Na twarzy Aveliny nadal igrało rozbawienie, ale była też zmartwiona, więc złapała w dłonie poduszkę, którą rzuciła w nią Olivia i odrzuciła ją gdzieś na bok na jakiś mebel przyjmujący w swoje ramiona poduszki. Obserwowała uważnie to jak wygląda ten kaktus, sprawdzała, czy wyrasta jej z środka głowy, ale nie chciała próbować go wyrywać, bo co jeśli wrósł w mózg i mogłaby tym zabić Quirke. Nie powiedziała tego głośno, ale na samą myślami wzdrygnęła się niepewnie. Znała tylko jedną osobę, która była idealna w zaklęciach, ale z tą osobą nie chciała rozmawiać, nie chciała go prosić o pomoc, więc wolała się tym zająć sama. Skrzywiła się lekko, gdy Olivia powiedziała jej o nowcyh kosmetykach.
– Świeżość kwiatów kaktusa, tak? – mruknęła. No, faktycznie. Kwiaty kaktusa były, ale niekoniecznie konsumentki pragnęły go mieć na głowie. Chyba naprawdę marny alchemik nad nimi pracował. – Wzięłam ze sobą eliksiry leczące, a nie zabijające kwiaty na głowie. Mogłaś mi opisać sytuacje to bym wzięła coś na zabijanie chwastów. Kaktusa też idzie ususzyć. Masz tutaj coś do ususzania kwiatów, korzeni innych takich roślin? – czasami potrzebne były ususzone rośliny, więc nie raz posługiwała się wywarem suszącym, aby przyspieszyć proces – jak to nie pomoże to może jakieś zaklęcie usuwające takie problemy? Tylko ja nie chce ryzykować. Nie jestem dobra w zaklęciach, a teraz stresuję się, że zrobię ci papkę z mózgu. Wolałabym eliksiry, które nie działają na ludzką skórę. Do zaklęć jedyna osoba jaka mi przychodzi to Stanley i… – zawiesiła głos, wiedząc, że jak powie to imię to oberwie czymś twardym w głowę – Augustus… wiemcoonimmyślisz – krzyknęła szybko i odsunęła się od przyjaciółki – ale on naprawdę jest dobry w zaklęciach. Możesz o nim myśleć, co chcesz, ale tego nie można mu odebrać – wytłumaczyła. – Jest jeszcze Brenna, ale ona wiecznie siedzi w pracy, więc nie wiem, czy znalazłaby czas – mówiła dużo, ale przy Olivii zawsze taka była – Słuchaj, najpierw spróbujemy eliksirem, a jak to nie zadziała to, coś się wymyśli – westchnęła ciężko.