Kaszel dziewczyny, zwrócił uwagę Richarda. Zaczęła przepraszać. Za co? Jeżeli drażnił ją zapach tytoniu, mogła powiedzieć. Nie wiedział, że miała uczulenie. Albo jej organizm był zbyt wrażliwy na ten zapach. Z biegiem lat, mogło się coś zmieniać, czego Richard mógł nie zarejestrować. Bądź, zostać niedoinformowanym.
Tylko spojrzał na bratanicę, po czym wziął gazetę, z zamiarem opuszczenia salonu, kiedy Margaret, poprawiła się na fotelu jak na damę przystało. Niczym posłuszne dziecko swojego ojca.
Potwierdził, nie zdradzając po sobie żadnych emocji. Przy niej, musiał grać. Udawać, że jest dobrze. Nie musiała wiedzieć wszystkiego. Dla jej bezpieczeństwa. Im mniej wie, tym lepiej.
Słuchając kolejnych słów, zdawało się, że bratanica potrzebuje porozmawiać. Była przecież sama przez parę tygodni. Robert dopiero wczoraj poświęcił jej więcej uwagi, zaraz jak wrócili i ogarnęli Henriettę. Pozwolił im na to. Potrzebowali tego. Richard nawet o najgorszym nie chciał myśleć, gdyby Robert miał nie wrócić.
Okres wakacji, kiedy przyjeżdżał ze swoimi dzieciakami, dawno minął. Nie był też częsty i nie był długi. Ale jako ojciec, nie chciał im też wszystkiego dosłownie odbierać. Jeżeli czegoś od nich oczekiwał, musiał coś dawać od siebie. To już jednak przeszłość a jego dzieci zaczęły już swoją karierę zawodową.
- Raczej nie na wakacje.Kolejny raz potwierdził. Margaret słusznie spostrzegła, że nie były to wakacje. Mieli jeszcze czerwiec a edukacja w większości szkół jeszcze trwała. Za wcześnie mówić już o wakacjach. Pobyt we Francji, nie uznałby do relaksujących wycieczek w swoim życiu.
Odłożył gazetę i sięgnął po popielniczkę. Usiadł na kanapie, aby Margaret mieć naprzeciwko. Słuchał jej, stopniowo wypalając papierosa. Rozmarzyła się, a on ją obserwował. Była zestresowana? Próbowała rozluźnić się? Sięgnęła do wspomnień i chęci powrotu do Hogwartu. Nawiązała do mijających szybko lat. Richard to zauważył. Po sobie i po Robercie. Im więcej lat im przybywa, tym bardziej widoczne są między nimi różnice jak na bliźniaki. Co z nimi robi stres, praca zawodowa i inne zobowiązania, działania. Gdyby ich postawić obok siebie, bystre oko dostrzegłoby tę jedną różnicę.
- Nie masz się czym przejmować. Margaret. Wychowywałem się tutaj, więc raczej oczekuję traktowania mnie jak członka rodziny a nie gościa z innej rezydencji.Pół żartem, pół serio. Ale nie oczekiwał, że będzie traktowany inaczej. Brat mu już raz powiedział po śmierci ojca, że to też jego dom. Mógł po nim poruszać się jak we własnym. Dlaczego miałoby być inaczej? Może przez rozmarzenie się, Margaret o tym na moment zapomniała? Albo w ten sposób wyraziła otwartą chęć porozmawiania?
- Tak nagle się rozmarzyłaś. Chcesz ze mną o czymś porozmawiać?
Zapytał, niczym dobry wujek, który wysłucha bratanicy. Umiał poświęcić komuś uwagę. Wysłuchać. Dać poczucie zainteresowania. Dorosła nawet młodzież potrzebuje czasami rady starszych nieco od nich osób. Może było coś, o czym nie mogła porozmawiać ze swoim ojcem?