraz, chociaż na krótki moment. - Słodko - dodał, nie precyzując, czy mówił o je zachowaniu, czy o zgodzie na palenie. Przywykł do tych zgód kiedy chodziło o większość miejsc publicznych, ale to była w końcu pracownika alchemika - nie miał pojęcia, czemu służyły wszystkie te wywary, czy ich opary były w jakiś sposób szkodliwe, jednak skoro jego pracownica powiedziała, że mógł, to zapalił. Potwierdziło się to o magii bezróżdżkowej, bo fajkę odpalił pstryknięciem palców, a konkretniej - wykształtował nim snop iskier. - Byliby, ale chuj ich wie. Wolałbym jednak najpierw posprzątać. Może to ty powinnaś usiąść? Zajmie mi to tylko chwilę. - To powiedziawszy, wstał i naprawdę wskazał jej to krzesło, bo widział, jak jest rozedrgana. Zachęcił ją do tego, żeby usiadła i pogładził ją po włosach, po czym niezależnie od jej decyzji przeszedł się do pomieszczenia, w którym doszło do potyczki. Tym, co sprzątał Crow, były resztki proszku i zamontowanych mechanizmów. Darował sobie zajmowanie się półką, bo ani to nie była jego sprawa, ani kompetencja. Wszystkie komponenty wcisnął do woreczka ze skóry wsiąkiewki, a następnie przypiął go sobie do paska. To była ta sama sakiewka, którą zgubił przy ich przedostatnim spotkaniu... - Już. - Poinformował ją. - Ah nie, jeszcze to. - Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej maleńką kuleczkę, do złudzenia przypominającą złoty znicz. Nie tłumacząc idącego za tym celu, schylił się i upuścił ją tak, żeby potoczyła się pod jeden z nietkniętych regałów. Po tym odwrócił się do Aveliny i podał jej swoją otwartą dłoń.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.