Mentalnie odhaczała sobie w głowie, że została zrobiona w bambuko i że tak naprawdę to znała Jamila na tyle dobrze (wow, dziwne! Znali się przecież dwadzieścia lat, to absolutna kupa czasu!), że potrafiła przewidzieć, że rzucił w kogoś skorpionem. Pogratulowała sobie zwycięstwa, w konkurencji, która istniała tylko w jej głowie, bo nienawidziła przegrywać i od razu zrobiła się spokojniejsza, bo spełniona i nie było tego cichego głosiku, który szeptałby, że musi zrobić wszystko, by zwyciężyć. Nie było też drapania o wnętrze czaszki z niepokoju.
– Teraz żałuję, że się nie założyliśmy – ależ mieli szczęście, że nigdy nie zgłębiła zdolności trzeciego oka, że nie było na jej zawołanie, bo wtedy ogrywałaby w karty absolutnie każdego i zawsze ( a i tak ogrywała często, doświadczenie w grach hazardowych i innych tego typu robiło swoje. Oboje z Jamilem mieli wiele czasu, by nauczyć się różnych sztuczek, a w szkole wkurwiali dużą część swoich rówieśników, choć nie musiała się tym chwalić na lewo i prawo). – Nell, kochanie, a nie pomyślałaś, że kto się czubi ten się lubi? Może rzucał z sympatii, bo chciał zwrócić na siebie twoją uwagę? – powiedziała to całkowicie leniwie, ale zaraz kontrolnie spojrzała na Letę; droczyła się tylko. Jeśli Leta i Anwar mieli coś do siebie i ku sobie, to nie chciała tego za żadne skarby popsuć, nawet jeśli gdzieś tam wcześniej Jamil wodził wzrokiem za Bagshotówną.
– Trudno to powiedzieć na pierwszy rzut oka – odpowiedziała Cathalowi, gdy nachyliła się nad jednym z ciał, czy w zasadzie szkieletów, przyświecając sobie różdżką, ale tak, by samej siebie nie oślepić. Ciągle korzystała też z wyostrzonego kociego wzroku. Nie dotykała tych kości póki co, natomiast szukała wszelkich śladów, które mogły dać im jakąkolwiek wskazówkę. – Te kości nie noszą żadnych obrażeń. W sensie… Nie są zmiażdżone, brak charakterystycznych znaków mechanicznych uszkodzeń w miejscach, które mogłyby doprowadzić do śmierci. A tak poza tym, to są całkiem dobrze zachowane. Przychodzi mi kilka różnych pomysłów, ale naprawdę będziemy musiały zabrać kilkoro z nich i zbadać spokojnie – przeniosła w tym na moment spojrzenie na Nell. Dobrze było, że były we dwie, mogły się wymienić doświadczeniem i wspomóc tam, gdzie któraś miała braki bądź inny zakres wiedzy. Guinevere podniosła się powoli, patrząc teraz na filar i na Letę, która się do niego przybliżyła. – Tak jak mówi Nell.
– Filary ułożone są w okrąg wokół wioski z jedną sztuką wewnątrz. Przywodzi mi to na myśl symbol gwiazdy, jeśli odpowiednio połączyć linie, albo słońca. Jeśli by to uprościć, to mamy koło i okrąg. Wszystkie te symbole są tymi pozytywnymi. Mają symbolizować szczęście, sukces, zdrowie – to powiedziała z przekąsem i nawet trochę parsknęła. – Jeśli filary miały ich chronić, to ewidentnie coś poszło nie tak. Natomiast słońce może mówić też o sile. Być może miały jakąś obudzić? Dać ją? Jeśli tak, to możliwe, że wchodzimy w nekromancję, a to znaczy, że naprawdę należy uważać. Tym bardziej… jeśli jesteśmy w samym centrum – słuchać było w jej głosie zawahanie, i nawet rozejrzała się dookoła. Na morze trupów.
Śmierć miała nadejść o zmierzchu… Dlatego nie wolno im było przebywać na tym terenie, gdy słońce zaszło.