• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex

[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#8
06.01.2024, 02:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2024, 02:46 przez Ambrosia McKinnon.)  
- Łaskawy pan - sarknęła w odpowiedzi, marszcząc przy tym nos, na którym zaczęły pojawiać się wyraźniejsze piegi, wywoływane wiosennym słońcem. Odpowiadała przy tym na jego zafiksowane na niej spojrzenie bez większego problemu, nawet jeśli odrobinę, ale tylko odrobinę czuła się chyba przez niego speszona. Bo kiedy tak na nią patrzył, nie chciała się do tego przyznać, ale czas zatrzymywał się, albo nawet cały świat dookoła nich znikał. Jakaś część niej chciała, żeby było tak częściej. Tylko oni i nic więcej. No, może rozkładane przez nich karty, ale gdyby byli sami, to może wszystko byłoby prostsze. Nie musieliby się nikomu tłumaczyć z tego, co było między nimi.

Troszkę mu zazdrościła. W sumie to zazdrościła w życiu często i w różny sposób, ale w tym wypadku chodziło o to, jak bardzo wydawało mu się nie zależeć. Nie podejrzewała go o to, że chodziło mu po głowie, by zwyczajnie dać sobie spokój i wyjechać gdzieś, do jakiegoś wróżbity. A może zwyczajnie jej ta opcja nie przeszkadzała? Przynajmniej nie na początku, bo potem zapytałaby a co ze mną? Była w niej pewnego rodzaju desperacja, która nie pozwalała jej tak zwyczajnie odpowiedzieć sobie samej z pełnym przekonaniem, że postanowiłaby zostać, albo ruszyć za nim i nie przejmować się niczym. Czuła się czasem zwyczajnie głupia, tym bardziej że wszyscy zdawali się pojmować krukonów jako tych najmądrzejszych, podczas gdy jej oceny świadczyły o czymś zupełnie innym. Było jej ciężko i tym ciężej, że zdawało się jej iż nawet oboje odbierali swoje umiejętności jako klątwę, to Axel radził sobie z nimi o wiele lepiej.

Ile ona czasu w swoim życiu straciła na tym, żeby udowodnić mu, że nie ma racji. I nawet jeśli początkowo wynikało to z zawistnej chęci faktycznego dania mu do zrozumienia, że jest głupi, w pewnym momencie przerodziło się w to zwyczajną zabawę. W sposób na spędzanie czasu, kiedy zamiast wywrócić na niego oczami i iść dalej, jak to czasem miała w zwyczaju, zaczynała mu mówić, co o nim myśli. Ale nie mówiła mu wtedy wszystkiego. Nie mogła, bo to znaczyłoby przyznanie się przed samą sobą, że sprawy miały się zupełnie inaczej niż mogło się jej wydawać. Że zależało jej bardzo, a może i trochę za bardzo. A o tym nie mógł absolutnie wiedzieć.

Może faktycznie, gdyby sam zadeklarował jej wreszcie swoje uczucia, to uśmiechnęłaby się kpiąco, biorąc to w pierwszym odruchu za zwykły żart. Potem zmarszczyłaby brwi i spytałaby go, czy to tak na poważnie, czy w tym ostatnim papierosie który wypalił, to nie znajdowało się coś więcej. A potem by mu kazała to powtórzyć jeszcze dwa razy, bo przecież do trzech razy sztuka i jak przy ostatnim by się nie rozmyślił, to może faktycznie miał to na myśli.

Ale między nimi zawsze panowała w tej kwestii cisza. Jej zdaniem pełna zrozumienia, bo przecież oboje mieli te same rozterki, ale też i pełna wyczekiwania, bo co jeśli któreś by się wreszcie przełamało i to zmieniłoby absolutnie wszystko?

Kiedy spytał ją kiedyś o to, czy przekłada karty myśląc o nim, chyba bardziej uderzył ją ten jego ton, niż samo pytanie. Było w nim coś, co jej się nie podobało, ale co też zmuszało ją do uświadomienia sobie, że Alexander chyba nie był aż tak głupi jak czasem udawał i może jednak patrzył na plątaninę nici, którymi byli splątani.

Kiedyś wyczytała w jakiejś książce, że w niektórych kulturach wierzono, że istniało coś takiego jak czerwona nić przeznaczenia. Praktycznie znaczyło to tyle, że niektórzy byli nią ze sobą połączeni i zwyczajnie przeznaczeni sobie przez los. Czasem więc, kiedy brało ją na samotność bardziej jak zwykle, patrzyła na swój mały palec, gdzie niż powinna być obwiązana i zastanawiała się, czy Mulciber widzi, jak prowadzi do niego.

Zaraz potem potrząsała głową i powtarzała sobie, że to tylko bajki.

Prawda była taka, że robiła dokładnie to, co jej zarzucał. Siadała na łóżku, przetasowując karty i często podświadomie szukając Kochanków, zanim zaczęła je wykładać. Wymieniła kiedyś tę kartę, kiedy któregoś razu stawiali sobie dla zabicia nudy karty, swoją wsuwając do jego talii, a jego do swojej i tak już zostało. Dzięki temu, a może przez to, nie mogła tak naprawdę nigdy o nim zapomnieć, kiedy sięgała po talię. Tak samo jak skazywała go na to, by on nigdy nie zapomniał o niej.

