– Już zjadłam głupolku – odpowiedziała zaspanemu chłopakowi, gdy dołączył do niej na śniadaniu. Poczekała niecierpliwie, aż zje. W zaspanym Franku było coś urokliwego, że jak na niego patrzyła to po prostu chichrała się pod nosem jak nienormalna. Dźgała go czasami w bok, gdy się zamyślił, aby wrócił do przytakiwania, aż w końcu był gotowy iść do Brenny.
Jej wzrok skupił się na broni, którą trzymała Brenna. Jej wujek też potrafił się pojedynkować taką bronią, ale nigdy nie myślała o tym, aby się tego od niego uczyć. W sumie Alice co chwile miała nowe zainteresowania, co chwilę szukała czegoś nowego do nauki, poznawania świata. Rok temu interesowała się malarstwem i całe wakacje chodziła umazana farbą. W tym roku chciała być wojownikiem, aby obronić swoją rodzinę i przyjaciół przed podłymi osobami, które zakłócały spokój magicznej społeczności. Alice może i była dopiero młodą nastolatka, ale czytała gazety, słuchała rozmów starszych uczniów i czasami podsłuchiwała rozmowy dorosłych, którzy znajdowali się wokół niej. Wiedziała o ataku na Beltane, o tym, że w Dolinie zrobiło się niebezpiecznie. Nie wiedziała na jaką skalę, bo nikt nie chciał zdradzać jej szczegółów, a gazety nie zawsze mówiły pełną prawdę, więc żyła w irytującej niewiedzy.
– Dziękuję – odpowiedziała, gdy ta zawiązała jej buty. Na jej twarzy pojawił się rumieniec, bo odrobinę Brenna tym gestem ją zawstydziła. Nie lubiła swojej niezdarności, zdecydowanie lepiej radziła sobie na miotle. Tam nie musiała chodzić, siedziała przytulona do kija i lawirowała między powietrzem i tłuczkami, które śmigały po przestrzeni wokół niej. Tu na dole było zdecydowanie więcej zmiennych niż by mogła sobie zliczyć, wiele rzeczy ją rozpraszało, a to jakiś motylek, a to ktoś coś do niej krzyknął z dwóch różnych stron i tak to wyglądało, że nie dawała sobie rady utrzymać się na równych nogach.
Gdy Brenna opowiadała jej o szabli i szpadzie śledziła jej ruchy uważnie. Czekaj, czekaj. Czym się dźgało? Mieczem się cięło tak? Pewnie tak samo jak maczetą do zbyt dużych chwastów.
– A można walczyć w powietrzu? – za chichrała się cicho ze swojego żartu. Miała nadzieję, że Frank ją zrozumie. – Tam jestem zwinna – wyszczerzyła się. Wzięła od Brenny szpadę i obejrzała ją uważnie. Była śliczna, a potem jej wzrok padł na Franka. W końcu on mógł ją czegoś nauczyć nie? Pierwszy raz chyba byli w sytuacji, gdy to jej przyjaciel dowodził i wymyślał, co Alice ma zrobić.