Imię brata, w połączeniu z nazwiskiem, które obydwaj nosili, nie wpłynęły w żaden sposób na obraz. Wyglądał on wciąż w ten sam sposób. Znajdujące się za nim pomieszczenie nadal pozostawało niedostępne. Zabezpieczone. Na ile solidne były te zabezpieczenia? Ciężko było stwierdzić. Richard wiedział jednak, że brat tego typu kwestiami interesował się od dawna. Teraz zaś doszło do tego również pieczętowanie i starożytne runy.
Niezależnie od tego czy chciał się nadal zajmować obrazem, czy może odpuścić sobie, nie dane było mu podjąć tej decyzji na spokojnie. Jego rozważania zostały bowiem przerwane przez pojawienie się Selar. Poddenerwowana skrzatka, zdawała się szukać Mulcibera. W ramach tych poszukiwań, zajrzała do gabinetu.
- Panie Richardzie, kolacja jest już gotowa. - poinformowała.
Spojrzenie wyłupiastych oczu na moment zatrzymało się na obrazie, zaraz jednak stworzenie spuściło je na podłogę. Nie wolno przecież tak patrzeć. Głupia Selar, nie powinna się zanadto interesować sprawami państwa. Widzieć tego, co nie było przeznaczone dla jej oczu. Tylko co faktycznie zdążyła ona zauważyć? Jak dużo? Czy w ogóle rozumiała, co znajdywało się na ścianie?
Nie można było mieć w tym przypadku żadnej pewności. Skrzaty, choć niepozorne, nie były przecież tak znowu do końca głupie. Ojciec nie bez powodu powtarzał, że nie wolno było im w żadnym razie ufać. Niekiedy warto było kierować się tym, co powtarzał Francis. Bądź co bądź każdemu zdarzało się mieć od czasu do czasu racje.