06.01.2024, 09:10 ✶
Jej pierwszym instynktem było skłamać mu w żywe oczy, ale przecież równie dobrze mogła udać, że wcale go znowu nie słucha. Nie przeszkadzała jej nawet świadomość, że jej ojciec równie dobrze mogła właśnie na nią spojrzeć swoim trzecim okiem i sam wywnioskować co też chodziło jej po głowie, co w pewien sposób zmuszało ją do przemyślenia, co jej się tak naprawdę w tej sytuacji opłacało. I czego faktycznie chciała, bo mimo wszystko wierzyła w to, że pozwolenie mu na zrozumienie, to kolejny kroczek na drodze do wspaniałej przygody zwanej relacje ojca z córką.
- Choroba Milforda - powiedziała z pewnym zrezygnowaniem w głosie, zastanawiając się czy do tej pory zwyczajnie brał ją czasem za głupią, czy nie zwracał na nią aż takiej uwagi. - Czasem jest tego za dużo i wszystkie rzeczy kłębią się w głowie, przepychając nieuporządkowane. I to męczy mnie strasznie - odpowiedziała, z pewną dozą zażenowania, bo zwykle uznawała to za swój absolutny atut. Patrzyła i pamiętała, czego tutaj nie lubić. Ale potem przychodziły te momenty, kiedy faktycznie było tego zbyt wiele, kiedy nie siedziała którą myśl pochwycić, albo co z nimi wszystkimi zrobić i zapętlała się, nikła na moment z rzeczywistego świata, stojąc jak jeleń któremu ktoś zaświecił nagle światłem w oczy.
Początkowo kiedy to mówiła, patrzyła sobie przez okno, jakby chcąc w ten sposób zachować pewną pozę nonszalanckości, ale kiedy tylko pojawiły się kolejne i kolejne słowa, to przeniosła wzrok na Vakela, zaglądając mu w oczy nieśmiało, jakby bała się jego wielkiego, ojcowskiego rozczarowania.
Bo bała. Była teraz gorsza, a może taka sama?
- Ekscentryk czy nie, nie on jeden do tego klubu należy - wzruszyła ramionami, nie wiedząc czy to znaczyło z jego strony 'tak, rób co chcesz', czy może raczej 'zastanów się przynajmniej dwa razy'. Przygryzła policzek, przez moment zastanawiając się nad tym jak ułożył słowa, wreszcie dochodząc do wniosku, że przecież gdyby faktycznie miał coś przeciwko, to by jej to zwyczajnie powiedział.
- Chyba. - powtórzyła, wyraźnie stawiając na końcu tego słowa kropkę. - Chcę, ponieważ uważam, to zapanowanie nad tą umiejętnością może ukazać się przydatne i rozwojowe. Nie jestem pewna, bo wszystki do tej pory przydarzało mi się przypadkiem i były to raczej nieprzyjemne niespodzianki - jak naprzykład uświadomienie sobie, że matka trzymała język za zębami tak długi czas, zamiast powiedzieć jej kim właściwie jest jej ojciec. Że wciąż trzymała u siebie w domu po nim pamiątki i jego książki, zamiast dać sobie z nim całkiem spokój. Nie rozumiała absolutnie tego, co było kiedyś i teraz między jej rodzicami, ale nikt nigdy jej tego nie wytłumaczył.
- Nie, nie wiem dlaczego. Powiesz mi? - uśmiechnęła się lekko i nawet nie prosiła dlatego, żeby sprawić mu przyjemność, bo Vakel wydawał się lubić ton swojego głosu, kiedy ktoś komuś tłumaczył.
- Choroba Milforda - powiedziała z pewnym zrezygnowaniem w głosie, zastanawiając się czy do tej pory zwyczajnie brał ją czasem za głupią, czy nie zwracał na nią aż takiej uwagi. - Czasem jest tego za dużo i wszystkie rzeczy kłębią się w głowie, przepychając nieuporządkowane. I to męczy mnie strasznie - odpowiedziała, z pewną dozą zażenowania, bo zwykle uznawała to za swój absolutny atut. Patrzyła i pamiętała, czego tutaj nie lubić. Ale potem przychodziły te momenty, kiedy faktycznie było tego zbyt wiele, kiedy nie siedziała którą myśl pochwycić, albo co z nimi wszystkimi zrobić i zapętlała się, nikła na moment z rzeczywistego świata, stojąc jak jeleń któremu ktoś zaświecił nagle światłem w oczy.
Początkowo kiedy to mówiła, patrzyła sobie przez okno, jakby chcąc w ten sposób zachować pewną pozę nonszalanckości, ale kiedy tylko pojawiły się kolejne i kolejne słowa, to przeniosła wzrok na Vakela, zaglądając mu w oczy nieśmiało, jakby bała się jego wielkiego, ojcowskiego rozczarowania.
Bo bała. Była teraz gorsza, a może taka sama?
- Ekscentryk czy nie, nie on jeden do tego klubu należy - wzruszyła ramionami, nie wiedząc czy to znaczyło z jego strony 'tak, rób co chcesz', czy może raczej 'zastanów się przynajmniej dwa razy'. Przygryzła policzek, przez moment zastanawiając się nad tym jak ułożył słowa, wreszcie dochodząc do wniosku, że przecież gdyby faktycznie miał coś przeciwko, to by jej to zwyczajnie powiedział.
- Chyba. - powtórzyła, wyraźnie stawiając na końcu tego słowa kropkę. - Chcę, ponieważ uważam, to zapanowanie nad tą umiejętnością może ukazać się przydatne i rozwojowe. Nie jestem pewna, bo wszystki do tej pory przydarzało mi się przypadkiem i były to raczej nieprzyjemne niespodzianki - jak naprzykład uświadomienie sobie, że matka trzymała język za zębami tak długi czas, zamiast powiedzieć jej kim właściwie jest jej ojciec. Że wciąż trzymała u siebie w domu po nim pamiątki i jego książki, zamiast dać sobie z nim całkiem spokój. Nie rozumiała absolutnie tego, co było kiedyś i teraz między jej rodzicami, ale nikt nigdy jej tego nie wytłumaczył.
- Nie, nie wiem dlaczego. Powiesz mi? - uśmiechnęła się lekko i nawet nie prosiła dlatego, żeby sprawić mu przyjemność, bo Vakel wydawał się lubić ton swojego głosu, kiedy ktoś komuś tłumaczył.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.