Bezsensowna przemoc zawsze go obrzydzała i uznawał ją za sygnał słabego charakteru, więc fakt, że Bulstrode nie użyła ani nie zasugerowała nawet naznaczenia kamiennego ciała ostrzem, aby potwierdzić krwawienie, zaznaczył się bardzo pozytywnie w umyśle Longbottoma. Przez chwilę wrócił myślami do ich rozmowy z początku konfliktu z Voldemorte. Rozumiał potrzebę przemocy, nawet pewność, że czasami musi zostać wykorzystana dla wyższego dobra. Krew musi przelać się, aby zaspokoić bogów wojny, aby odeszli i nie wzniecili więcej popiołów oraz kurzu pól bitewnych. Przemoc była banalna. Mógłby zapytać każdego pięciolatka, jak zadać ból, jak zabić nawet i dostać pięćdziesiąt różnych odpowiedzi. To dobro i łagodność wymagały poświęceń, to wybór stanięcia po drugiej stronie stanowił coś chlubnego, coś w co należało włożyć wysiłek.
Zaciągnął się papierosem, odchylił głowę odsłaniając jabłko Adama, kryształ zabrzęczał o srebrny łańcuszek, jakby delikatny sygnał na rozpoczęcie modłów u leśnej pani. Ty jesteś siewna, ty polem szumisz, rankiem po rosie chodzisz, ty jesteś panna polna, ty jesteś łąkowa szeptał modlitwę, wzywając duchy tego miejsca do siebie, aby szeptały mu przyszłość. Zwykle wzywał do tego planety, wróżąc pod patronatem gwiazd i energii komicznych, silnych patronów, jak Wenus czy Jowisz, jednakże tutaj, w środku lasu swoje miejsce miała inna moc. I to ona najbardziej wpływała na posąg przed nim, więc to jej się kłaniał.
— Obie brzmią strasznie, lecz jak calkowita śmierć. To co przed nami jednak nie. Jedno jest pewne, nie można tego tak zostawić. — Morpheus sprzeciwiał się bezsensownej przemocy, ale uważał, że jeśli dziewczyna cierpi i nie ma rozwiązania dla przekleństwa, które zmienia ją w kamień, pozostaje tylko jedna rzecz. Zadanie jej ostatecznej śmierci poprzez przebicie jej serca lub dekapitację. Znkszczenie posągu, aby uwolnić jej serce, duszę i umysł od cierpienia.
Kolejny wdech sinego dymu papierosowego, aby uziemić się w chwili, jak kadzidło unoszone z ofiary do nieba dla hebrajskiego Boga. Zgasił niedopałek o ziemię i schował resztki do papierośnicy. Nie zamierzał śmiecić, już zwłaszcza nie, gdy miał wejść w interakcję z duchami tego miejsca w trakcie dywinacji. Czuł ciepło suchej trawy, bzyczenie owadów, promienie słońca , wszystko czego nie czuła Dafne.
Gwiazdo zaranna, przewodniczki łodzi, tonie wieczory śpiew rodzi łąka, gałązko ciszy ugornej, pąko wierzbiny drżąca słońcem na wietrze sinym. Ty jesteś kwietna, tyś jest przedziwna, pod zmierzch wieczorna, a rankiem zaranna, ty jesteś wzniosła jak góra. Przyjdź do mnie i pozwól mi wejrzeć w to dziecię. Gdy pierwszy raz patrzyło się na Morpheusa, gdy rzeczywiście wieszczył, całym sobą, zdawało się niemal, że jest połowicznie niematerialny, jakby rozmywał się na brzegach.
Zawiesił wahadełko pomiędzy palcem wskazującym i kciukiem i patrzył przez kryształ na skamieniałe dziewczę. Skrzywiony obraz polerowanego kwarcu odkształcał świat i samą Dafne, wahadełko kręciło się wzburzone ruchami ręki. Morpheus jakby sam zmienił się w posąg, zastygł, ani jeden mięsień jego ramienia nie drgnął. W końcu, gdy się odezwał, brzmiał nieco jak zza zaświatów, jakby zupełnie ktoś inny siedział na łące, nie Longbottom.
— O nici przyszłości, odpowiedzcie mi. Północ-południe tak, wschód-zachód nie, okrążenia to nie ma odpowiedzi w zakresie mojego pojmowania. O nici przyszłości, odpowiedzcie mi. Czy istnieje sposób, aby uwolnić to dziewczę?
Północ