06.01.2024, 09:48 ✶
Spojrzał na nią z ukosa, a potem wywrócił na nią oczami, zwyczajnie nie rozumiejąc o co jej się właśnie rozchodziło. Że niby co, nie mogła mu odpowiedzieć na to głupie pytanie bez pierścionka, czy co znowu, że musiała nagle nabrać wody w usta i uciąć temat, jakby to ona była tutaj ofiarą? Nie zamierzał jej jednak przypominać, że to o niego powinni się aktualnie martwić i wszelkie sprawy związane z pierścionkami to był aktualnie jego własny krzyż do niesienia.
Trochę mu było nawet głupio, kiedy ręce same poruszały się, żeby rozmasować bolące miejsca, wciąż dające o sobie znać po upadku. Pocieszające jednak wydawało się, że i ona rozpracowywała bolące mięśnie i kości, więc w tym całym bólu znajdowali się aktualnie razem, podążając dalej ścieżynką i wreszcie docierając do rozpościerającym się przed nimi, błękitnym okiem jeziora.
Levi odetchnął, w pierwszym momencie chyba nawet nie orientując się, że Ollivander milczy, jakby widok wodnego prześwitu nadał trochę straconych sił i beztroski. Kiedy jednak się odezwała, jej słowa przywitał ze zwykłym zniecierpliwieniem.
- Wiem, że twoja matka byłą Macmillan, nie o to mi chodziło przecież - odpowiedział, krzywiąc się przy tym i w podobny sposób do niej wypowiadając słowa. Zachowywała się, jakby właśnie ją dogłębnie uraził, a przecież ani tego nie zrobił, ani nawet nie próbował. - Co miałem na myśli to fakt, że oprócz tego że jest twoją kuzynką, to że nie mam o niej bladego pojęcia. Sam mam z piątkę kuzynów po matce i to nie znaczy, że z nimi rozmawiam czy się interesuję - rzucił kwaśno, odwracając od niej spojrzenie i przemykając nim po tafli jeziora, jakby szukał tam właśnie wybawienia.
Dałby wiele, żeby odpowiedzieć na te same pytania, które teraz i Septimie plątały się po głowie, ale niestety, żadne słowa czy myśli nie było w stanie wytłumaczyć tego, co się działo. Nie znał Sary, ale był przekonany całym sobą, że to wszystko było złym pomysłem. Że jeśli nie zniszczą sobie życia nawzajem, to przynajmniej on zniszczy to, które posiadała do tej pory. Nie specjalnie, a może raczej nie perfidnie, ale w ten niedbały sposób, gdzie zwyczajnie komuś nie zależało.
- Nie wiem, właśnie w tym cały problem. I co mam z tą informacją zrobić konkretnie? - odwrócił się w jej stronę całym ciałem. Mimowolnie naśladował jej ton głosu, uderzając w pretensję, nie rozumiejąc co właściwie od niego chce. - Pochwalić ją za to przy najbliższej okazji, a może zastanowić się nad całym swoim życiem i dojść do wniosku, że nie jestem jej wart. To chcesz powiedzieć?
Trochę mu było nawet głupio, kiedy ręce same poruszały się, żeby rozmasować bolące miejsca, wciąż dające o sobie znać po upadku. Pocieszające jednak wydawało się, że i ona rozpracowywała bolące mięśnie i kości, więc w tym całym bólu znajdowali się aktualnie razem, podążając dalej ścieżynką i wreszcie docierając do rozpościerającym się przed nimi, błękitnym okiem jeziora.
Levi odetchnął, w pierwszym momencie chyba nawet nie orientując się, że Ollivander milczy, jakby widok wodnego prześwitu nadał trochę straconych sił i beztroski. Kiedy jednak się odezwała, jej słowa przywitał ze zwykłym zniecierpliwieniem.
- Wiem, że twoja matka byłą Macmillan, nie o to mi chodziło przecież - odpowiedział, krzywiąc się przy tym i w podobny sposób do niej wypowiadając słowa. Zachowywała się, jakby właśnie ją dogłębnie uraził, a przecież ani tego nie zrobił, ani nawet nie próbował. - Co miałem na myśli to fakt, że oprócz tego że jest twoją kuzynką, to że nie mam o niej bladego pojęcia. Sam mam z piątkę kuzynów po matce i to nie znaczy, że z nimi rozmawiam czy się interesuję - rzucił kwaśno, odwracając od niej spojrzenie i przemykając nim po tafli jeziora, jakby szukał tam właśnie wybawienia.
Dałby wiele, żeby odpowiedzieć na te same pytania, które teraz i Septimie plątały się po głowie, ale niestety, żadne słowa czy myśli nie było w stanie wytłumaczyć tego, co się działo. Nie znał Sary, ale był przekonany całym sobą, że to wszystko było złym pomysłem. Że jeśli nie zniszczą sobie życia nawzajem, to przynajmniej on zniszczy to, które posiadała do tej pory. Nie specjalnie, a może raczej nie perfidnie, ale w ten niedbały sposób, gdzie zwyczajnie komuś nie zależało.
- Nie wiem, właśnie w tym cały problem. I co mam z tą informacją zrobić konkretnie? - odwrócił się w jej stronę całym ciałem. Mimowolnie naśladował jej ton głosu, uderzając w pretensję, nie rozumiejąc co właściwie od niego chce. - Pochwalić ją za to przy najbliższej okazji, a może zastanowić się nad całym swoim życiem i dojść do wniosku, że nie jestem jej wart. To chcesz powiedzieć?