Avelina czuła podekscytowanie, gdy Nora zaprosiła ją do siebie. Lubiła z nią spędzać czas, a robienie przetworów brzmiało naprawdę spokojnie i przyjemnie. Nie było tam zdecydowanie rozkołatanego serca z powodu jakiegoś mężczyzny, strachu, że zrobi się coś głupiego i nieodpowiedniego, ani atakujących w ciemności wampirów. Wyglądała tak jak zawsze, włosy miała spięte luźno nad karkiem w kitka, aby jej nie przeszkadzały, na siebie założyła jasną koszulkę na ramiączku i spódnice do kolan w granatowym odcieniu, była luźna i zwiewna, a na stopy wcisnęła mugolskie trampki. Wzięła ze sobą dwie skrzynki słoików w razie, gdyby było ich za mało. Lewitowały tuż za nią jak kiedyś w szkole multum książek. Zapukała na drzwi i uśmiechnęła się ciepło do Norki natychmiast ją przytulając.
– Hej – przywitała się i zerknęła na ten rozgardiasz w kuchni. Zaśmiała się cicho i przelewitowała skrzynki ze słoikami w jakiś kąt pomieszczenia, gdzie była pusta przestrzeń. – Rzeczywiście – trąciła ją lekko bokiem w biodro i puściła oczko – Damy radę. Tutaj mam kilka słoików – wskazała skrzynki jakby to nie było oczywiste. Wyjęła ze swojej torby swój biały fartuszek z kwiatowymi zdobieniami i naciągnęła go na siebie. – Masz już jakiś plan, czy trzeba go stworzyć? – zapytała przyglądając się owocom, które stały na podłodze w skrzynkach – Ja bym proponowała najpierw zabrać się za truskawki – wyszczerzyła się z filuternym uśmiechem przyglądając się im z delikatną dozą pożądania. Uwielbiała truskawki, co Nora zapewne wiedziała i nachętniej by się do nich dobrała w inny sposób niż tworzenie jakiegoś dżemu, czy kompotu.
– Wzięłam ze sobą wino od wujka – zerknęła na nią z uśmiechem – Gdzie masz Mabel? – rozejrzała się dookoła szukając małego psotnika, ale nigdzie jej nie dostrzegła.