04.01.2024, 19:48 ✶
Nie zwracała uwagi na kładące się do snu słońce, ani na indygo, które zostawiło za sobą nurkując za horyzontem. Raz po raz wodziła wzrokiem wzdłuż ognisk, gdy nagły ruch płomieni zwracał jej uwagę ku sobie, ale nie dopatrywała się weń kształtów, sylwetek przeznaczenia. Nawet kapłanki nie przyciągały spojrzenia - choć by odwrócić od nich oczy musiała się silić, to koniec końców ciągle wygrywała z pokusą. Ciekawiły ją ich gesty i ruchy, ich zamiary. Nie ich osoby; one blakły w obliczu gwiazdy, która wisiała na jej ramieniu.
Objęła ściślej Lorraine. Odruchowo poprawiła wianek na głowie jasnowłosej, choć ten od biegu, tańca i wszelkich podrygów zgubił kilka kwiatów. Nie miała zamiaru mówić o tym dziewczynie, głównie dla jej dobra - wszakże gdyby zwrócić uwagę Raine na niedoskonałości dotyczące jej osoby, nawet tak prozaiczne, straciłaby jej uwagę błyskawicznie. Przynajmniej na tak długo, jak długo by zajęło jej naprawienie braków lub znalezienie substytutu.
Sama podziała gdzieś swój wianek, cholera wie gdzie, ale nieszczególnie za nim tęskniła. Nie przykładała wagi do takich rzeczy, do symboli, do wyższych rzeczy ogółem. Święta kojarzyła z świętowaniem, a nie z obchodami czyjejś czci, poszanowaniem tradycji. Maeve sądziła, że wiara jest dla ludzi, którzy mają szansę na życie pośmiertne, w które wierzą. Dla niej było już za późno na odkupienie, kiedy nie było opcji, że będzie żałować za grzechy.
Wiedziała jednak, że Lorraine w to wszystko gorliwie wierzyła, a ona zwykle się nie myliła. I wcale nie dla zasady, nie dzięki przymrużeniom oka na pomyłki, a dlatego, że analizowała wszystko tak dogłębnie, że nie zostawiała miejsca na błędy. Więc może coś w tym wszystkim jednak było, jakiś głębszy sens, jakaś inna święta magia. Mewa nie miała dowodów za, ale nie miała też żadnych przeciw. Jedynie ślepą wiarę w Lorraine.
- A co jeśli ta werbena cię przepędzi? - Zapytała cicho, schylając się do ucha Lorraine. Uśmiechnęła się zaczepnie, pijąc do właściwości oświadczonych przez kapłankę, chroniących przed złymi mocami. Co jeśli Malfoyówna zacznie się tutaj wić u ich stóp?
Choć nie przyszłaby tu bez Lori, nie wykazywała jawnego sceptyzycmu; pochyliła głowę, gdy nakładano jej wieniec, nie zrobiła żadnego głupiego żartu. Złapała jedynie swoją wiłę za dłoń, ciesząc się z niewiadomych przyczyn, że robią to razem.
Objęła ściślej Lorraine. Odruchowo poprawiła wianek na głowie jasnowłosej, choć ten od biegu, tańca i wszelkich podrygów zgubił kilka kwiatów. Nie miała zamiaru mówić o tym dziewczynie, głównie dla jej dobra - wszakże gdyby zwrócić uwagę Raine na niedoskonałości dotyczące jej osoby, nawet tak prozaiczne, straciłaby jej uwagę błyskawicznie. Przynajmniej na tak długo, jak długo by zajęło jej naprawienie braków lub znalezienie substytutu.
Sama podziała gdzieś swój wianek, cholera wie gdzie, ale nieszczególnie za nim tęskniła. Nie przykładała wagi do takich rzeczy, do symboli, do wyższych rzeczy ogółem. Święta kojarzyła z świętowaniem, a nie z obchodami czyjejś czci, poszanowaniem tradycji. Maeve sądziła, że wiara jest dla ludzi, którzy mają szansę na życie pośmiertne, w które wierzą. Dla niej było już za późno na odkupienie, kiedy nie było opcji, że będzie żałować za grzechy.
Wiedziała jednak, że Lorraine w to wszystko gorliwie wierzyła, a ona zwykle się nie myliła. I wcale nie dla zasady, nie dzięki przymrużeniom oka na pomyłki, a dlatego, że analizowała wszystko tak dogłębnie, że nie zostawiała miejsca na błędy. Więc może coś w tym wszystkim jednak było, jakiś głębszy sens, jakaś inna święta magia. Mewa nie miała dowodów za, ale nie miała też żadnych przeciw. Jedynie ślepą wiarę w Lorraine.
- A co jeśli ta werbena cię przepędzi? - Zapytała cicho, schylając się do ucha Lorraine. Uśmiechnęła się zaczepnie, pijąc do właściwości oświadczonych przez kapłankę, chroniących przed złymi mocami. Co jeśli Malfoyówna zacznie się tutaj wić u ich stóp?
Choć nie przyszłaby tu bez Lori, nie wykazywała jawnego sceptyzycmu; pochyliła głowę, gdy nakładano jej wieniec, nie zrobiła żadnego głupiego żartu. Złapała jedynie swoją wiłę za dłoń, ciesząc się z niewiadomych przyczyn, że robią to razem.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —