04.01.2024, 12:15 ✶
Morze, które ledwo chwilę wcześniej zmieniało się na oczach Heather, teraz znów było spokojne. Gdy wylądowała, fale co rusz próbowały sięgnąć jej butów, ale poza tym nie działo się nic specjalnego. Coś chyba faktycznie zmąciło nieco jej zmysły, bo widziała rzeczy, jakich widzieć nie powinna, ale też nic nie było tak, jak w opowieści Charliego. Nie czuła żadnego przymusu, aby wejść pomiędzy fale. Nic nie opętało jej zmysłów. Wciąż myślała jasno, a wola Heather należała wyłącznie do niej.
Ciche nucenie, tym razem nie zmieniające jednak w żaden sposób świata przed jej oczyma, lecz wciąż jakieś przedziwne – trudno było uwierzyć, że człowiek może śpiewać w ten sposób – znów dobiegło gdzieś spomiędzy pobliskich skał.
Gdyby zdecydowała się tam zbliżyć, zobaczyłaby skrytego pomiędzy nimi chłopca. Niewiele starszego od niej, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Włosy miał czarne, wilgotne, częściowo pokryte piaskiem, a jego skóra również nie wyschła jeszcze, zwiastując, że niedawno zażywał kąpieli pomiędzy falami. To on nucił cicho, zapatrzony gdzieś na morze. Wyglądało i na to, że jest kompletnie nagi, okryty jedynie kocem… o ile to był koc? – niedbale narzuconym na biodra. Z jakichś powodów i ten koc, w kolorze bardzo ciemnej szarości, był wilgotny, jakby niedawno dopiero wyłowiono go z wody i jeżeli chłopak chciał się ogrzać, to wątpliwe, by to mokre okrycie cokolwiek mu dawało.
Usłyszał chyba kroki, bo przestał śpiewać i zwrócił spojrzenie ku Heather. Jeśli mężczyzna mógł być piękny, to on taki był, a wielkie oczy miały tę samą barwę, jaką tego dnia przybrało morze, przedziwną mieszankę odcieni niebieskiego i zieleni. Na jego wargach zaigrał uśmiech.
– Witaj.
Ciche nucenie, tym razem nie zmieniające jednak w żaden sposób świata przed jej oczyma, lecz wciąż jakieś przedziwne – trudno było uwierzyć, że człowiek może śpiewać w ten sposób – znów dobiegło gdzieś spomiędzy pobliskich skał.
Gdyby zdecydowała się tam zbliżyć, zobaczyłaby skrytego pomiędzy nimi chłopca. Niewiele starszego od niej, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Włosy miał czarne, wilgotne, częściowo pokryte piaskiem, a jego skóra również nie wyschła jeszcze, zwiastując, że niedawno zażywał kąpieli pomiędzy falami. To on nucił cicho, zapatrzony gdzieś na morze. Wyglądało i na to, że jest kompletnie nagi, okryty jedynie kocem… o ile to był koc? – niedbale narzuconym na biodra. Z jakichś powodów i ten koc, w kolorze bardzo ciemnej szarości, był wilgotny, jakby niedawno dopiero wyłowiono go z wody i jeżeli chłopak chciał się ogrzać, to wątpliwe, by to mokre okrycie cokolwiek mu dawało.
Usłyszał chyba kroki, bo przestał śpiewać i zwrócił spojrzenie ku Heather. Jeśli mężczyzna mógł być piękny, to on taki był, a wielkie oczy miały tę samą barwę, jaką tego dnia przybrało morze, przedziwną mieszankę odcieni niebieskiego i zieleni. Na jego wargach zaigrał uśmiech.
– Witaj.