05.01.2024, 23:00 ✶
Nie rozumiałem tego jej prychnięcia, nawet nieco mnie oburzyło, mimo że sam często prychałem, wywracałam oczami czy unosiłem brwi w górę, sugerując, że mój rozmówca jestem debilem, ale to nie ja tym razem robiłem za prychacza, tylko ona i to nie leżało mi jakoś. Nie wiem, co ja takiego powiedziałem, że zasługiwało na prychnięcie. Może kolekcjonowała sobie te łóżkowe przeżycia...? A może żaden nie był w stanie jej doprowadzić ją do krzyku w łóżku, a mi się to jako jedynemu udało...? Cóż, w takim przypadku, to raczej powinienem być z siebie dumny, tylko czy powinienem...? Nie tylko dlatego że była siostrą Otto, ale te jej słowa mi zrobiły pudding z mózgu, więc próbowałem zasnąć, zastanawiając się, co miała na myśli.
Chciałem ją dopytać, co miała na myśli, ale zasnęła. Pochyliłem się nawet nad nią, za co siebie przeklinałem, bo znowu wyglądała tak uroczo i niewinnie, podobnie jak wtedy, kiedy ją porywałem uśpioną silnym eliksirem usypiającym. Jej twarz stała się łagodna i ciepła, mimo że wciąż pozostawała blada, a na szyi... miała siniaki... od moich rąk, więc szybko pożałowałem tego podniecania się. Położyłem się na boku i, cóż, walczyłem ze swoim umysłem, bo wiedziałem, co miała na myśli, ale jednocześnie nie chciałem tego do siebie dopuścić, szczególnie biorąc poprawkę na to, co jej dziś robiłem, a robiłem dużo i długo, że aż sam byłem zmarnowany, a ona... Musiała tam być cała porozrywana. Czy ja byłem dogłębnie złym człowiekiem? Jak w ogóle do tego doszło? Czemu traciłem kontrolę za każdym razem, kiedy działo się coś ważnego, robiłem cholernie pojebane rzeczy, a potem dopiero zadawałem sobie pytania, czy byłem kretynem, czy tylko kretyna udawałem.
W końcu jednak zasnąłem, niezwykle łaskawie, więc kiedy się przebudziłem późnym rankiem, to miałem wrażenie, że byłem ma ostrym kacu. Niestety, wolałbym być na kacu, a nie czuć się obitym po mordzie przez niedospanie, nawał atrakcji, a potem z kolei przez zbyt długie spanie. Obśliniłem się, fuj, kości i stawy bolały, zmarzłem, bo nigdzie nie było cholernej kołdry, a jeszcze jakaś mewa napierdalała za drzwiami za oknem, więc wstałem, tak.
Jebałem dogłębne - i płytkie zresztą też - analizy moich uczynków, bo potrzebowałem coś zjeść. Zlokalizowałem Persephonę pod łóżkiem z poduszką i kołdrą, więc postanowiłem ją tam zostawić. Najważniejsze, że nic nie odjebała przez noc, a sam, cóż, wyszedłem na zewnątrz. Już nie majtało morzem ani statkiem, więc uznałem, że bogowie mi jednak przebaczyli i postanowili pozwolić mi na spokojne zjedzenie śniadania, przywitanie się z kapitanem, z moim ziomeczkiem i takie tam. Ogółem to, co robią, śmieszkują i o czym dyskutują prawdziwi mężczyźni na morzu. Niestety, nie mogłem przebywania na świeżym powietrzu przeciągać w nieskończoność, więc pożegnałem wiatr w swoich włosach, żeby wrócić do kajuty, gdzie dalej sobie spała - albo i nie - Persephona. Ja tu już planowałem sobie swobodną lekturę książki, a ona sobie stała jak gdyby nigdy nic, w mojej koszulki, w której wyglądała zabawnie, ale nie było mi z tym teraz do śmiechu, bo w ręce miała różdżkę wycelowaną właśnie we mnie, mój nos albo w moją pierś. Co miało ze mną się stać i moim debilizmem?
