05.01.2024, 13:35 ✶
– Naprawdę? – spytał chłopak, a kąciki jego ust powędrowały w górę. Nie wydawał się po prawdzie jednak szczególnie zaskoczony komplementem: mimo wypowiedzianego pytania, zdawał się przyjmować ten zachwyt jak coś zupełnie oczywistego. Na pewno jednak był z niego zadowolony. – Śpiewałem o morzu. Moja rodzina to rodzina pieśniarzy, a wszystkie najpiękniejsze pieśni i opowieści zawsze są o morzu – powiedział, nie odrywając od niej spojrzenia wielkich, morskich oczu. Zdawał się po prostu zaciekawiony, może jej nagłym pojawieniem, może czymś w wyglądzie. Tak jak on wzbudzał jej ciekawość, tak ona chyba ciekawiła jego. Nie miał częstego kontaktu z ludźmi, i po prawdzie unikał ich zwykle, pomny nauk swoich sióstr i matki.
Ale przecież to nie tak, że tym razem szukał ludzkiego towarzystwa, prawda?
– Jak się tu dostałaś? Zejście na tę plażę jest strome i zwykle nie widuję tutaj ludzi – dodał. Miotła Heather w końcu pozostała oparta o skałę, a on nie mógł nawet wiedzieć, czy ma do czynienia z czarodziejką, czy z mugolką. Ba, w gruncie rzeczy Wood też nie miała stuprocentowej pewności, czy rozmawia z magiem, czy może raczej z jakimś mugolem: chociaż w jego śpiewie zdawało się kryć coś magicznego, co wskazywało, że ta pierwsza ewentualność jest prawdziwa. Podobnie zresztą jak jego oczy: Heather raczej nie miała wielu okazji, aby zobaczyć takie u osób, chodzących po lądzie. Nieco za mało czasu poświęciła nauce o morskich istotach, aby rozpoznać selkie – a może po prostu syna takowej, chłopca o mieszanej krwi? Ale mogła podejrzewać, że miał coś wspólnego z magią.
Za to gdy się zbliżyła, dostrzegła, że „koc” chyba w istocie był skórą jakiegoś zwierzęcia albo po prostu miał taką imitować. Na pewno jednak nie było tak, że chłopak ledwo co ją ze zwierzaka zerwał – nie dostrzegała żadnej krwi ani śladów po takim procederze.
Ale przecież to nie tak, że tym razem szukał ludzkiego towarzystwa, prawda?
– Jak się tu dostałaś? Zejście na tę plażę jest strome i zwykle nie widuję tutaj ludzi – dodał. Miotła Heather w końcu pozostała oparta o skałę, a on nie mógł nawet wiedzieć, czy ma do czynienia z czarodziejką, czy z mugolką. Ba, w gruncie rzeczy Wood też nie miała stuprocentowej pewności, czy rozmawia z magiem, czy może raczej z jakimś mugolem: chociaż w jego śpiewie zdawało się kryć coś magicznego, co wskazywało, że ta pierwsza ewentualność jest prawdziwa. Podobnie zresztą jak jego oczy: Heather raczej nie miała wielu okazji, aby zobaczyć takie u osób, chodzących po lądzie. Nieco za mało czasu poświęciła nauce o morskich istotach, aby rozpoznać selkie – a może po prostu syna takowej, chłopca o mieszanej krwi? Ale mogła podejrzewać, że miał coś wspólnego z magią.
Za to gdy się zbliżyła, dostrzegła, że „koc” chyba w istocie był skórą jakiegoś zwierzęcia albo po prostu miał taką imitować. Na pewno jednak nie było tak, że chłopak ledwo co ją ze zwierzaka zerwał – nie dostrzegała żadnej krwi ani śladów po takim procederze.