Richard miał dzisiaj taki niezbyt dobry nastrój na rozmowy. Z jednej strony wściekły, z drugiej zamartwiający się o życie swojego brata. Gdyż ten idiota polazł tam, gdzie nie powinien, zostawiając wszystko na jego głowie. Mimo iż rozumiał, że musi, to brzmiało jak wyrok samobójcy. Starał się swoje emocje tuszować, za zasłoną neutralności, obojętności i wyrozumiałości, mając na uwadze, że tutaj mieszka jeszcze córka brata. Niczego nieświadoma jak pracujące od lat skrzaty.
Mimo wszystko, Richard wyłapał z słów Margaret, że potrzebowała z kimś porozmawiać. Postanowił poświęcić jej swój czas, który był w sumie znacznie lepszy, niż czytanie całego opracowania pieczętowania i wykorzystywania run. Nie bardzo mógł skupić swój mózg na opisach, kiedy myślami był gdzie indziej.
Po udzieleniu odpowiedzi, obserwował Margaret, która wydawała się być zdenerwowana. Trzymała niezapalone kadzidło. ”Nigdzie nie ma tak dobrze, jak w domu…” Zależy to jeszcze, jaki to dom. O którym mowa? Dla Richarda, dom był w Norwegii. Tutaj miał tylko wspomnienia. Tutaj miał zagwarantowaną możliwość powrotu, gdyby za granicą coś się nie udało. Coś nie wyszło. Na jej stwierdzenie nie odpowiedział. Wolał to przemilczeć.
Gdy zapytał o jej chęć rozmowy, czuła się zaskoczona? Zauważył to, poprzez jej nieostrożność złamania kadzidła. W potoku słów, zdawać by się mogło, że Margaret wyrzuciła z siebie co jej na duszy leżało? Nie chciała zabierać czasu, ale jednocześnie mogła potrzebować uwagi drugiej osoby. Nawet jeżeli jej słowa brzmiały w jej mniemaniu, wróżbiarsko. Musiał się do tego po prostu przyzwyczaić. Kiedy mówiła, zaciągnął się papierosem i strzepnął popiół w popielniczce.
- Margaret. Mówiłem Ci, że przy mnie możesz czuć się swobodnie? Widzę, że jesteś zdenerwowana. Mam czas, mogę Ci towarzyszyć.Powiedział ze spokoje, zarejestrowawszy nawet jej sztuczny uśmiech. Kogo próbowała oszukać? Siebie? Jego? Nie miał nic przeciwko marzeniom. Swoim dzieciom też poświęcał swoją uwagę, jeżeli miały coś do omówienia, potrzebowały rady. Rodzinę trzeba mieć przy sobie. Umieć z nią rozmawiać. Mieć w niej jakieś wsparcie, odrobinę zaufania. Bo jeżeli przyjdzie w naszym życiu krytyczna sytuacja, możemy jej potrzebować. Richard budował to na swoim doświadczeniu, z biegiem lat analizując błędy swojego ojca i skutki jakie z tego wynikły, aby ich samemu nie popełniać. Prawda, że od synów powinno się wymagać najwięcej, ale nie można zamykać im drogi rozwoju w innym kierunku, jeżeli okazuje się być korzystniejszy niż narzucany z góry.
Czy ich rodzina kierowała się mottem ”władcy umysłu”? Pojęcie ogólne, ale bardzo możliwe. Wielu członków z nich to przede wszystkim naukowcy. Badacze mózgu. Niektórzy obierając inną drogę kariery, spożytkowali te słowa inaczej. Manipulując, oszukując, kłamiąc. Jak robił to czasami Richard. Oszukiwał ludzkie umysły, wykorzystując to kim się urodził.
- Nie jest zabronione posiadać marzenia. Każdy może je mieć. Ale nie każdemu dane może być je zrealizować.Wyjaśnił to ze swojego punktu widzenia. Każdy czegoś pragnął. Ale nie każdy też mógł to otrzymać.