22.11.2022, 22:30 ✶
Pożądanie zasnuwało umysł winetą słodkiego zamroczenia, gdy wpijał się w jej usta mocniej, głębiej, starając się zapanować nad pożogą namiętności palącą jego wargi. Gardził Lorettą, a jednocześnie jej pragnął, chciał zadawać jej ból i nie wypuszczać z ramion. Ranić ją i zarazem nie pozwalać skrzywdzić nikomu. Należała do niego - na wyłączność - i nie zamierzał dłużej znosić zdecydowanie zbyt długich spojrzeń rzucanych jej przez innych mężczyzn; chciał ją naznaczyć, tak, jak naznacza się bydło. Przypieczętować jej los i uczynić siebie jego panem.
Nie spodobały mu się wątpliwości wpełzajace na jej lico; zignorował je, choć niepokój wbijał się boleśnie pod skórę. Jeszcze będzie triumfował, jeszcze będzie mu posłuszna!
— Już — odparł miękko, obdarzając Lorettę kolejnym pocałunkiem, tym razem figlarnie złożonym na nosie czarownicy — Jeszcze tego lata. Wyjdziemy w podróż poślubną do Grecji, będziesz cały miesiąc kąpać się słońcu nad brzegiem Adriatyku i jeść oliwki. A potem — urwał z tajemniczym uśmiechem, odgarniając kosmyki niesfornych włosów za ucho — A potem zamieszkasz ze mną w domu, który kupię nam przed ślubem. Będzie miał ogród, w którym biegać będą nasze dzieci i dużo okien, przez które wpadać będzie światło do twojej pracowni. Nie tego pragniesz, Loretto?
Celowo wspomniał o dzieciach, wiedząc, jakie zdanie ma narzeczona na temat powiększania rodziny. Liczył, że pojawienie się na świecie potomka - nawet jeśli doprowadzić miałby do tego siłą lub podstępem - uczyni pannę Lestrange mniej kokieteryjną, za to skupioną na domowym ognisku. Że wtedy uczyni ją mniej atrakcyjną dla innych mężczyzn, za to całkowicie zależną od niego.
— Ja ciebie też, Lori — skłamał gładko, patrząc jej przy tym w oczy. Nie kochał jej. Chciał ją mieć. Chciał ją kontrolować. Ale jej nie kochał. On nie wiedział czym jest miłość.
— Wracajmy — rzekł wreszcie, wyswobadzając się z objęć jej wiotkich ramion — Czekają na nas.
Nie spodobały mu się wątpliwości wpełzajace na jej lico; zignorował je, choć niepokój wbijał się boleśnie pod skórę. Jeszcze będzie triumfował, jeszcze będzie mu posłuszna!
— Już — odparł miękko, obdarzając Lorettę kolejnym pocałunkiem, tym razem figlarnie złożonym na nosie czarownicy — Jeszcze tego lata. Wyjdziemy w podróż poślubną do Grecji, będziesz cały miesiąc kąpać się słońcu nad brzegiem Adriatyku i jeść oliwki. A potem — urwał z tajemniczym uśmiechem, odgarniając kosmyki niesfornych włosów za ucho — A potem zamieszkasz ze mną w domu, który kupię nam przed ślubem. Będzie miał ogród, w którym biegać będą nasze dzieci i dużo okien, przez które wpadać będzie światło do twojej pracowni. Nie tego pragniesz, Loretto?
Celowo wspomniał o dzieciach, wiedząc, jakie zdanie ma narzeczona na temat powiększania rodziny. Liczył, że pojawienie się na świecie potomka - nawet jeśli doprowadzić miałby do tego siłą lub podstępem - uczyni pannę Lestrange mniej kokieteryjną, za to skupioną na domowym ognisku. Że wtedy uczyni ją mniej atrakcyjną dla innych mężczyzn, za to całkowicie zależną od niego.
— Ja ciebie też, Lori — skłamał gładko, patrząc jej przy tym w oczy. Nie kochał jej. Chciał ją mieć. Chciał ją kontrolować. Ale jej nie kochał. On nie wiedział czym jest miłość.
— Wracajmy — rzekł wreszcie, wyswobadzając się z objęć jej wiotkich ramion — Czekają na nas.