Wiedziała, że może nie do końca tutaj pasować. Nie była już częścią drużyny, jednak póki co o niej nie zapomnieli, chociaż tyle dobrego. Była jakby pomiędzy, niby quidditch jeszcze kilka miesięcy temu był jej całym życiem, ale teraz była w zupełnie innym miejscu. Pogodziła się z tym, chociaż czasem brakowało jej nieco tej nieświadomości. Wszyscy tutaj wydawali się zupełnie nie przejmować tym, co działo się w Wielkiej Brytanii, jakby wcale nie mordowano teraz gdzieś jakichś niewinnych mugolaków. Na całe szczęście ona sama dostrzegła w miarę szybko to, co istotne jest w życiu, mimo młodego wieku i swoich przyzwyczajeń. Wszak dla większości osób była głupią celebrytką.
- Coś ty, to niezwykle fascynujące zajęcie, nawet nie wiesz ile osób jestem w stanie złapać jednego dnia, mało kto może mi dorównać. - Poczuła lekkie ukłucie, gdy Kyra się odezwała, nie dała jednak tego po sobie poznać, jakby w ogóle jej to nie ruszyło.
- Oj nie wiem, nie wiem, z tego, co widziałam to ojciec pracuje nad naprawdę świetnymi Kometami, jednak chętnie sprawdzę, czy faktycznie tak odlecę. - Obserwowała znajomą, kiedy ta przygotowywała alkoholową miksturę. Robiła to z ogromną pasją, widać było, że receptury nie są dla laików i to coś specjalnego. Trochę się bała, że faktycznie może na nią jakoś dziwnie zadziałać, ale sama tego chciała. Jeden drink jeszcze chyba nikogo nie zabił.
- Dzięki za ostrzeżenie. - Odpowiedziała, gdy wzięła drinka w dłoń. Przyglądała mu się dłuższą chwilę, po czym upiła niewielki łyk, żeby sprawdzić, czy faktycznie ma się czego bać.
- Widziałam, jestem teraz waszą największą fanką. - Oczywiście, kiedy miała czas to dokładnie tak było, tyle, że dosyć sporo pracowała i nie do końca zawsze była w stanie obejrzeć wszystkie mecze, ale Kyra nie musiała tego wiedzieć. Pewna była tego, że musiał to być bardzo efektowny manewr. - Za to Asher ostatnio jakby nieobecny, reszta wydaje się być w formie, czyżby zamierzał się przebranżowić jak ja? - Zapytała całkiem niewinnie.