Tego właśnie nie wiedzieli – czy nie mieli takich ewenementów i specjalnych płatków śniegu jak osławiona już czwórka: brygadzistka i trójka aurorów. Samo to pokazywało, jak niebezpieczny był to zawód… mówili, że są pierwszym i jedynym w historii przypadkiem, ale Victoria nie znała innych języków niż angielski. Za dzieciaka uczyła się trochę francuskiego, w końcu jej rodzina pochodziła właśnie stamtąd, ale nie była żadną dziedziczką i ostatecznie uznano, że może się skupić na innych rzeczach, jeśli chce. Było to bardzo wspaniałomyślne. W każdym razie rzeczy, jakich Tori szukała na własną rękę ograniczone były do angielskiego, ewentualnie do żmudnej pracy ze słownikiem i jednak łudziła się, że może po prostu nie trafiła na wzmiankę o innych Zimnych w historii. Ale takie były po prostu fakty: byli czymś ekstraordynaryjnym, byli specjalni. I rozmowa Bones i Longbottom z jakimś Karlem czy innym Sonem, miała to tylko potwierdzić . Tym niemniej jego sugestie pokrywali się częściowo z tym, co Victoria zdołała się dowiedzieć przy pomocy spirytystów, ale też mówiły nieco więcej. I należało szukać dalej. Mocniej. Głębiej. W którą stronę się ruszyć? Zaproszenie Brenny, by udała się z nimi do Afryki, było piekielnie miłe oraz Victoria miała świadomość, że to może być dobry trop. Chciała, by był dobry. Kiedy się dowiedziała i kiedy zamierzała to wszystko powiedzieć Saurielowi… dobre pytanie. Myślała nad tym, ale nie chciała mu się narzucać jakoś bardzo, chciała mu dać przestrzeń dowytchnienia od siebie. Merlin jeden wiedział, że ona też tej przestrzeni potrzebowała, by poukładać sobie rzeczy, nakreślić jakiś plan działania… jutrzejszą ucieczka miała być jednym ze środków do celu, ale Sauriel postanowił zamieszać w tym kotle i zjawił się na jej progu już dzisiaj. Mojry raz jeszcze wyciągnęły nić przeznaczenia i pchnęły kołowrót do działania – i oto był on.
Cały na czarno.
- Spirytystka w kowenie powiedziała mi, że to nie spirytysty szukam i potrzebuję, a nekromanty. I rozmowa z moją babcią przez kolejnego spirytystę też to potwierdza – nie był to kolejny spirytysta, a Laurent. Jej kochany Laurent, któremu ufała, który był tym chyba tak samo przerażony, jak ona.
Prawda była taka, że jak gdzieś szukać nekromanty, to właśnie na Nokturnie. Jeśli Cyna nie zdoła nic znaleźć, jeśli sama nie będzie miała żadnych wskazówek, to to był jej jedyny pozostały kierunek. Miała pieniądze, mogła wiele – ale to też mogłoby narazić na szwank jej reputację. Ale szczerze? Co było ważniejsze? Skandal, ewentualne stanięcie przed sądem czy życie? Ale jakoś nie sądziła, że ktoś z Nokturnu chciałby ją wydać – bo wydaliby też siebie. Z tym, że Victoria nie miała pojęcia, gdzie w ogóle zacząć kogoś szukać.
Powinna powiedzieć rodzinie. Był na to najwyższy czas. Może nawet powinna to zrobić jak wróci z Sycylii…
Dotyk zimnych dłoni otulił ją, jak najmilsza pieszczota. To nie były gładkie ręce, nie była to wypielęgnowana i miękka skóra – ale dla nie były miłe. I nie były zimne, nie czuła tego chłodu, kiedy uniosła spojrzenie zmęczonych, przestraszonych oczu na twarz Sauriela. Próbował ją uspokoić i ten gest miał w sobie wiele czułości, jedną z tych, które przekazywali sobie od dawna, nie ważąc się zrobić nic więcej. To nigdy nie było nic więcej, słowa niczego nie niosły, ale wcale nie musiały. A może niosły… czuła, że serce biło jej szybciej, ale czy to przez niego i ten gest? Czy przez emocje całej sytuacji związanej z tym trudnym tematem? To chyba był dla niego równie trudny temat, bo próbował go zbyć, że nic się nie stało przecież, bo nic nie zostało stracone.
- Ale mogło być – wyszeptała, wciąż czując ten dotyk, zupełnie jakby jego dłonie były gorące i mogły parzyć. A już przecież trzymał je przy sobie, najwyraźniej napowniawszy sam siebie, co w ogóle robi. Brunetka nie chciała naciskać bardziej, nie gdy poczuła, że już i tak nie tyle co zarysowała powierzchnię, co się gdzieś… przebiła. A tak łaknęła tego dotyku.
Uśmiechnęła się blado.
- Tych obrazów jest jeszcze kilka. I zdjęć w ramach, w końcu będę je mogła gdzieś powiesić – ale więcej było obrazów. Była mu wdzięczna, naprawdę. Bo mógł ją potraktować jakkolwiek, źle również – a jedyne co zrobił, to okazał jej troskę. - Krewetki? – skąd on brał te pomysły? Jak nie lody w środku nocy to teraz krewetki, chociaż akurat był jeszcze wieczór. - Jadłam. Są całkiem smaczne – ale nie tak dobre jak schabowy rzecz jasna. - Nie lubisz? Kiedy je ostatnio jadłeś?