I dlaczego mnie to podniecało, zamiast przerażać. Czemu zapierało mi dech? Wyglądała cholernie seksownie, kiedy była półnaga i taka władcza, ale... Miałem kłopoty? KŁOPOTY. MAYDAY! KŁOPOTY, KURWA!!! COŚ TAM DOCIERAŁO, CZY TYLKO GOŁE NOGI, BOSE STOPY?!?!?!?!
- Nie powiedziałaś mi, co lubisz na śniadanie, a też nie miałem zbyt dużego wyboru... - wydukałem z siebie na jednym wdechu, stojąc z tacą w ręku... jak ten debil?
Chciałem ją dopytać, co miała na myśli, ale zasnęła. Pochyliłem się nawet nad nią, za co siebie przeklinałem, bo znowu wyglądała tak uroczo i niewinnie, podobnie jak wtedy, kiedy ją porywałem uśpioną silnym eliksirem usypiającym. Jej twarz stała się łagodna i ciepła, mimo że wciąż pozostawała blada, a na szyi... miała siniaki... od moich rąk, więc szybko pożałowałem tego podniecania się. Położyłem się na boku i, cóż, walczyłem ze swoim umysłem, bo wiedziałem, co miała na myśli, ale jednocześnie nie chciałem tego do siebie dopuścić, szczególnie biorąc poprawkę na to, co jej dziś robiłem, a robiłem dużo i długo, że aż sam byłem zmarnowany, a ona... Musiała tam być cała porozrywana. Czy ja byłem dogłębnie złym człowiekiem? Jak w ogóle do tego doszło? Czemu traciłem kontrolę za każdym razem, kiedy działo się coś ważnego, robiłem cholernie pojebane rzeczy, a potem dopiero zadawałem sobie pytania, czy byłem kretynem, czy tylko kretyna udawałem.
W końcu jednak zasnąłem, niezwykle łaskawie, więc kiedy się przebudziłem późnym rankiem, to miałem wrażenie, że byłem ma ostrym kacu. Niestety, wolałbym być na kacu, a nie czuć się obitym po mordzie przez niedospanie, nawał atrakcji, a potem z kolei przez zbyt długie spanie. Obśliniłem się, fuj, kości i stawy bolały, zmarzłem, bo nigdzie nie było cholernej kołdry, a jeszcze jakaś mewa napierdalała za drzwiami za oknem, więc wstałem, tak.
Jebałem dogłębne - i płytkie zresztą też - analizy moich uczynków, bo potrzebowałem coś zjeść. Zlokalizowałem Persephonę pod łóżkiem z poduszką i kołdrą, więc postanowiłem ją tam zostawić. Najważniejsze, że nic nie odjebała przez noc, a sam, cóż, wyszedłem na zewnątrz. Już nie majtało morzem ani statkiem, więc uznałem, że bogowie mi jednak przebaczyli i postanowili pozwolić mi na spokojne zjedzenie śniadania, przywitanie się z kapitanem, z moim ziomeczkiem i takie tam. Ogółem to, co robią, śmieszkują i o czym dyskutują prawdziwi mężczyźni na morzu. Niestety, nie mogłem przebywania na świeżym powietrzu przeciągać w nieskończoność, więc pożegnałem wiatr w swoich włosach, żeby wrócić do kajuty, gdzie dalej sobie spała - albo i nie - Persephona. Ja tu już planowałem sobie swobodną lekturę książki, a ona sobie stała jak gdyby nigdy nic, w mojej koszulki, w której wyglądała zabawnie, ale nie było mi z tym teraz do śmiechu, bo w ręce miała różdżkę wycelowaną właśnie we mnie, mój nos albo w moją pierś. Co miało ze mną się stać i moim debilizmem?
I dlaczego mnie to podniecało, zamiast przerażać. Czemu zapierało mi dech? Wyglądała cholernie seksownie, kiedy była półnaga i taka władcza, ale... Miałem kłopoty? KŁOPOTY. MAYDAY! KŁOPOTY, KURWA!!! COŚ TAM DOCIERAŁO, CZY TYLKO GOŁE NOGI, BOSE STOPY?!?!?!?!
- Nie powiedziałaś mi, co lubisz na śniadanie, a też nie miałem zbyt dużego wyboru... - wydukałem z siebie na jednym wdechu, stojąc z tacą w ręku... jak ten debil?