Różnica wieku nie była w ich przypadku szczególnie duża. Z Leviathanem znali się od czasów szkolnych. Relacja nie odeszła w zapomnienie wraz z chwilą, kiedy Travers opuścił Hogwart. Na nowo odżyła, kiedy obydwaj spotkali się na ministerialnym korytarzu. W jakimś stopniu, gdyby nie Rowle, po wydarzeniach mających miejsce w ostatnich miesiącach, Theon zapewne rzuciłby wszystko w cholerę. Tak jak oczekiwali jego bliscy. Zamiast tego zdecydował się pozostać na miejscu.
Włożył w to wszystko zbyt wiele sił, żeby tak po prostu się wycofać.
Może nawet na dłużej zniknąć z Londynu?
Podjęta przez niego decyzja nie została dobrze przyjęta przez babkę, ojca, nawet matkę. Pozwoliła mu natomiast zachować, a nawet rozwinąć pewne znajomości. Dała mu ponadto szanse dalszego rozwoju. Może i nie podążał swoją wymarzoną ścieżką, ale jaki sens miało rezygnowanie z tego, co zdołał wypracować? Czym innym miałby się zajmować?
Nie traćmy jednak na to czasu.
- Trzymają wszystko w zamknięciu? W jednej zagrodzie? - zmarszczył brwi, analizując informacje przekazane przez Rowle'a. Nie znał się co prawda zbyt dobrze na magicznych stworzeniach, ale nawet dla niego brzmiało to niezbyt przekonująco. Budziło pewne wątpliwości. Czy oni mieli jakiekolwiek pojęcie na temat tego, na co zdecydowali się porwać? Theon co prawda nie przykładał nigdy szczególnie dużej wagi do czystości krwi, aczkolwiek w tym konkretnym przypadku musiał przyznać, że na wierzch zdawał się wychodzić brak należytego rozeznania w świecie, którego twórcy rezerwatu na ten moment nie zdołali jeszcze poznać w odpowiednim stopniu. Działali na oślep. Mogli wyrządzić krzywdę sobie, innym czarodziejom, a do tego jeszcze tym nieszczęsnym stworzeniom, którym nie byli w stanie zapewnić odpowiednich warunków.
I pomyśleć, że ktoś na to wszystko wydał zgodę. Tak po prostu przyklepał. Nie zastanawiał się nad niczym. Jego babka miała dużo racji, twierdząc że Ministerstwo Magii schodziło w ostatnim czasie na psy. Gniło od środka. Potrzebne były tutaj zmiany. Duże zmiany. Prawdziwy podmuch świeżego powietrza.
Z miejsca, w którym się znajdywali, mieli raczej ograniczoną widoczność. Gdyby jednak podeszli z Leviathanem nieco bliżej, mogliby zobaczyć przynajmniej część zabudowań. Tylko czy aby na pewno powinni się z tym wszystkim nadmiernie śpieszyć?
- Wiemy, co udało im się na ten moment sprowadzić? - zapytał, nie chcąc iść do tej nieszczęsnej zagrody na ślepo. Wolał pierw zebrać nieco informacji. Zorientować się w tym, na co powinien się przygotować. Nastawić. Z wyciągniętą przed siebie różdżką mógł się rzucić każdy głupi. To nie było skomplikowane. Wymagające. Niestety, konsekwencje takiej lekkomyślności potrafiły niekiedy okazać się całkiem bolesne. A do tego również trudne do odwrócenia. Usunięcia.
Zrobił kilka kroków do przodu, stając z boku większego drzewa. Nadal w bezpiecznej odległości, ale ze znacznie lepszym widokiem na to, co rozciągało się przed nimi.
- Ten budynek, to pewnie ta cała zagroda? - wskazał na jedno z bliższych im zabudowań. Z miejsca, w którym się znajdywali, być może nawet byliby w stanie się tam przedostać. I nie zwróciliby na siebie nadmiernej uwagi. Wystarczyła tylko odrobina szczęścia.