Z uwagi na dosyć intensywny tryb życia, jaki prowadził Cameron z uwagi na odbywany staż, nie podejrzewałby, że znajdzie czas, aby błąkać się w wolnej chwili po straganach podczas Ostary. Dużo bardziej prawdopodobne by było, że spędzi ten dzień w łóżku, jednak tego konkretnego dnia Matka najwidoczniej sprzeniewierzyła się mu, sprawiając, że bezsenność ponownie dała o sobie znać.
Pogoda, chociaż zdaniem większości pewnie uchodziła za całkiem niezłą, tak dla młodego czarodzieja jawiła się jako nieprzyjemna. Było mu chłodno, toteż po opuszczeniu lokum i wyjściu na ulicę, postanowił wrócić do siebie, bo wystarczył lekki powiew wiatru, aby od razu zmarzł i zamarzył o wygrzaniu się przy kominku. To całe zamieszanie znacznie opóźniło jego wypad, ale koniec końców zjawił się w Dolinie Godryka.
I to nie w byle jakim stylu! Był odziany w dopasowane, ciemne spodnie, a do tego zarzucił na siebie brązowy płaszcz, pod którym skrywał jeszcze dwie warstwy ubrań: czerwony sweter i kolorową, co by nie powiedzieć pstrokatą, koszulę, z której było jednak widać tylko kołnierzyk. Chłopak zmierzwił sobie włosy i pogwizdując cicho, ruszył w stronę centrum festynu.
— Najpierw zakupy, czy zabawa? — mruknął pod nosem, przeciskając się przez pochód ludzi, którzy jego skromnym zdaniem za wolno się poruszali, zamiast tego żywo dyskutując na temat dóbr oferowanych przez różnych handlarzy. Czy nie mogli się przesunąć gdzieś na bok?
Na pewno muszę kupić trochę nasion, pomyślał, modląc się w duchu, aby w roztargnieniu o tym nie zapomnieć. Wprawdzie mógł równie łatwo pozyskać je z domowej apteki, prosząc rodziców, aby zamówili mu parę paczek u ich sprawdzonych dostawców, jednak z tego, co kojarzył i tutaj można było znaleźć całkiem dobrej jakości produkty. Ostara do czegoś zobowiązywała, czyż nie? Poza tym musiał coś później załatwić razem z Heather i pewnym Julesem.
Cameron szedł przed siebie, zerkając co jakiś czas na boki, aż jego wzrok padł na goblina obsługującego koło loterii fantowej. Cóż, takie rozrywki były zdecydowanie bardziej na jego kieszeń niż aukcje ekskluzywnych przedmiotów w posiadłości Longbottomów. Kiedy udało mu się dopchać do stoiska, uiścił odpowiednią zapłatę. Chwilę poczeka, aż to koło w pełni się rozkręci i zatrzyma na którymś z pól. Kto wie, może dopisze mu szczęście? Nagle, dosłownie obok zauważył kątem oka znajomą sylwetkę i...
— Ferny? — Uśmiechnął się szeroko na widok panny Slughorn. Odsunął się na bok, aby objąć krótko dziewczynę. — Cholercia, nie spodziewałem się tu Ciebie! Jak to możliwe, że szpital jeszcze funkcjonuje, skoro nie ma tam ani Ciebie, jak i mnie?
Kto wie, może właśnie dlatego, że nas tam dzisiaj zabrakło, pomyślał z przekąsem. Ciężki był żywot stażysty, oj ciężki.
Efekt: Wygrywam 3 punkty doświadczenia.