Poczuła coś dziwngo w brzuchu, coś mrocznego, coś nieprzyjemnego, ale nie pokazała tego światu. Odwiedził przyjaciół ze szkoły. Wgryzła się w ostatni kęs kanapki i analizowała jego słowa. Przyjaciele ze szkoły. Czyżby chciał wrócić do życia w mieście? Poznawanie obcych ludzi w jej oczach było mało zobowiązujące, mało prawdopodobne, aby poszła sobie z cyrku za jakimś tam Laurentem. Ta znajomość miała być krótka, ale przyjemna. Na pewno jednak nie będzie do niego przecież chodzić codziennie. On miał swoje życie, a ona swoje. Lecz przyjaciele ze szkoły bywali na wieki, prawda? Takie miała przeświadczenie o szkole, bo to było jedną z tych zalet w takich miejscach: nowa wiedza, nowi przyjaciele na wieki. Co jeśli Felix już jej nie będzie potrzebować? Zostawi ją dla swoich przyjaciół ze szkoły? Na pewno byli od niej mądrzejsi i potrafili czytać. Chrząknęła cicho i zerknęła na niego tajemniczo, zagadkowo.
– Kim są ci przyjaciele ze szkoły? Poznałam ich? – zagadnęła, ot tak, bez zobowiązań, nie?
Ciekawiło ją to jacy byli, prawda? Wcale się nie martwiła, że Felix ją zostawi, nie? Zniknie dla swoich przyjaciół ze szkoły. Co to w ogóle za sformułowanie? Te dwa słowa grzęzły w jej ustach jak stara, czerstwa kanapka ze starym, mokrym pomidorem. Fuj.