– Marta potem oblała go wodą z kibla – odparła przypominając sobie do zdarzenie. Jej twarz zrobiła się bardziej rumiana, gdy przypomniało jej się jak wepchnął ją do jednej z kabin chowając się przed Irytkiem, ale tego nie powiedziała Olivii, aby ta nie dostała większej dawki zawału – Teraz jak sobie pomyślę, to te wszystkie eliksiry zaczęłam robić… dzięki niemu – westchnęła ciężko, a duch dziewczynki odrzucił spaloną zapałkę totalnie ignorując słowa Olivii i odpalił kolejną zapałkę. Dziewczyny ponownie poczuły ból głowy, a otoczenie się ponownie zmieniło. Były teraz w szkolnej szklarni, była noc, a Avelina była o dwa lata starsza. Przed nią stał Rookwood, a za nią Lorraine Malfoy, która wydała z siebie przeraźliwy pisk zaraz po tym jak Augustus się odezwał.
– No proszę... Dwie przerośnięte larwy na grządkach. Psorka zielarstwa nie będzie zadowolona takim obrotem spraw – zadrwił Augustus. Był wtedy na siódmym roku nauki, na zewnątrz szklarni padał śnieg, a Avelina miała zdecydowanie mało zadowoloną minę.
– Odezwała się glista – mruknęła patrząc w jego oczy. – Co tam ten twój mały móżdżek wymyślił, Rookwood? – podeszła do niego nie spuszczając z niego swojego spojrzenia. Dorosła Avelina złapała Olivie za nadgarstek i cicho parsknęła przyglądając się minie Augustusa, który zdecydowanie wyglądał na zarozumiałego i wściekłego, że Paxton odważyła się mu tak odpowiedzieć. Malfoy niestety zareagowała tego dnia cholernie nie rozważnie i rzuciła w Augustusa doniczką, ten zdążył jednak zareagować i wytworzyć niewidzialną ścianę chorniąc tym samym siebie i Aveline przed niebezpieczną sytuacją.
– Waż się ze słowami, Paxton. Za brak szacunku do Prefekta również są przewidziane punkty ujemne, a jak podkreślę psorce, że miała tu miejsce KRADZIEŻ, to z tych moich niewinnych dziesięciu punktów zrobi się CO NAJMNIEJ sześćdziesiąt – odparował na zaczepkę Aveliny. – Dwie na jednego?
– Oh, Rookwood ty też uważaj – odparła nie odrywając oczu od jego własnych. Augsutus był chyba jedyną osoba, której nie bała się wtedy patrzeć w oczy.
– Nie, dzięki, Rookwood – nie pochlebiaj sobie fantazjami o jakichś chorych trójkątach – ta doniczka to nie był atak na twoją prefekciarską godność, po prostu straszna ze mnie niezdara – odezwała się Lorraine.
– Jesteś kretynką, Malfoy. Żaden chłopak by cię nie tknął, a tym bardziej ja. Do pięt mi nie dorastasz i widzę, że jesteś tego świadoma – Avelina doskonale pamiętała tamten dzień. Była zła na Augustusa, że powiedział o Lorraine w taki sposób. Co to w ogóle miało znaczyć? Kto miałby chcieć tknąć trzynastolatkę?
– Rookwood! – syknęła na niego. – Miejże trochę godności człowieku! – warknęła i podeszła do niego wbijając mu palec w klatkę piersiową.
Wspomnienie rozwiało się, a dziewczyny znowu wróciły do uliczki. Zapałka się wypaliła, a Avelina poczuła ulgę. Miała nadzieję, że to był koniec krzątania się po jej wspomnieniach.
– Dostałam wtedy szlaban – mruknęła ciężko i spojrzała na Olivie, która zapewne jeszcze bardziej zrówna z błotem Augustusa, ale Avelina od zawsze miała z nim właśnie taki układ.