Słyszał wyraźnie, że nie potrzebowała tej nagrody, ale mimo wszystko, chciał aby zatrzymała. I tak musiała zabrać ze sobą na przebadanie i uzyskanie pewności, że Felix Felicis nie jest jakąś nieudaną podróbą.
Pytanie jakie mu zadała, było zaskakujące. Zawiesił się na moment, jakby nie wiedział jak ma jej to wytłumaczyć. W jakim celu jej się bardziej przyda. Czy chciał, aby skorzystała ze szczęścia eliksiru, kiedy będzie jej to potrzebne?
Napisał w notesie: "Do kolekcji?"
Pokazał. Pewnie nie uwierzy. Bo nawet po swojej minie i lekkim uśmiechu, nie wiedział czy mu uwierzy. Ale chciał dobrze. Do tematu eliksiru pewnie wrócą później, jak będzie pewność, że jest prawdziwy.
Po całej sprawie ze szkatułką, mogli rozejrzeć się po wnętrzu całego domku. Zobaczyć gdzie są pomieszczenia i jak wyglądają. Skoro Olivia zajęła się szczegółowymi oględzinami kuchni, Tristan udał do innych miejsc. Znalazł łazienkę. Pomieszczenie małe. Już westchnął, że będzie musiał schylać się. Trudno. Te dwa dni przeżyje jakoś. Sypialnia. Posiadała trzy łóżka. W tym, że dwa były złączone. Najpewniej on weźmie to pod oknem. Olivii zostawi te dwa złączone. Za wcześnie byłoby myśleć o spaniu razem. Problem sam się rozwiązywał, że nie było tutaj żadnego łóżka małżeńskiego. W ostateczności, była też kanapa w salonie, aby Olivia miała swoją przestrzeń. Przegadają to później.
Ward wrócił do części kuchenno-salonowej, gdzie Olivia zaprezentowała odnalezione herbaty, jakie mają do dyspozycji. Mieli też kawę, to dobry znak. Tristan wybrał taką samą herbatę co Olivia. Nie był jakoś wybredny, jeżeli chodziło o napoje czy jedzenie. Nie miał uczuleń czy alergii.
Czekając na zagotowanie się wody, panna Quirke podjęła temat w sprawie ich tutejszego pobytu, najpewniej obawiając się, że Tristan nie chce tutaj być. Bo przecież mogą wracać. Jak ją tak obserwował i słuchał, widział że nie chciała już kończyć tej wycieczki. Dla niego pogoda nie była wyzwaniem. Pracował w różnych i trudnych warunkach w terenie, jak był aurorem. Wziął notes i zapisał swoje spostrzeżenia, czy bardziej wyjaśnienie.
"Ta wycieczka, była dla mnie zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że od razu zostanę wciągnięty w jakąś grę, nie znając zasad. Pewnie chciałaś mi zrobić niespodziankę. Przepraszam, jeżeli w którymś momencie, nie okazałem tego, jak byś chciała. Tego entuzjazmu, radości? Cały czas byłem spięty, myślałem jak auror. Wiedz, że lubię spędzać z Tobą czas i udam się gdziekolwiek zaproponujesz. Ale na tego typu i inne zabawy… nie jestem jeszcze gotowy. Następnym razem, jak coś będziesz chciała dla nas zorganizować, informuj mnie o szczegółach z wyprzedzeniem. Skoro już tutaj jesteśmy. I zapłaciłaś. Zostanę z Tobą do jutra."
Pisał, kiedy Olivia się rozgadała, szczególnie o pogodzie. Nie przeszkadzało mu to. Miała potrzebę wygadać się. On niestety nie mógł dołączyć do jej monologu. Zmuszonym będąc tylko do pisania, lub posługiwania się językiem migowym. Pisanie przerwał, kiedy usłyszał jak nalewała wody do czajnika i postawiła go na kuchence gazowej. Po czym odpalała jeden z palników. Pilnował, jakby sprawdzał czy dobrze robi, a co ważniejsze - czy umie. Był pod wrażeniem jej umiejętności jak na młodą czarownicę. Widocznie posiadała jakąś mugolską wiedzę z zakresu używania urządzeń. [/a]W swoim monologu narzekała o świstokliku, co zresztą wiedział, jak bardzo ich nie lubiła. Takiego sposobu teleportacji, więc wrócił do pisania dalej. Ale coś wspominała po chwili o przyjęciu. Wtedy na nią spojrzał, rozumiejąc, że nie chciałaby iść na spotkanie uczestników, jakkolwiek nazwanej zabawy w terenie. To pewnie miało być przyjęcie jako zakończenie gry terenowej?
[a]Dopisał więc od nowego wersu na tej samej stronie kartki w notesie: "Nie lubisz przyjęć? Jeżeli to część tej całej zabawy, pójdę z Tobą. Pokażemy się i potem wrócimy tutaj. Albo zwiedzimy okolicę."
Zasugerował. Podał jej notes, z rozpisaną stroną dwóch swoich wypowiedzi, po tym jak zdradziła, że nie lubi burzy. Przy nim nic jej nie grozi. Także rzucił okiem w stronę okna, od której strony mogła wspomniana burza się zbliżać.
Na wspomnienie o jedzeniu, uśmiechnął się, widząc jak była padnięta kilkoma godzinami nieustannego ruchu i jeszcze podróży ze świstoklikiem.
"- Odpocznij. Ja przygotuję."Odpowiedział jej w języku migowym. Prostymi słowami. I nawet nie przyjmował protestu. To tak w ramach rekompensaty, za to, że wydała pieniądze na coś czego nie powinna, ale chciała z nim spędzić czas. Pewnie odmówiłaby, gdyby chciał jej chociaż za siebie zwrócić. Więc niech chociaż pozwoli mu zrobić posiłek. Nie zatrują się.