Kiedy rozkładała karty, dostawała szału, kiedy jej palce trafiały na Pustelnika. Nie chciała widzieć go jako patrona swoich rozkładów, bo nawet jeśli specjalnie szukała Kochanków, to Pustelnik przychodził do niej całkiem nieproszony. Stał samotnie, z dziwnie błękitnymi oczami, w których widziała mądrość, która gdzieś tam głęboko kryła się w Aleksandrze. Szedł przez mroki swojej nieświadomości, w drodze do poznania samego siebie, z unoszącym się nad nim ksieżycem.

No właśnie, Księżyc.

Karta, którą łapczywie wręcz zagarniała dla siebie, czując z nią niezwykłą wręcz więź. Nakazywała jej tak intuicja, której z resztą ta karta patronowała, ale gdzieś w swojej głowie Ambrosia zwyczajnie utożsamiała siebie samą z księżycową nocą pełną gwiazd. Z momentami, kiedy nie wszystko dawało się dostrzec w pełni.

I naturalnie z momentami, kiedy byli na tej przeklętej wieży astronomicznej, licząc gwiazdy i pocałunki.

Niezmiernie zabawne mogło wydawać się, że w podobny sposób reagowali na wyciągane Słońce, które uśmiechało się do nich przyjemnie, a mimo to McKinnon z przekąsem myślała, że może powinna zacząć nazywać go swoim Słońcem. Ale tak jak siebie poetycko interpretowała jako księżyc, tak Alexander był dla niej słońcem, w którego cieple grzała się i nabierała siły.

Była też jeszcze jednak karta, którą wyciągała z myślą o nim, ale nigdy przed nikim nie przyznałaby się do tego, że był jej Światem.

Nie powiedziałaby, że przestaszyła się własnego popisu. Może była ostrożna? Nie wiedziała, co właściwie powinna zrobić zalej, bo była tu tylko po to, żeby wywołac u niego jakąś reakcję. Może faktycznie sprowokować go, do oddania tej książki, ale gdyby teraz by ją jej wręczył to zwyczajnie czułaby się absurdalnie rozczarowana.

Spojrzała na niego, ze spojrzeniem które wypełniało zainteresowanie, oceniając co też takiego mogło mu w tym momencie przechodzić przez głowę, szczególnie że ten wolumin postanowił wrzucić w pierwsze lepsze wolne miejsce na półce. Poczuła na sobie jego ręce i ciepło zaraz rozlało się po całym jej ciele. Cisza jednak trwała odrobinę za długo, a może tylko jej się wydawało? Może serce, które nagle zaczęło trzepotać, nagle poruszone dziwną satysfakcją, a potem niepokojem, zaczęło wyliczać jakieś własne sekundy, zupełnie niezgodne z tykaniem zegara. Zarumieniła się lekko, czując jak złość wzbiera gdzieś w jej środku. No zrób coś wreszcie! Krzyczała na niego i już nawet zacisnęła dłonie w pięści, gotowa zgarnąć te swoje książki się stąd wynieść, bo nie będzie robić przecież z siebie idiotki.

Ale potem się odezwał i Rosie pomyślała, że oto stała się dla niego jedną z zagadek, które rozgryzał z namysłem, kiedy wyciągał karty. I bardzo się jej to podobało.

Czasem kiedy ją całował, zmuszała go do tego, by zapracował na to całym sobą. By całkowicie zniżył się do jej poziomu. Kiedy ich usta się zetknęły, przez moment wahała się, czy nie była przypadkiem jeszcze na niego zbytnio obrażona, ale wreszcie wyciągnęła się, wspinając na palce, z pewną łapczywością angażując się w ten akt.

A kiedy się od niej odsunął, tonęła w jego oczach. Na moment zmarszczyła nos, a kąciki ust wykrzywiły się lekkim uśmiechu, kiedy na ustach wciąż czuła jego obecność. A potem zmrużyła lekko oczy, kiedy usłyszała jego słowa, szybko zwilżając wargi. A potem uśmiechnęła się do niego lekko, z dużą dozą kokieterii i może trochę wyzywająco.
- Muszę liczyć tym razem?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (8786), Ambrosia McKinnon (8241)




Wiadomości w tym wątku
[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex - przez Alexander Mulciber - 31.12.2023, 22:58
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 01.01.2024, 02:35
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 02.01.2024, 04:35
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 02.01.2024, 05:47
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 03.01.2024, 17:52
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 03.01.2024, 20:32
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 06.01.2024, 00:12
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 06.01.2024, 02:26
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 11.01.2024, 01:27
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 11.01.2024, 03:59
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 29.01.2024, 03:52
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 29.01.2024, 21:12
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 10.03.2024, 02:59
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 02.04.2024, 02:26
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 07.05.2025, 22:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa