05.01.2024, 21:10 ✶
Selar podskoczyła, jakby głos Roberta sprowadził ją z powrotem na ziemię. A raczej poderwał ją z niej, by skrzatka stała teraz wyprostowana na baczność, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała. Słuchała uważnie - spijała każde słowo z ust Roberta, a w jej oczach widział nie tylko strach, ale i bezgraniczne oddanie. Głupia Selar gotowa byłaby skoczyć w ogień, gdyby tylko Robert wydał takie polecenie. Zrobi wszystko, by odzyskać jego zaufanie - nawet jeśli Robert nigdy go nią nim nie obdarzył.
- Co tylko pan każe - Selar strzeliła palcami i rozmyła się w powietrzu. Robert został sam ze swoimi myślami i zmęczeniem, które w tej jednej chwili dało mu się we znaki. Pracował nad Beltane, zmuszał umysł do pracy na najwyższych obrotach, a teraz jeszcze to…
Gdziekolwiek by się nie udał - wiedział, że Selar go znajdzie. Lecz grzebanie w śmieciach i sprawdzanie każdego kosza było czasochłonne. Nie dało się tego przyspieszyć, nawet jeśli skrzatka by chciała. Mijały kolejne sekundy, które przerodziły się w minuty, a te: w godzinę. Robert przez godzinę mógł szaleć jak zwierzę zamknięte w klatce, mógł też na spokojnie usiąść i przemyśleć wszystko od początku do końca. Gdzie mogła się udać? Co jeszcze znalazła? Jaki miała związek z Remualdem Carrowem? Czy pomógł jej uciec?
Na to ostatnie pytanie odpowiedź miał uzyskać już za chwilę. Powietrze przed nim zgęstniało, stało się niczym mleko, aż w końcu uformowała się w nim skrzatka. Była jeszcze brudniejsza niż godzinę temu, również jej zapach pozostawiał wiele do życzenia. Ale w dłoniach trzymała poklejone kawałki kartki.
- Selar udało się dopasować - powiedziała szczęśliwa, wyciągając dłonie z kartką w stronę Roberta. Wciąż brakowało w niej niektórych fragmentów, część liter była też zamazana, ale to najwyraźniej wszystko, co dało się zrobić. Skrzatka była z siebie bardzo dumna.
Tylko tyle. Chociaż dla Roberta to mogło być aż tyle.
- Co tylko pan każe - Selar strzeliła palcami i rozmyła się w powietrzu. Robert został sam ze swoimi myślami i zmęczeniem, które w tej jednej chwili dało mu się we znaki. Pracował nad Beltane, zmuszał umysł do pracy na najwyższych obrotach, a teraz jeszcze to…
Gdziekolwiek by się nie udał - wiedział, że Selar go znajdzie. Lecz grzebanie w śmieciach i sprawdzanie każdego kosza było czasochłonne. Nie dało się tego przyspieszyć, nawet jeśli skrzatka by chciała. Mijały kolejne sekundy, które przerodziły się w minuty, a te: w godzinę. Robert przez godzinę mógł szaleć jak zwierzę zamknięte w klatce, mógł też na spokojnie usiąść i przemyśleć wszystko od początku do końca. Gdzie mogła się udać? Co jeszcze znalazła? Jaki miała związek z Remualdem Carrowem? Czy pomógł jej uciec?
Na to ostatnie pytanie odpowiedź miał uzyskać już za chwilę. Powietrze przed nim zgęstniało, stało się niczym mleko, aż w końcu uformowała się w nim skrzatka. Była jeszcze brudniejsza niż godzinę temu, również jej zapach pozostawiał wiele do życzenia. Ale w dłoniach trzymała poklejone kawałki kartki.
- Selar udało się dopasować - powiedziała szczęśliwa, wyciągając dłonie z kartką w stronę Roberta. Wciąż brakowało w niej niektórych fragmentów, część liter była też zamazana, ale to najwyraźniej wszystko, co dało się zrobić. Skrzatka była z siebie bardzo dumna.
Najdroższa Henrietto,
… Pokątnej. To nie jest łatwe zadanie… Spotkajmy się 1 maja… Do Saint-Malo bez śladu....
... Uciec...
Carro…
… Pokątnej. To nie jest łatwe zadanie… Spotkajmy się 1 maja… Do Saint-Malo bez śladu....
... Uciec...
Carro…
Tylko tyle. Chociaż dla Roberta to mogło być aż tyle.