Avelina z przyjemnością wsłuchiwała się w głos Brenny, bo była przeszczęśliwa, że nie musiała sama ciągnąć rozmowy. Longbottom świetnie sobie z tym radziła, a ona sama mogła skupić się na obliczeniu, zanotowaniu i ponownym sprawdzeniu wszystkich końcowych formalności w swojej pracy. Lubiła jak Brenna wpadała do niej i mówiła. Paxton czuła się wtedy przydatna i mniej samotna. Sama nie była pewna jak spędzi te święta. Nie wiedziała, czy jej rodzice zdążą wrócić ze swoich podróży, więc nie była pewna, czy będzie miała w ogóle ochotę na spędzenie czasu z kimkolwiek. Kupiła już prezenty dla swoich rodziców, bliskich znajomych i przede wszystkim dla Mabel oraz Norki. Nie były to jakieś bogate prezenty, bo nie należała do osób szczególnie bogatych. Wysłała już też prezenty dla swoich dziadków na wsi, aby mieć pewność, że dotrą, a że musiała to zrobić za pomocą mugolskiej poczty to wolała to zrobić odrobinę wcześniej.
– O, też bym się wybrała do Miodowego Królestwa, kupiłabym trochę słodyczy dla Mabel i innych pociech z mojej rodziny – uśmiechnęła się lekko. Nie chciała się wpraszać na wspólny wypad, ale jednocześnie jeśli będzie sytuacja, że obie będą się tam wybierać to mogą to zrobić razem. – Jakbym mogła to podarowałabym ci swoje godziny. Mam wrażenie, że mam czasu za dużo – to fakt. Avelina nie żyła zbyt intensywnie. Dużo czasu spędzała w pracy, prawie z niej nie wychodząc. W tym roku szef zmusił ją praktycznie do tego, aby wzięła wolne na tydzień świąteczny, aby wypoczęła, bo jego żona jedzie do sanatorium, więc on i tak nie będzie miał co robić. Avelina nie chciała tyle wolnego, bo nigdy nie wiedziała, co mogłaby z tym czasem zrobić. Zapisała się już na jakiś kurs, ale będzie trwał tylko dwa dni po trzy godziny, więc to też niewiele. – Jeśli potrzebujesz to mogę za ciebie zrobić jakieś zakupy lub takie drobne rzeczy, których nie musisz robić sama – zamknęła jedną szafkę na kluczyk, który wrzuciła do swojej torby.
– Nie, nie musisz mi pomagać – odparła i podsunęła jej pudełeczko z fiolkami, które zamówiła. – I nie mam pojęcia, czy rodzice wrócą na święta. Jak ostatnio dostałam od nich wiadomość to sami za bardzo nie wiedzieli, czy im się uda wrócić. – odparła drapiąc się w tył głowy i jeszcze raz sprawdzając, czy wszystko podliczyła, zamknęła i zapisała, ale raczej wszystko było gotowe. Sięgnęła po szary płaszcz i zaczęła go na siebie nakładać. – Chyba możemy się zbierać – odparła ściągając jedną stronę płaszcza, bo zapomniała wyjąć z rękawa czapkę i szalik.