• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent

[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#10
04.01.2024, 02:52  ✶  
Bywały dni, gdy Perseus desperacko wyciągał dłonie ku innym, błagając niemo, aby ktoś zdjął z niego ten bezlitosny, bezmierny ciężar, który osiadł na jego barkach i sprawiał, że musiał walczyć o każdy oddech, a nogi odmawiały posłuszeństwa i drżały, i uginały się pod nim. Aby ktoś otarł pot perlący się na jego czole i powiedział "dość już się natrudziłeś, pozwól, że teraz wezmę twój trud na siebie", aby otarł jego łzy i zapewnił go - nawet jeśli zapewnienie to miało być jedynie ułudą, maleńką kroplą wody dla umierającego z pragnienia umysłu - że wszystko będzie dobrze. Musiało być, był przecież jak kot; miał dziewięć nędznych żyć i zawsze spadał na cztery łapy.
Na koniec dnia to on był tym, który ratował zagubione dusze przed zatraceniem, brał na siebie ich brzemię, brudził się ich smolistymi duszami, aż w końcu jego własne dłonie zaczęły przypominać czerń kosmicznej próżni, gdzie nie było ani blasku słońca, ani światła gwiazd, jedynie nicość, zimna i okrutna. Brał na siebie ich udręki i wylewał w samotności morza łez. Brał na siebie ich troski i szedł, szedł do przodu, choć bolały go kolana i plecy, a droga była długa, kręta i wiodła pod górę; mijały lata tej mozolnej wędrówki, a szczyt nadal ukrywał się za woalem mgły i Perseus zaczął już podawać w wątpliwość to, że kiedykolwiek na niego dotrze.
Ale to była jego droga; jego własny szlak do przetarcia, cienka linia oddzielająca rzeczywistość od obłędu, po której manewrował ze sprawnością cyrkowego akrobaty (och, niekiedy czuł się jak bohater swojej własnej commedii dell'arte; odziany w przaśne szaty Arlekina, lecz z czarnymi łzami Pierrota, zabawiający gawiedź, nie zwracając uwagi na własne uczucia i potrzeby - był tylko komikiem, tym ekscentrycznym człowiekiem o osobliwym poczuciu humoru, który polewał dobre wino i śmiał się trochę za głośno), własna ścieżka, którą wybrał przed laty, gdy wszystko wydawało się łatwiejsze. Gdy nie wiedział jeszcze, że życie nie jest prostym sznurkiem, ani nawet kilkoma supełkami, lecz gordyjskim węzłem, a on nie miał miecza, by go po prostu przeciąć. Nie pozostawało mu więc nic innego, jak powolne rozsupływanie, kawałek po kawałku. Sam. Bo droga, którą podążał, była w gruncie rzeczy skazana na samotność.
Laurent w swej eteryczności jawił mu się jako anioł; nie zdziwiłby się, gdyby ten młodzieniec nagle rozpostarł swe skrzydła. Nie byłby również zaskoczony, gdyby okazało się, że zamiast nich istnieje tylko pozbawiony piór szkielet - w końcu nie na takie loty zostały skrojone. On miał szybować ku słońcu, nie spadać w spienioną kadź morskich fal jak Ikar; błyszczeć pośród Cherubinów i Serafinów, zamiast płakać, odtrącony przez niebiosa jak Lucyfer na płótnie Cabanela.
Myśli kotłowały się pod kopułą czaszki, boleśnie odbijały się od siebie w swej sprzeczności, ocierały o siebie w nieprzyjemny sposób, wydając przy tym zgrzyt.
Nie chciałem cię skrzywdzić, pomyślał. Musiałem wyznaczyć granicę, bo przeraziłeś mnie swoimi wcześniejszymi słowami. Zeszłej nocy nawiedził mnie sen, w którym miałem skrzydła jak noc; nie czarne, lecz pełne odcieni granatu, przetykane srebrzystymi nićmi gwiazd. Oderwały mnie od ziemi i poniosły ku górze, ponad dachy ludzkich domostw - widziałem Londyn z lotu ptaka i pozdrawiałem wrony, lecz kiedy wiatr zaniósł mnie nad Grimmauld Place, gdy dostrzegłem sylwetkę ojca bacznie obserwującego mnie z dołu. I już nie mogłem latać, i czułem, że spadam coraz niżej, i niżej, aż przed oczami miałem bruk. Wydaje mi się, że czuję to samo, co ty. Nie umiem sobie pomóc - nie chcę sobie pomóc - ale jeśli tylko mogę sprawić, że znów zaczniesz latać, podejmę się każdego trudu. Za ciebie i siebie. Za wszystkie nasze krzywdy.
Notował, starając nie dać nic po sobie poznać. Zachować kamienną twarz, panować nad mową ciała, starać się wypaść jak najbardziej neutralnie - tego go uczono i tego kurczowo się trzymał. Ale co, na boga, miał zrobić, jeśli serce boleśnie kurczyło się na widok tego chłopaka? Co, jeśli widział w nim siebie sprzed lat? Czy próba ocalenia Laurenta mogłaby być jakąś formą autoterapii?
— Od jak dawna nawiedzają pana te myśli? W jakich sytuacjach dochodzi do ataków paniki? Czy poza problemami z oddychaniem występują jeszcze jakieś inne objawy? Czy czuje pan, że zbliża się atak? — krótkie, treściwe i medyczne pytania, na których to odpowiedzi notował w notesie, a potem spojrzał na Laurenta z troską w oczach, którą tak usilnie stawał się ukryć. Była nieprofesjonalna. Z troski rodziło się paternalistyczne podejście do pacjentów. Z paternalistycznego podejścia rodziło się przywiązanie. A przywiązanie sprawi, że będą cierpieć obaj.
Ale nie mógł go przecież zostawić. Miał w sobie za dużo miłości względem ludzi i świata, tak skrzętnie skrywanych pod maską zblazowanego arystokraty odzianego w czerń.
— Pomogę odnaleźć panu drogę, panie Prewett. Nie będzie to miła przeprawa, przeczołgam pana przez pańskie najgorsze koszmary, obnażę najbardziej wstydliwe sekrety i dotknę najmroczniejszych zakamarków pańskiej duszy. Możemy się cofać i błądzić, może mnie pan w pewnym momencie nawet znienawidzić, ale zrobię wszystko, by przywrócić pańskiemu życiu blask. Czy jest pan na to gotowy?
Był tak delikatny, tak kruchy, jakby zaraz miał zniknąć. Nie chciał zadawać mu bólu, ale któregoś dnia zmusi Laurenta do otworzenia starych ran. Czy wytrzyma?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (11823), Perseus Black (10053)




Wiadomości w tym wątku
[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 31.10.2023, 00:05
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 16.11.2023, 13:38
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 16:35
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 28.12.2023, 22:33
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 30.12.2023, 00:53
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 02.01.2024, 02:12
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 02.01.2024, 12:43
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 02.01.2024, 22:28
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 03.01.2024, 00:31
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 04.01.2024, 02:52
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.01.2024, 13:46
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 04.01.2024, 21:21
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.01.2024, 23:36
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 06.01.2024, 22:40
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 07.01.2024, 14:04
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 05.02.2024, 14:19
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 05.02.2024, 19:23
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 21.02.2024, 00:29
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 19.03.2024, 17:31
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 03.04.2024, 20:12
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.04.2024, 00:19
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 08.06.2024, 21:46
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 09.06.2024, 14:17
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 13.06.2024, 11:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa